Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 55.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:04

NAJWAŻNIEJSZE WYZWANIA WCIĄŻ PRZED NAMI

Rozmowa z dr Markiem Goleniem, adiunktem Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie

WŁODZIMERZ KALETA: Jak po roku obowiązywania nowej ustawy „śmieciowej” oceniłby Pan efekty i skuteczność przejęcia przez samorządy władztwa nad gospodarowaniem odpadami?

MAREK GOLEŃ: Różnie. Gmin w Polsce mamy około 2,5 tysiąca, ich struktura jest bardzo zróżnicowana. Niektóre samorządy dobrze się do nowych wymogów prawa przygotowały, inne nie. Są gminy, które świetnie realizują założenia ustawy, ale są też i takie, w których zmiany w zakresie gospodarowania odpadami są słabo widoczne. Ujawniły się też kłopoty z przedsiębiorcami, którzy rezygnują ze zleceń: przykład Warszawy, która długo nie mogła rozstrzygnąć przetargu na firmę wywożącą śmieci, jest najbardziej jaskrawy, ale nie jedyny.

Jak zawsze chodzi o pieniądze...

To niewątpliwie m. in. efekt zaniżania firmom stawek za wywóz śmieci. W wielu gminach, gdzie wygrywali najtańsi, robi się obecnie korekty i po wyborach ceny za usługi śmieciowe – dotychczas często populistyczne – zostaną tam najprawdopodobniej podniesione. Natomiast te gminy, które przyjęły stawki racjonalne, albo ostrożnościowe, obniżają opłaty. Stawki są również obniżane w gminach, które chcą się przypodobać wyborcom.

Dla sprawnego sprawowania kontroli nad odpadami równie ważne są nowoczesne rozwiązania, innowacje, które pozwolą na maksymalne wykorzystanie śmieci do uzyskiwania surowców wtórnych czy produktów, które można wykorzystać do bardziej oszczędnego i „czystego” ogrzewania czy oświetlenia mieszkań, nie mówiąc już o wpływie proekologicznych technologii na poprawę czystości środowiska.

Większość gmin wprowadziła standardowy sposób gospodarowania odpadami, czyli priorytetem w zbiórce odpadów są niskie koszty funkcjonowania firm, które wygrały przetarg na odbieranie i gospodarowanie odpadami jednocześnie. I w tym tkwi poważny problem. Gmina, która chce te koszty obniżyć, nie kontroluje firmy wybranej według „najniższej ceny”. Stąd częste przypadki „ryczałtowych rozliczeń” bez wnikania w masę odbieranych odpadów i realizację właściwego zagospodarowania odpadów oraz przestrzegania hierarchii postępowania z odpadami, zła jakość specyfikacji przetargowych, brak faktycznej kontroli gmin w zakresie postępowania z odpadami po ich odbiorze od mieszkańców, w tym sposobu ich zagospodarowania. To tylko niektóre problemy wynikające ze sprzeczności interesów finansowych gminy z ujawnianiem nieprawidłowości.

Również niektórzy wykonawcy na różne sposoby, niekoniecznie zgodne z prawem, starają się takie koszty ograniczać. I to jest podstawowa „innowacyjność” w gospodarowaniu przez gminy odpadami, która jest najczęściej stosowana: przerzucenie swoich obowiązków w tym zakresie na firmę i pozostawienie jej z problemami, z jednoczesnym brakiem kontroli i nadzoru co do tego, co się z odpadami zebranymi od obywateli dzieje. Brakuje też przestrzegania wymagań i standardów na poziomie gospodarstw domowych. W gminach w zakresie zbierania odpadów obowiązują różne systemy, brak standaryzacji, brak obowiązku selektywnej zbiórki, a jeśli już się ją prowadzi, to jest ona zła. Nawet kolorystyka pojemników i worków dowolna. Ponieważ brakuje PSZOK-ów gminnych, odpady „suche” i „mokre”, a nawet odpady niebezpieczne, umieszczane są w pojemnikach przeznaczonych na zmieszane odpady. Brak też pracy z mieszkańcami w tym zakresie, w tym powszechnych i skutecznych kampanii informacyjnych i edukacyjnych.

Nie ma to nic wspólnego z gospodarowaniem odpadami w sposób, który obowiązuje w UE. Tak więc mimo, iż na papierze sytuacja wygląda dobrze, w wielu gminach, generalnie rzecz biorąc, niewiele się w zbieraniu i selekcji śmieci zmienia. Wiele gmin – tych lepszych, działających zgodnie z unijną hierarchią postępowania z odpadami, które niestety są w mniejszości – wprowadza różne innowacje i podąża za modelem unijnym. Tam rzeczywiście można zaobserwować innowacyjne sposoby, zarówno odbierania odpadów, jak i ich zagospodarowania. Sposobów postępowania jest wiele, ponieważ nie mamy zunifikowanego systemu postępowania, każda gmina może to robić po swojemu. Nie ma ujednoliconych standardów i w związku z tym sytuacja w JST jest bardzo różnorodna.

Gospodarka odpadami, powiedział Pan, jest zanarchizowana. Co to konkretnie oznacza?

Każda gmina uchwala swój własny regulamin utrzymania czystości, który ustawowo nie jest do końca doprecyzowany. Brakuje w ustawie przepisów, które określałyby na czym ma polegać zbieranie odpadów czy selektywne zbieranie odpadów. W ramach interpretacji tych przepisów przez Ministerstwo Środowiska określono, że selektywnie trzeba wprawdzie zbierać siedem frakcji: papier, tworzywa sztuczne, metal, szkło w dwóch frakcjach, odpady komunalne i odpady zmieszane, ale nie koniecznie u źródła, co byłoby skądinąd nieuzasadnione ekonomicznie.

Skoro więc nie ma w ustawie jasnych przepisów, jakie frakcje mają być zbierane u źródła, to gminy stosują te przepisy na różne sposoby, według własnych dowolnych i różnych interpretacji. Jedne zbierają ich mniej, inne więcej. Czyż nie jest to przykład na zanarchizowany system? Ponieważ nie zbieramy odpadów w sposób jednakowy we wszystkich gminach, więc każda z nich ma własny, niewielki zazwyczaj, strumień tych odpadów. Takie małe strumienie są również mało warte. Sytuacja na rynku surowców wtórnych wygląda obecnie tak, że jeżeli odpady mają być dużo warte, to po pierwsze muszą być one czyste, a po drugie – musi ich być dużo w krótkim okresie.

Firmy uczestniczące obrocie muszą mieć stały dopływ tych surowców, by organizować ekonomiczny transport. Są to podstawowe sprawy związane z segregacją odpadów, natomiast segregacja ma służyć temu, by zagospodarować te odpady zgodnie z unijną hierarchią, na której czele jest unikanie składowania odpadów, ale w drugiej kolejności ich ponowne użycie. W trzeciej kolejności przetwarzanie ich na inne surowce wtórne. Temu służy segregacja, chociaż mam wrażenie, że w realnej gospodarce segregacja ma służyć głównie spełnieniu norm rozporządzenia, które wyznacza konkretne tony każdej gminie w ciągu roku. Czasami zdarza się, że odpady posegregowane wcale nie są przetwarzane na surowce wtórne, a służą do obliczania tych norm. Są to wiec innowacje nieformalne, które nie mają nic wspólnego z celem działań, które nas obowiązują w UE.

A w tych dobrych gminach? Jakimi ciekawymi, nowatorskimi pomysłami mogą się pochwalić?

Jeśli chodzi o innowacje w gospodarce odpadami, to rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest system „śledzenia” odpadów za pomocą elektronicznych systemów monitorowania ich strumienia. System ten zakłada m.in. obowiązkowe umieszczenie GPS w pojazdach odbierających śmieci. Zgodnie z rozporządzeniem o utrzymaniu czystości wszystkie pojazdy w kraju, które odbierają odpady komunalne, muszą być wyposażone w GPS. Jeśli ten elektroniczny system nadzoru zostanie wprzęgnięty w rozwiniętą bazę informacyjną, razem na przykład z umiejscowieniem pojemników rozstawionych po gminie, które również są oznaczone, czyli oczipowane (np. za pomocą systemu RFID), to można dość ściśle śledzić gminny strumień odpadów. Dodatkowo śmieciarki mogą być wyposażone w system ważenia śmieci. To też ciekawa innowacja, na którą decyduje się część gmin. System taki pozwala gminie zorientować się, ile do śmieciarki weszło odpadów, a potem w punkcie ich przeładunku, deponowania, wiadomo ile ich jest. Tym samym lepsza jest kontrola nad strumieniem odpadów. System śledzenia poprzez GPS i RFID jest coraz częściej stosowany w gminach i dobrze służy temu, by eliminować szarą strefę z gospodarki odpadami. Jest to oczywiście możliwe tylko wtedy, gdy gmina chce ściśle kontrolować swojego wykonawcę usług.

Dużo mamy takich gmin?

Sporo. Najlepszym przykładem takiej gminy jest Płońsk, gdzie od lat funkcjonuje spółka komunalna PGK, która ma własny zakład zagospodarowania odpadów, pojazdy, które wszystkie są, oczywiście, opomiarowane i tam strumień odpadów jest ściśle kontrolowany. Burmistrz Płońska, razem z prezesem swojego przedsiębiorstwa, prezentują swoje dokonania na różnych konferencjach. Coraz częściej słyszę o przetargach na systemy do monitorowania odpadów. Powstaje pytanie, czy kupowane są po to, by służyły do powszechnego monitorowania, by gmina miała wysoką jakość usług oraz lepiej kontrolować wędrówkę strumienia odpadów.

Jeśli już mamy kontrolowany strumień odpadów, to wiemy też, gdzie one trafiają i czy spływają tam, gdzie powinny.

W tym zakresie innowacyjnych rozwiązań raczej nie ma. Podstawowa metoda dotycząca zebranych od mieszkańców z selektywnej zbiórki odpadów jest taka, że trzeba je ponownie, w drugim etapie, posortować w zakładach przetwarzania odpadów, gdzie frakcje są doczyszczane, a potem pakowane i sprzedawane do recyklingu. Jeśli są czyste, to maja wysoką wartość. Jeśli niedoczyszczone, to niską.

Jeśli chodzi o zagospodarowanie odpadów zmieszanych, to w kraju dominuje metoda mechaniczno-biologicznego przetwarzania. Są to technologie, które mają ustabilizowany standard działania, chociaż pojawiają się pewnego rodzaju innowacje, jak np. taka, że biologiczną stabilizację prowadzi się w rękawach z tworzyw sztucznych, co ma na celu przede wszystkim obniżenie kosztów. Pewną innowacją organizacyjną jest budowa spalarni w zakładzie poznańskim, która odbywa się metodą partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co wciąż jest rzadko spotykane w Polsce. Ale to tylko innowacja organizacyjno-finansowa. Taki model gotów byłbym uznać za innowacyjny, chociaż ja programu spalarniowego w Polsce nie pochwalam – oszczędniejszym podejściem byłoby dostosowanie istniejącej infrastruktury ciepłowniczej do spalania odpadów.

Spośród różnorodnych systemów przetwarzania odpadów ten etap, w hierarchii postępowania z odpadami, jest na przedostatniej pozycji, tuż przed składowaniem. A więc hierarchię zagospodarowywania odpadów realizujemy jakby od końca. Najpierw opanowaliśmy infrastrukturę składowania, teraz się bierzemy za infrastrukturę spalania. To jest niewątpliwie pewien krok naprzód, ale z pewnością niezadowalający.

Najważniejsze z innowacji, które należałoby w gminach z pewnością upowszechnić, to innowacje w sposobie zbierania odpadów. Tu przykładem dobrych praktyk jest gmina Nakło nad Notecią, która w zagospodarowaniu odpadów zdecydowała się iść niestandardową ścieżką i rozpisała przetarg wyłącznie na odbieranie odpadów. Natomiast zagospodarowaniem odpadów zajmuje się we własnym zakresie, w ramach własnych możliwości w trybie zamówienia in-house. Jest to gmina miejsko-wiejska. Połowa mieszkańców gminy mieszka w blokowiskach, połowa w zabudowie niskiej, w której prowadzony jest system zbiórki odpadów w systemie workowym. W tym systemie segregowania mieszkańcy otrzymują kilka worków na kilka frakcji. Jest też pojemnik na odpady mieszane.

Ciekawą natomiast innowację zastosowano w systemie blokowym zbierania śmieci. W gminie są budynki kilkukondygnacyjne w zabudowie średniej, ale zwartej – i w tych blokowiskach utworzono punkty mini-segregacji. Na osiedlach postawiono 10 miniPSZOK-ów, które obsługują ok. 50 proc. gminy. Jest to podobne rozwiązanie do stosowanego z powodzeniem od kilku lat w Płocku. Natomiast wprowadzona w Nakle zmiana organizacyjna polega na tym, że te miniPSZOK-i zajmują się przyjmowaniem tylko odpadów surowcowych oraz niebezpiecznych, takich jak odpady AGD, baterie, świetlówki, leki, farby, rozpuszczalniki.

Natomiast do niezamkniętych altan śmietnikowych trafiają odpady mieszane czy też mokre. Strumień odpadów mokrych idzie na międzygminny zakład mechaniczno-biologicznego przetwarzania (RIPOK). Natomiast selektywnie zbierane odpady, tzw. surowcowe, miasto zagospodarowuje we własnym zakresie na terenie własnego centralnego PSZOK-u wybudowanego wraz ze stacją przeładunku odpadów zmieszanych (zagospodarowuje odpady selektywnie zbierane), gdzie pracują ludzie sortujący odpady z posesji o niskiej zabudowie. Odpady z mini PSZOK-ów osiedlowych są już wcześniej przesortowane i w centrali są tylko belowane i pakowane na frakcje handlowe.

Co to są te PSZOK-i?

PSZOK-i to Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Według ustawy są obowiązkowe. Każda gmina ma zapewnić swoim mieszkańcom dostęp do nich, w ustawie jest mowa o tym, że dostęp ma być łatwy, tymczasem, żeby to było łatwe, to musi być przed domem i tak naprawdę to tylko miniPSZOK-i spełniają to kryterium. Większość gmin buduje PSZOK-i, które tego kryterium nie spełniają, bo są usytuowane na peryferiach miasta. Trzeba do nich dojechać specjalnie samochodem. W ustawie PSZOK-i zostały wymyślone głównie jako sposób na rozwiązanie problemów związanych z odpadami problematycznymi, takimi jak opony, meble, sprzęt AGD, RTV, chemikalia. Takiej infrastruktury nie da się postawić na osiedlach, muszą to być obiekty zbiorcze, jeden na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy mieszkańców.

Mini PSZOK-i w Nakle nie obsługują odpadów wielkogabarytowych, ale stoją na osiedlach i jest do nich łatwy dostęp. Pełnią zatem inną funkcję, nieprzewidzianą w ustawie, ale wykorzystano definicję ustawową, żeby móc zgodnie z prawem te obiekty wybudować. Przeważnie jest to kontener w którym pracują ludzie, rozmiarami 5 na 6 metrów – a najważniejsze jest to, że stoi po prostu pod blokiem. To innowacja warta dobrej prasy. System funkcjonuje już od kilku miesięcy i umożliwia bardzo dobrze zorganizowaną zbiórkę odpadów surowcowych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca zbieranych jest ich ponad 20 kg. Ilość zebranych odpadów w miniPSZOKach per capita w 2012 r. wyniosła 9,8 kg, prosta prognoza dla okresu całorocznego (x2) – 19,6 kg, ok. 10 proc. odpadów wytwarzanych w blokowiskach (ok. 200 kg rocznie per capita). To ok. 6,2 proc. strumienia odpadów komunalnych wytwarzanego przez statystycznego Polaka według GUS.

W Nakle mają również inne ciekawe rozwiązanie, jeśli chodzi o zbieranie informacji o śmieciach. Odpady, które każdy mieszkaniec przynosi do miniPSZOK-u, są ważone, a przynoszący je dostaje kwitek, na którym jest informacja o masie odpadów, data oraz godzina ich przyjęcia. Informacje te trafiają również do gminy, która dokładnie zna wielkość strumienia odpadów przechodzących przez mini PSZOK-i, dzięki czemu może dobrze zarządzać personelem je obsługującym.

Wie np. kiedy i gdzie w danych godzinach przychodzi najwięcej mieszkańców ze śmieciami i może w newralgicznym czasie oddelegować dodatkowego pracownika do sortowania odpadów. Jest to wyjątkowo dobre i innowacyjne rozwiązanie w zakresie zbiórki odpadów, dzięki któremu udało się pokonać powszechny problem dyscypliny segregacji odpadów w zabudowie blokowej. Bez tych miniPSZOK-ów nie dałoby się tego dokonać. Mieszkańcy bloków nie chcą najczęściej sortować odpadów i wyrzucają je, jak leci, do pojemników mieszanych.

To zresztą nie jedyna innowacja, jeśli chodzi o zbieranie odpadów. Coraz częściej różne, czasem bardzo interesujące, rozwiązania stosują miasta. Przykładowo w Warszawie model docelowej segregacji polega na tym, że wszędzie tam, gdzie właściciel nieruchomości deklaruje segregację, mają się pojawić pojemniki na selektywną segregację odpadów. Pojemników mają być trzy rodzaje: największy na odpady zmieszane, na szkło i pozostałe odpady surowcowe, jak metal, papier i na tworzywa sztuczne. Efektywność takiej segregacji jest na pewno niższa niż to ma miejsce w Nakle nad Notecią, ale jest to jakiś pomysł warty wzięcia pod uwagę przy wypracowywaniu docelowego sposobu działania pod tym względem. Aby zobaczyć, jakie będą efekty wprowadzenia tego rozwiązania, będziemy musieli trochę poczekać, ponieważ pomysł jest dopiero wdrażany.

Będzie można niektóre frakcje tych odpadów przetworzyć bez problemów np. na biogaz?

Jeśli chodzi o biogaz z odpadów komunalnych, gdybyśmy chcieli zobaczyć, jak to może wyglądać, to trzeba pojechać do Szwecji albo Norwegii. Szczególnie ciekawa jest Norwegia, która ma tak dużo gazu na Morzu Północnym, a mimo to śmieciarki jeżdżą na biogaz z odpadów komunalnych. W Polsce na razie przepisy nie pozwalają na to, żeby do biogazowni wrzucić odpady komunalne. Żeby to można było zrobić, odpad komunalny musi być frakcjonowany inaczej, niż to jest stosowane powszechnie w Polsce. Żeby zrobić biogaz z odpadów komunalnych, trzeba wyodrębnić czystą biomasę, czyli czyste odpady kuchenne. Takie rzeczy robi się w nielicznych gminach w Polsce. Żeby taką biogazownię zorganizować, to z punktu widzenia ekonomiki technologii trzeba by tych odpadów kuchennych zebrać i zgromadzić od minimum 200 tysięcy ludzi, czyli przynajmniej z kilkudziesięciu tysięcy gospodarstw domowych. Takich odważnych gmin, które chciałyby mieć własną biogazownię na odpady komunalne na razie nie ma.

Ale w wielu gminach w zbiórce odpadów wyodrębnia się frakcje kuchenną?

Tak jest np. w Płocku, gdzie zastosowano rozwiązanie z mini sortowniami odpadów i cały czas sortuje się frakcję kuchenną. Tym systemem w mieście objętych jest ok. 6 tysięcy mieszkańców. Czysta biomasa, która powstaje w minisortowniach, jedzie do kompostowania do zakładu, który się tym zajmuje. Nie znam u nas żadnej gminy, która robi to zgodnie z modelem skandynawskim. W wielu naszych gminach zbiera się wprawdzie biomasę, ale tylko tę tzw. ogrodową, czyli odpady zielone. Odpady kuchenne lądują w odpadach mieszanych. Nie jest to na pewno skandynawski model segregacji odpadów. Biogazu ze śmieci na razie w Polsce nie ma i, szczerze mówiąc, nie widzę perspektyw, by był on w przyszłości. Do takiego modelu trzeba by wdrożyć miniPSZOK-i w modelu płockim ich funkcjonowania na szeroką skalę i to przynajmniej w kilkusettysięcznym mieście.

Nie uda się nam wdrożyć segregacji u źródła, zwłaszcza w blokach, bez upowszechnienia miniPSZOK-ów, które – oprócz segregacji odpadów surowcowych – zajmowałyby się również segregacją biomasy. Innowacyjny w kraju pod tym względem model zbierania odpadów od wielu lat z powodzeniem działa w Płocku. Niestety, prowadzony jest na małą skalę.

A jak gminy radzą sobie z recyklingiem?

Recykling został zepchnięty do sektora prywatnego i chyba nawet jest to słuszne rozwiązanie, jednak na razie za słabo wspierane przez system opłat produktowych. Nie śledzę, czy mamy możliwość pochwalić się jakimiś nowatorskimi rozwiązaniami w tym zakresie. Głównymi powodami niskiego postępu technologicznego są bariery wejścia, w tym zwłaszcza bariery kapitałowe, ale przede wszystkim – ogromne ryzyko związane z nieustannymi zmianami w prawie. Przykładem jest przetwarzanie tworzyw sztucznych na paliwa konwencjonalne – nie ma chętnych, by chcieli w tę dziedzinę zainwestować. Wiem o tym z doświadczenia, bo sam próbuję wdrożyć nowatorską technologię w tym zakresie.

Cóż to za wynalazek?

W drobnych szczegółach opracowaliśmy i opatentowaliśmy technologię przetwarzania zanieczyszczonych i zmieszanych poliolefin na płynne paliwa konwencjonalne – typu parafina, benzyna czy olej opałowy. Technologia zwana jest pirolizą tworzyw sztucznych, czy też depolimeryzacją tworzyw sztucznych, która polega na rozbijaniu łańcuchów węglowodorowych na krótsze. Otrzymujemy kilka frakcji płynnych paliw, które spełniają bardzo wysokie normy jakości. Jest to ciekawa technologia, która ma wysoki bilans energetyczny – na 1000 kg tworzyw sztucznych włożonych do aparatury uzyskuje się ok. 800 kg paliw płynnych, które można zamienić na energię elektryczną i cieplną w generatorach prądotwórczych. Pierwsze wdrożenie tej technologii kosztuje w tej chwili około 5 mln zł, a oczekiwany zwrot z inwestycji wynosi maksymalnie trzy lata od podjęcia działań. Szukamy inwestora, który zechce zaryzykować w tej branży.

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

czwartek, 24 lipiec 2014 19:50

REFORMA ZALEŻY OD NAS

Rozmowa z Krzysztofem Kawczyńskim, przewodniczącym Komitetu Ochrony Środowiska w Krajowej Izbie Gospodarczej

WŁODZIMIERZ KALETA: Jak ocenia Pan funkcjonowanie ustawy śmieciowej po roku? Co się udało, a co już dziś widać, że trzeba będzie zmienić?

KRZYSZTOF KAWCZYŃSKI: Gminy lepiej lub gorzej, w terminie – lub trochę po nim, przeprowadziły przetargi na wybór firm, mających odbierać odpady komunalne. Tyle tylko, że w nowej ustawie, tzw. śmieciowej, nie chodziło jedynie o zorganizowanie przetargów, ale przede wszystkim, mówiąc najogólniej, o zmianę systemu gospodarowania odpadami na racjonalny i bardziej proekologiczny, ukrócenie nielegalnych praktyk postępowania ze śmieciami, skierowanie ich zamiast do lasu – do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów (RIPOK), by mogły być w coraz większym stopniu przetwarzane i wykorzystywane ponownie, jako surowce wtórne w procesach recyklingu lub odzysku. Pod tym względem, powiedziałbym, ta wielka reforma wyszła nam połowicznie i dzisiaj możemy dyskutować, czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta.

Śmieci wciąż pełno w lesie...

Istotnie, „Lasy Państwowe” sygnalizują, że ilość śmieci w lasach wcale się nie zmniejszyła, zmienia się natomiast struktura tych śmieci. Obecnie więcej jest śmieci „specjalnych”, np. z działalności rzemieślniczej, remontów itd.

Jakie są tego przyczyny?

Wydaje się, że jedną z najważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest w dużej mierze to, że reforma gospodarki „śmieciowej” w wielu samorządach skończyła się w praktyce na samych przetargach. Gminy szukały firm oferujących jak najniższe ceny, które przejęłyby całą gospodarkę odpadami: odbierały śmieci i je transportowały, unieszkodliwiły, i jeszcze dały gminie jakiś papier, że zrobiły to tak, jak trzeba. I na tym, niestety, reforma się potknęła. W nowych rozwiązaniach nie chodziło bowiem jedynie o odbieranie i wywóz śmieci byle gdzie i byle tanio, ale przede wszystkim – o ich zagospodarowanie, i to zgodnie z wymogami i standardami UE. Tak się, niestety, nie dzieje. I dzisiaj wszyscy o tym wiedzą – no, może poza politykami, którzy odtrąbili jeszcze jeden sukces i po sprawie.

Trudno więc chyba będzie nam rozmawiać o innowacyjności w gospodarce odpadami?

Najłatwiej byłoby mówić o innowacyjności, jeśli chodzi o pomysły na przekręty i nieprawidłowości w tej gospodarce. Takim „innowacyjnym” pomysłem może być chociażby stosunkowo nowe zjawisko, ale szybko się rozwijające, dotyczące magazynowania odpadów jako sposobu ich zagospodarowania. Wykorzystuje się zapisy prawa pozwalające na długotrwałe magazynowanie odpadów bez żadnych opłat. Tworzą się specjalne firmy, które chętnie przyjmują odpady do magazynowania. W praktyce często odpady te są spakowane w bele i foliowane, a ich kody nie odzwierciedlają zawartości w środku. W niektórych przypadkach wszystko wyraźnie wskazuje, że podmiot magazynujący nie ma zamiaru ich przetwarzać i raczej zakończy działalność po pewnym okresie, gdy osiągnie zakładany dochód z tego procederu.

Ta „innowacyjność” sprowadza się też do wymyślania cudownych metod utylizacji odpadów za przysłowiową złotówkę. Przykładowo, śmieci zamiast do odpowiedniego zakładu przetwarzania, czy na składowisko, wędrują sobie na nielegalne „składowiska” typu stare żwirownie. Są też pomysły na quasi-kompostowanie, polegające na przykrywaniu śmieci brezentem czy folią z nadzieją, że jak one sobie tak poleżą ze dwa tygodnie, np. na podwórku, to cudownie zamienią się w pachnący kompost, który będziemy mogli wykorzystać na działce. To tak jednak nie działa. Powstające „komposty” nie są przydatne dla celów użyźniania gleby i w znacznej części są wykorzystywane do składowania (na cele rekultywacyjne składowisk) przy znacznie niższej opłacie marszałkowskiej. Brakuje warunków dla produkcji kompostów spełniających normy, a tworzy się za to fikcyjny system przetwarzania bioodpadów. Tych nieprawidłowości jest znacznie więcej.

Jest jakaś recepta by się ich pozbyć?

W Krajowej Izbie Gospodarczej, w środowisku eksperckim trwa dyskusja na ten temat. Wiem, że również zespół funkcjonujący przy ministrze środowiska przygotowuje propozycje do nowelizacji ustawy. W I kwartale 2014 r. przesłaliśmy ministrowi środowiska i przedstawicielom parlamentu propozycje KIG w zakresie najważniejszych zmian w nowej ustawie o utrzymaniu porządku i czystości w gminach z 1 lipca 2011 r. lub w aktach wykonawczych.

Jakie to zmiany?

Jest ich sporo. Trudno byłoby je wszystkie szczegółowo wymienić. Postulujemy m.in., by rozdzielić przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów. Łączny przetarg powinien być możliwy tylko w wyjątkowych i określonych przypadkach. Przetargi na odbiór odpadów powinny też być dostępne dla większej liczby operatorów, ale w specyfikacji byłby wymóg dostarczania odpadów do wskazanych przez gminę instalacji RIPOK z danego regionu gospodarki odpadami. Wnosimy też o doprecyzowanie w ustawie obowiązku prowadzenia w każdej gminie selektywnej zbiórki odpadów (wycofanie fakultatywności) oraz wskazanie w ustawie lub rozporządzeniu ministra środowiska standardów w zakresie zbiórki selektywnej odpadów komunalnych. Zwracamy również uwagę na uregulowanie procedur nadzoru i kontroli drogi odpadów do instalacji przetwarzania. Obecnie brakuje bowiem monitorowania przez gminy przewozu odpadów do RIPOK. Nie jest też weryfikowana ilość odbieranych odpadów oraz ich jakość. No i w końcu te nieszczęsne przetargi gminne oparte wyłącznie na najniższej cenie, często już w fazie wyboru oferty nierealnej i niewykonalnej.

Dlatego trudno dziś mówić o innowacyjności w zagospodarowywaniu odpadów w sensie nowych technologii. Reforma, jak na razie, nie pobudziła szczególnie samorządów do ich wprowadzania. Ci, co takie technologie mieli wcześniej, to je mają, ci którzy ich nie mieli, nie mają ich nadal i jeszcze długo ich nie wprowadzą, ponieważ dzisiaj inwestowanie w gospodarkę odpadami jest bardzo ryzykowne z punktu widzenia zwrotu kapitału. Rynek jest nieprzewidywalny i nasycony różnego rodzaju nieprawidłowościami. Są pewne pozytywne zmiany w technologiach do recyklingu odpadów i odzyskiwanych z nich surowców wtórnych. Tu można pochwalić się kilkoma nowoczesnymi instalacjami, np. do makulatury, ale te instalacje będą potrzebowały odpadów selektywnie zbieranych, czystych i w dużych ilościach, a dzisiaj rynek tego nie jest w stanie wygenerować, bo zbyt wolno rozwija się zbiórka selektywna.

Budujemy jednak spalarnie.

Jeśli chodzi o nowoczesne i innowacyjne technologie, to spalanie odpadów nie jest preferowane przez UE. Unia stawia przede wszystkim na ich przetwarzanie z przeznaczeniem do ponownego wykorzystania. Jak dotąd nie widać u nas specjalnie ruchu w zakresie wprowadzania nowych, innowacyjnych metod mających temu służyć. Natomiast przed kilku laty powstał krajowy program budowy sześciu dużych spalarni śmieci. Za rok inwestycje te powinny być gotowe. Będą mogły spalić z większym bądź mniejszym nakładem energii ok. milion ton zmieszanych odpadów. My natomiast mamy obecnie problem z ok. 4 mln ton palnych frakcji odpadów. Spalarnie zatem tego problemu nam nie rozwiążą.

Co w tej sytuacji? Budować kolejne?

Odpady możemy zagospodarować bardziej regionalnie i bardziej efektywnie bez budowy kolejnych wielkich i bardzo kosztownych spalarni. Te „dobre” odpady mogą zostać zamienione na ciepło w naszych mieszkaniach lub prąd elektryczny w naszych domach. Stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej jest następujące: zamiast koncentrować się na budowaniu kolejnych spalarni wielkich jak Huta Katowice, bardzo drogich i niemile przez UE widzianych, skoncentrować się trzeba na odzysku ciepła i energii z odpadów, ale w mniejszych elektrociepłowniach, gdzie w warunkach kogeneracji można dobudować w kotłowni blok na paliwo z odpadów, tzw. suchy RDF, czyli wykorzystać zamiast węgla zmielone wysokokaloryczne frakcje. To jest kierunek, który zdaniem KIG powinien być rozwijany, jest racjonalny i bardziej efektywny ekonomicznie niż wielkie obiekty spalarniane. Na razie jednak „w tym tunelu nie widać zielonego światła”.

A co z biogazem, z którym wiązano takie nadzieje, zwłaszcza w małych gminach i wiejskich?

Do produkcji biogazu również niezbędne są określone frakcje uzyskiwane z odpadów. Biogazownie, których trochę w kraju powstało, mają jednak problemy z pozyskaniem tych frakcji, dlatego pracują na małych obrotach. Brakuje biomasy. Biogazownie sygnalizują, że brakuje nie tylko dostatecznej liczby źródeł biomasy, np. plantacji wierzby przemysłowej, którą można by spalać, ale także np. gnojowicy. Trochę lepiej wychodzi nam recykling. To dlatego, że większość z nas w ramach systemów gminnych segreguje śmieci. Wzrosła też liczba firm, które te posegregowane odpady odbierają. Poprawa w tym zakresie widoczna jest wyraźnie także dlatego, że wcześniej recykling w naszym kraju był na bardzo niskim poziomie, ok. 5 proc wytwarzanych odpadów. Obecnie powinien wynosić ok. 20 proc, a osiągamy granice 10 proc. Mamy ambitne plany, by do 2020 r. wskaźnik ten wzrósł do 50 proc. Sadzę, że jeśli uda nam się osiągnąć 25 proc. – to będzie dobrze.

Dlaczego tak trudno nam dojść do standardów w przetwarzaniu odpadów osiągniętych choćby w państwach skandynawskich? Nie możemy od nich ściągnąć najnowocześniejszych, innowacyjnych rozwiązań, z których na pewno korzystają?

Różne kraje „starej” UE w różnym stopniu wykorzystują energię z odpadów, ale ważne jest to, że średnio około 35 proc. odpadów jest unieszkodliwiane poprzez odzysk energii w procesach termicznych. Najlepszym przykładem są państwa skandynawskie. Tyle tylko, że te kraje pracują konsekwentnie nad zasadami budowy systemu zbierania i przetwarzania odpadów od ponad dwudziestu lat. To nie jest program do załatwienia z dnia na dzień, przez hasło „rewolucja śmieciowa”. Ten proces musi trwać, trzeba zmienić nawyki i świadomość mieszkańców, konsekwentnie wdrażać racjonalne zasady postępowania z odpadami, a także filozofię naszego życia w celu ograniczania „produkcji odpadów” i ich unikania. My wciąż jesteśmy pod tym względem na początku drogi. Tymczasem przedsiębiorcy, którzy postępują uczciwie i biorą udział w grze na rynku odpadów, narzekają, że rynek ten jest nasycony najróżniejszymi patologiami. Administracja odpowiedzialna za kontrolę i nadzór nad rynkiem nie panuje nad sytuacją, nie kontroluje strumienia przepływu odpadów i nie wyciąga konsekwencji wobec osób i przedsiębiorców naruszających regulacje prawne w tym zakresie. I to jest rzeczywiście problem. Ale to nie jest problem złego prawa, tylko niekonsekwencji w jego wdrażaniu i egzekwowaniu.

W obowiązki KIG wpisana jest też edukacja społeczeństwa.

Świadomość społeczeństwa w tym zakresie wzrasta, ale nadal jest sporo do zrobienia. Świadomość przedsiębiorców, która jest pochodną świadomości społeczeństwa, chociażby z racji wielu obowiązków prawnych, rośnie szybciej. Liczymy na pomoc administracji rządowej, która powinna uczestniczyć w budowie świadomości obywateli na tych płaszczyznach, które mają bezpośredni wpływ na nasze środowisko i funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Moim zdaniem, powszechna edukacja społeczeństwa, w tym m.in. z wykorzystaniem mediów publicznych, jest  konieczna. Nie chodzi przy tym o jakieś profesorskie mądrości, ale przekazanie obywatelom paru prostych prawd i zasad, np. dlaczego segregacja śmieci jest tak ważna, jak to się powinno robić i jakie szkody przynosi nam wyrzucanie śmieci w lesie itp. Do tego dochodzi edukacja ekonomiczna. Jeżeli mając wybór mam zapłacić dwa razy więcej za śmieci niesegregowane, niż gdybym je segregował, to rachunek ekonomiczny sam się narzuca, bez specjalnej kalkulacji i edukacji ekologicznej. Lepiej płacić np. 20 niż 40 zł, ale wtedy ja muszę zadać sobie trochę trudu, żeby odpowiednio posegregować moje odpady, no ale dzisiaj nie ma nic za darmo.

Może opłaty za wywóz śmieci są zbyt wysokie?

Po tej całej „rewolucji śmieciowej” okazało się, że jest odwrotnie. Nasz „rynek odpadowy” był wyceniany na ok. 5 mld zł w 2012 r., czyli „przed rewolucją”. Szacowaliśmy, że po wprowadzeniu nowych zasad i opłat rynek powinien wzrosnąć o ok. 20 proc. Tak się jednak nie stało. Wartość tego rynku spadła obecnie o 40 proc. – do 3,3 mld zł. To świadczy, że samorządy masowo wybierały najtańsze oferty, konkurencja między firmami zajmującymi się odpadami doprowadziła do wyeliminowania z rynku wielu firm, a te, które pozostały, obecnie narzekają na nieopłacalność tej działalności, bo za pieniądze, jakie otrzymują od gmin, trudno legalnie zagospodarować odbierane odpady. No i w ten sposób mamy kolejne, po budowie autostrad za pół ceny, polskie doświadczenie budowy systemu gospodarowania odpadami – za pół ceny. A może UE to od nas kupi?

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

niedziela, 27 styczeń 2013 22:17

Sportowe Starachowice

Wszyscy zachwycamy się pięknymi obiektami sportowymi, które powstały na EURO 2012. Warto jednak budować obiekty sportowe również poza metropoliami, także dla innych dziedzin sportu, a przede wszystkim z myślą o rozwoju masowej kultury fizycznej, w szczególności wśród dzieci i młodzieży.

I tak się dzieje. Doskonałym tego przykładem są Starachowice, gdzie wszędzie widać nowe lub zmodernizowane obiekty sportowe czy ścieżki rowerowe.

Nie tylko dla zawodowców

Sportową wizytówką miasta jest oddana do użytku w 2002 r. Miejska Hala Sportowa. W kompleksie jest pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej, koszykówki, siatkówki, sala fitness, siłownia i sauna. Na co dzień hala wykorzystywana jest przez uczniów miejscowych szkół na potrzeby lekcji wychowania fizycznego. Po zajęciach, a także w weekendy, okresy ferii zimowych oraz wakacje obiekt tętni sportowym życiem.

W ramach rządowego projektu "Moje Boisko Orlik 2012", przy niektórych szkołach  powstały – dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Urzędu Marszałkowskiego -  boiska sportowe. Za ponad milion złotych wybudowano też boiska przyszkolne, w tym wielofunkcyjne boisko o sztucznej nawierzchni. W ramach programu "Budowa wielofunkcyjnych boisk sportowych ogólnie dostępnych dla dzieci i młodzieży" powstały kolejne obiekty,  m.in. boiska wielofunkcyjne o nawierzchni poliuretanowej 22x44 m, służące do gry w piłkę nożną, ręczną, do siatkówki, koszykówki, tenisa.

KlubyiStowarzyszenia funkcjonujące na terenie gminy Starachowice otrzymują z budżetu miasta dotacje na szkolenie dzieci i młodzieży, zakup sprzętu,  udział we współzawodnictwie sportowym oraz organizację obozów sportowych.

Prezydent miasta funduje także stypendia sportowe dla młodych sportowców i nagrody za wybitne osiągnięcia sportowe.

Pływalnia z życiem

Dziś, baza sportowa w mieście, to także kompleks rekreacyjno-sportowy (boisko, skatepark, plac zabaw), a także … kryta pływalnia z basenem sportowym o wymiarach 12,5x25 m i głębokości od 1,80 do 4 metrów, rekreacyjnym z wieloma atrakcjami (rwąca rzeka, gejzer powietrzny, ławka rurowa z masażem), brodzikiem dla dzieci, jacuzzi, zjeżdżalnią wodną o długości 47 m i pomieszczeniem odnowy biologicznej.

Projekt pływalni, który okazał się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”, powstał  dzięki współfinansowaniu przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Świętokrzyskiego i Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Wartość projektu to ok. 23 mln zł, zaś wkład własny ok. 16 mln zł.

- Jest to obiekt na miarę oczekiwań starachowiczan. Oddana w 2010 r. inwestycja stała się wizytówką tego miasta. Nasz basen odwiedzają nie tylko mieszkańcy Starachowic. Korzystają z niego również mieszkańcy ościennych gmin. Basen cały czas tętni życiem. Organizowane są na nim różne prestiżowe imprezy rangi Mistrzostw Polski, jak chociażby Grand Prix Polski w ratownictwie wodnym czy Mistrzostwa Ligi Obrony Kraju w płetwonurkowaniu. Kryta Pływalnia to również miejsce organizacji licznych imprez dla mieszkańców miasta, jak np. Rodzinne Igrzyska Wodne, czy promujących naukę pływania oraz bezpieczeństwo w wodzie, m.in. program:  „Z Delfinkiem Woprusiem” (adresowany do przedszkolaków), „Już pływam” (bezpłatne zajęcia z nauki pływania dla młodzieży szkolnej) prowadzone we współpracy z Zarządem Głównym Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. To również miejsce pracy trzech sportowych klubów pływackich: „Orka”, „Kalmar”, „Barakuda  – mówi Radosław Dulęba – kierownik Referatu Obsługi Krytej Pływalni.

Dziś wiele samorządów buduje baseny, a potem one niszczeją, gdyż brakuje środków na ich utrzymanie. Starachowice utrzymanie obiektu wpisały w katalog priorytetów. - Owszem jest to dość duży koszt, ale jednak basen to inwestycja, która pełni specyficzną rolę w życiu gminy. Żaden basen w Polsce nie przynosi dochodów. Pełni za to inne funkcje użytkowe i rolę społeczną. Ludzie po to płacą przecież podatki, aby potem mogli korzystać z tego typu nowoczesnych obiektów - dodajeRadosław Dulęba.

Zdrowy duch

Dla kondycji i zdrowia mieszkańców ważniejszy od sportu zawodowego czy  wyczynowego jest rozwój sportu masowego.- W części polskiego społeczeństwa wciąż brakuje świadomości, jak ważne dla ich dzieci jest wychowanie fizyczne, sport, zwykła aktywność fizyczna. Dopóki nie zmienimy radykalnie podejścia do uprawiania sportu w polskich rodzinach, trudno będzie poprawić poziom wychowania  fizycznego w szkołach, coraz trudniej będzie o profesjonalne sukcesy sportowe polskich zawodników – przekonuje Jan Michał Salamon, kierownik Referatu Sportu, Promocji i Turystyki

Nasze miasto  - dodaje - to prężnie rozwijający się ośrodek sportowy, ważne miejsce na sportowej mapie Polski.  Samorząd nie szczędzi środków na kluby sportowe i stowarzyszenia, wspierając je nie tylko finansowo, ale i organizacyjnie. Efektem tej współpracy jest upowszechnianie oraz rozwój kultury fizycznej i sportu, a także organizacja wielu festynów rodzinnych oraz imprez sportowo-rekreacyjnych adresowanych do szerokiego grona odbiorców .

Tym co godnie  wieńczy starania samorządowców i sportową aktywność mieszkańców miasta jest fakt zwycięstwa Starachowic w kolejnej edycji Sportowego Turnieju Miast i Gmin z całej Polski ( w grupie piątej od 40-100 tys. mieszkańców). – Ubiegłoroczny  sukces, to dla  miasta trzecie już zwycięstwo w ostatnich czterech latach.  W ramach ubiegłorocznego Europejskiego Tygodnia Sportu dla Wszystkich odbyło się w Starachowicach  138 imprez, w których - wróżnych formach aktywności fizycznej - udział wzięło ponad 28 tysięcy osób.

Na pytanie czy warto więc inwestować w sport,  starachowiccy samorządowcy mają jedną odpowiedź: - Oczywiście, że tak. Przecież kultura fizyczna to skuteczne i bardzo motywujące narzędzie mogące pomóc młodzieży w rozwijaniu umiejętności przywódczych, zdolności komunikowania się i zarządzania w sposób nie tylko efektywny, ale i sprawiający przyjemność. Młodzi i dorośli mają gdzie się spotykać, doskonalić swoje umiejętności czy też aktywnie spędzać czas.

poniedziałek, 26 listopad 2012 18:53

Lokalne drogi to wyzwanie dla samorządów

Stan polskich dróg budzi niepokój, a nierzadko i trwogę. Ponad 50 procent dróg zarządzanych przez samorządy gminne wymaga gruntownego remontu.

Odnowić należałoby nawierzchnie, chodniki czy rowy odwadniające.

W Projekcie Strategii Rozwoju Transportowego do 2020 r. stwierdza się m.in., że sieć utwardzonych dróg wzrosła w latach 2000-2010 o 9,6 proc, podczas gdy PKB - o ponad 46 proc. Natomiast liczba pojazdów silnikowych zwiększyła się aż o ponad 63 proc.

Drogi lokalne – prawdziwe wyzwanie

Warto sobie uzmysłowić, że łączna długość dróg gminnych wynosi blisko 210 tys. km, z czego nawierzchnię utwardzoną ma ok. 100 tys. kilometrów dróg. Stanowi to  55 proc wszystkich dróg publicznych w naszym kraju. W świetle tych liczb oczywistym jest, że drogi lokalne są na dzisiaj i w dalszej perspektywie  prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza dla ich gospodarzy, czyli  samorządów. W realizacji tego wyzwania  liczy się każdy sojusznik, każda dobra inicjatywa i dobry pomysł.

Sprawa najważniejsza – środki

Realizując przedsięwzięciazwiązane z warunkami przyśpieszenia rozwoju lokalnego, przekonujemy się, że podstawowym problemem są dla samorządów realne możliwości wygospodarowania czy też pozyskiwania środków inwestycyjnych. W przypadku lokalnej infrastruktury drogowej sporo już osiągnięto. Przykładem są tzw. schetynówki. Ale jest to oczywiście kropla w morzu potrzeb. Gminy mają dzisiaj do dyspozycji różne możliwości pozyskania z zewnątrz środków na realizację projektów drogowych. Wśród nich dominują dwa: dofinansowanie ze środków europejskich w ramach regionalnych projektów operacyjnych oraz dofinansowanie z pieniędzy Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. Niestety w obecnej edycji tego Programu o środki dla gmin będzie dużo trudniej.

W latach 2013-2015 – zgodnie z nowym programem – rząd ma przekazać samorządom 3 mld zł (po miliard w każdym roku). Samorządy chcące skorzystać z dotacji budżetowej będą oczywiście musiały przeznaczyć środki własne na planowane w tej dziedzinie inwestycje. Tak czy inaczej środków potrzebnych na rozwój i modernizację dróg – wobec ogromnych potrzeb – nigdy nie będzie za wiele i trzeba będzie się liczyć z każdą złotówką. Możliwości zapewnienia potrzebnych środków tworzą w tej sytuacji: właściwe planowanie, dobry harmonogram od projektu do wykonania inwestycji, optymalna organizacja robót oraz – chyba w największym stopniu – dobre, nowoczesne technologie, gwarantujące wysoką jakość i znaczne oszczędności.

Szanse w technologiach i optymalizacji procesów

Z praktycznych samorządowych doświadczeń wynika, że sukces lokalnych władz samorządowych, w przypadku projektowania i realizacji inwestycji drogowych był tym większy, im znaczniejsze było oparcie się na profesjonalnych, nowoczesnych i kompleksowych ofertach, uwzględniających aktualne realia oraz faktyczne możliwości konkretnych samorządów, zwłaszcza mniejszych.

Naprzeciw tym potrzebom wychodzi m.in. kompleksowy program „EkoDroga Samorządowa”, wdrażany przez partnerów Fundacji Promocji Gmin Polskich - Konsorcjum Budowy Dróg Ekologicznych „WAPEKOM”. Powodzenie konferencji pod tym tytułem, która odbyła się 5 listopada w Lublinie i której gospodarzem był Marszałek Województwa Lubelskiego Krzysztof Hetman, stało się zachętą do kontynuowania programu w innych województwach.

Ważna wiedza

Rolę koordynatora w promowaniu i upowszechnianiu wiedzy o możliwościach przyśpieszenia w procesach modernizacji i budowy dróg gminnych przyjęło na siebie powstałe właśnie Centrum Inicjatyw Gospodarczo-Ekologicznych (CIGE). Centrum, funkcjonujące w formule zespołu zadaniowego Fundacji, przygotowuje aktualnie szczegółową koncepcję i harmonogram konferencji regionalnych. Do zainteresowanych środowisk samorządowych dotrą w najbliższym czasie konkretne propozycje programowe, wydawnictwa i oferty, także edukacyjne, wykorzystujące możliwości prowadzonej przez Fundację platformy e-learningowej. Z początkiem przyszłego roku zainaugurowany zostanie cykl regionalnych konferencji, przedstawiających najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia interesów samorządowych możliwości zdynamizowania działań związanych z modernizacją i budową dróg lokalnych.  

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY