Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 83.

niedziela, 28 wrzesień 2014 22:51

PRZEMOC W SZKOLE JEST FAKTEM

Raport Najwyższej Izby Kontroli na temat przemocy w szkole – „Przeciwdziałanie zjawiskom patologii wśród dzieci i młodzieży szkolnej” nie pozostawia złudzeń: szkoła nie radzi sobie ze zjawiskiem agresji.

Najwięcej zachowań patologicznych odnotowano w gimnazjach – 8,8 proc. uczniów deklarowało udział w sytuacjach mających związek z przemocą. Najwięcej wskazań – aż 74 proc. – dotyczyło agresji werbalnej: ubliżania, przezywania, poniżania. 58 proc. odpowiedzi uczniów wskazywało na obecność w szkole agresji fizycznej. W porównaniu z wcześniejszymi latami to znaczny wzrost.

Podobnie przedstawia się sytuacja, jeśli chodzi o cyberprzemoc – z raportu wynika, że aż co piąty uczeń zetknął się bezpośrednio z takimi działaniami. Dane te są wysoce niepokojące – z racji tego, że nauczyciele nie mają często ani doświadczenia, ani umiejętności poruszania się w wirtualnej przestrzeni.

Przemoc hi-tech

Zbigniew Matwiejek z NIK ocenił, że kadra pedagogiczna nie jest przygotowana do rozpoznawania takich zagrożeń. Nauczyciele niekiedy nie zdają sobie sprawy, czym są dla współczesnych nastolatków portale społecznościowe, i jak mierzy się atrakcyjność osoby za pomocą kliknięć „lubię to” oraz z tego, co nastolatki gotowe są zrobić, by zyskać na popularności. Nietrudno wywnioskować, że z tej racji są szczególnie narażone na uczestniczenie w sytuacjach groźnych.

– Taka sytuacja dotyczyła grupki moich rówieśników. Grozili takiej jednej dziewczynie przez internet – opowiada Ania, uczennica gimnazjum nr 1 w Raszynie. Drastyczny przykład przemocy i cyberprzemocy nagłaśniały w 2011 r. media, kiedy to w Szczecinie 11-latek dokonał brutalnego gwałtu na dziewięciolatku – a wydarzenie to nagrał, i sprzedawał innym uczniom za 10 złotych, piętnastolatek.

Justyna Sedlak z Ministerstwa Edukacji Narodowej w odpowiedzi na raport NIK zaznacza, że resort edukacji za jedno z głównych zadań w soku szkolnym 2014-2015 stawia sobie profilaktykę agresji i przemocy w szkołach. Warto zaznaczyć, że od czerwca 2011 r. kodeks karny zawiera przestępstwo „stalkingu” – definiowanego jako uporczywe nękanie i prześladowanie, a także podszywanie się pod inną osobę w celu wyrządzenia jej szkody, także osobistej.

„Stalking” to forma przemocy psychicznej. W świetle obowiązującego w Polsce prawa, w przypadku przemocy rówieśniczej – a więc wtedy, gdy sprawcą jest nieletni – mają zastosowanie przepisy o postępowaniu w sprawach nieletnich, które mówią że szkoła i nauczyciele stanowią instytucję, do których obowiązków należy dbanie o dobro dziecka. Dlatego posiadają oni szczególny obowiązek zwracania uwagi na przemoc i informowanie o niej policji lub prokuratury.

Zgodnie z literą Ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty, nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierowania się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną. W Karcie Nauczyciela z kolei ustawodawca zaznacza, że do obowiązków nauczycieli należy także dbanie o wykształcenie postaw moralnych i wzajemnego szacunku w uczniach. Powinni zatem nie dopuszczać oni do sytuacji mobbingu rówieśniczego, a w sytuacjach, gdy ma on jednak miejsce, skutecznie reagować. Lucyna Kicińska z Fundacji Dzieci Niczyje opisuje tymczasem zjawisko odbierania nauczycielom „prawa do wychowywania”.

Według niej raport NIK obnażył problem braku współpracy pomiędzy szkołą a rodzicami. W praktyce wygląda to tak, że nauczyciele mają poczucie bycia na cenzurowanym. Skarżą się na roszczeniowo nastawionych rodziców. Jeśli czyjemuś dziecku dzieje się krzywda, rodzice żądają, by dziecko chronić, a sprawcę ukarać, ale kiedy to ich dziecko jest sprawcą przemocy – kategorycznie zabraniają nauczycielowi się wtrącać. „Pani jest od uczenia, a nie od wychowywania” – mówią. A zatem nauczyciel bywa stawiany pod ścianą.

Kicińska zauważa także, że cyberprzemoc nie bierze się znikąd, skoro niemal wszystkie dzieci zostawione są przez rodziców w sieci same sobie. A jest to przestrzeń specyficzna, dziecko nie uczy się w niej relacji interpersonalnych, za to oswaja z językiem bardzo nasyconym przemocą.

Klęska profilaktyki

Z raportu NIK wynika, że na istnienie zjawiska cyberprzemocy wskazało w roku 2012/2013 8 proc. uczniów. Izba przyczyny tego stanu rzeczy upatruje w tym, że szkoły nie diagnozują sytuacji, a nauczyciele nie umieją odpowiednio reagować na zagrożenia, pozbawieni są także wsparcia ze strony samorządów i rodziców. Autorzy raportu podkreślają, że intensywnie narastającym – i w zasadzie nie rozwiązanym – problemem jest zażywanie narkotyków i innych substancji psychoaktywnych. Wyraźnie odnotowuje się tendencję wzrostową, jeśli chodzi o dopalacze. Ponad 30 proc. ankietowanych przez NIK uczniów deklarowało, że było świadkiem narkotyzowania się lub słyszało o takich sytuacjach od koleżanek i kolegów, 17 proc. potwierdzało występowanie handlu narkotykami na terenie szkoły lub jej okolicy.

Nauczyciele zgadzają się z opinią, że w ich placówce występuje problem zażywania narkotyków przez uczniów. Aż 28 proc. z nich twierdzi zatem jednoznacznie: „u nas w szkole są narkotyki”. Oprócz tego, badani wskazywali na istnienie innych patologii, takich jak wandalizm, kradzieże na terenie szkoły, nadużywanie alkoholu.

Raport NIK dowodzi zupełnej nieskuteczności rządowego programu o szumnej nazwie „Bezpieczna i przyjazna szkoła” wprowadzonego do szkół przez MEN w latach 2008-2011. Zakładany cel, tj. poprawa bezpieczeństwa dzieci w szkole, nie został osiągnięty. Podobnie bezowocne – zdaniem NIK – okazały się działania profilaktyczne szkół w latach 2011-2012 i 2012-2013.

Powstaje zatem pytanie, jakie są słabe strony programów profilaktycznych? Na pewno należy tu wymienić niedoinformowanie nauczycieli, skoro aż 30 proc. z nich przyznaje, że nie ma dostatecznej wiedzy na temat ryzykownych zachowań uczniów. Ponadto kontrolerzy Izby dowodzą, że programy profilaktyczne, z których korzystają szkoły, są ogólnikowe, niedostosowane do potrzeb, oparte na jednostronnym przekazie. To skazuje je na klęskę, ponieważ nowoczesna pedagogika musi umieć się poruszać we współczesnym świecie, programy powinny być interaktywne, angażujące zarówno emocje, jak i intelekt osób, do których są kierowane.

Z lokalnej perspektywy   

– W naszej gminie od wielu lat prowadzone są wielopłaszczyznowe działania profilaktyczne pod nazwą Wyszkowskich Dni Profilaktyki. Kilka miesięcy wcześniej zespół składający się z przedstawicieli wszystkich szkół i przedszkoli przygotowuje zakres merytoryczny tych działań dla swojej placówki. Każda z nich przygotowuje plan działań zgodny ze swoimi potrzebami. Nigdzie nie jest powiedziane, że nasilone są w nich te same negatywne zjawiska, co w Warszawie na przykład – mówi Kamila Puławska, inspektor ds. profilaktyki i uzależnień z Urzędu Miasta w Wyszkowie. – Omawiamy wtedy problemy, charakteryzujemy szkołę. Rzetelna diagnoza musi być podstawą działań by miały one sens – dodaje.

Problem przemocy i przestępczości nieletnich był już dyskutowany nieraz, tak przez samorządowców, jak i przedstawicieli policji. Trudno zarzucać im bezczynność, skoro w 2013 r. funkcjonariusze służb prewencyjnych z Zespołu ds. Nieletnich i Patologii odbyli ponad dwieście spotkań z młodzieżą oraz ponad czterysta spotkań z rodzicami i pedagogami. Policjanci realizowali działania profilaktyczne z Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. – Ich działania, takie jak akcje „Wagarowicz” czy „Nieletni” ukierunkowane były na profilaktykę wszelkich patologii, w tym przemocy szkolnej. Warto podkreślić, że zwracano w nich także uwagę na zasady bezpiecznego korzystania z Internetu – podkreśla Puławska.

Ciekawą i popularną w wielu gminach inicjatywą profilaktyczną jest PaT. KPP i samorządy, realizując program aktywnej profilaktyki stawiającej na kreatywność i potencjał młodych ludzi, wpisuje się trafnie w postulowaną przez NIK nowoczesność programów profilaktycznych. Program PaT został zaliczony do Banku Dobrych Praktyk rządowego programu ograniczania przestępczości i aspołecznych zachowań „Razem bezpieczniej” i do programu „Bezpieczna i przyjazna szkoła” – tak ostro skrytykowanego przez NIK.

Trudno jednak, wbrew ustaleniom NIK, zakładać, że wszelkie działania profilaktyczne są nietrafione. Jeżeli bowiem – zgodnie z danymi raportu – tak wielu uczniów było świadkami przemocy lub zażywania narkotyków, to rodzi się pytanie kluczowe: co z tym zrobili i jak reagowali. Jeśli bowiem ktoś proponował im narkotyki, a oni odmówili, uznać można to za sukces profilaktyki kładącej nacisk na asertywność w takich sytuacjach. Jednak liczba wskazuje na coś innego – liczy się tylko fakt, także zresztą niepokojący, że byli uczestnikami takiego zdarzenia.

Dowodzi to, że konieczne jest dokonywanie pogłębionych badań obejmujących konkretną szkołę, konkretne klasy. Kamila Puławska informuje, że w gminie Wyszków dokonuje się bardzo obszernej i szczegółowej diagnozy zagrożeń społecznych, obejmującej także szkoły. – Ostatnia była wykonana w 2012 r., a aktualizuje się ją co cztery lata. Ponadto jest ona na bieżąco przypominana i stanowi podstawę podejmowanych w ramach profilaktyki działań – mówi inspektor ds. profilaktyki i uzależnień z wyszkowskiego ratusza.

Okiem psychologa

– Programy profilaktyczne nie powinny być akcjami jednorazowymi, ale długoterminowymi, ponieważ potrzeby są ogromne – podkreśla psycholog Jolanta Twardowska, od ośmiu lat pracująca w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Wyszkowie. – Ważne jest to, by rodzice dostrzegli problem, współpracowali z nauczycielami, a nie tylko przedstawiali swoje oczekiwania w kwestii bezpieczeństwa ich dziecka w szkole – kwituje. Jak twierdzi, tylko rozwiązania systemowe, angażujące wszystkie ogniwa systemu oświaty, mogą przynieść pozytywne rezultaty. A najniebezpieczniejsze jest niedostrzeganie lub bagatelizowanie problemu.

– Zdarza się, że rodzice mylą wsparcie dziecka z bezkrytycznym bronieniem go – zaznacza Twardowska. Na nic wówczas nie zdadzą się działania wychowawcze podejmowane w szkole. Dziecko, otrzymując immunitet na złe zachowanie od rodziców, znajduje się właściwie poza zasięgiem wpływu nauczycieli. W przekonaniu swoim i rodziców dziecko jest dobre, a nauczyciel zły, niekompetentny lub po prostu się czepia. Wzajemne znoszenie się autorytetów jest sytuacją niebezpieczną dla dziecka, które i tak, w okresie dojrzewania, najintensywniej poddane jest wpływom grup rówieśniczych. Te zaś dysponują różnymi wzorcami, niekiedy premiowane jest w nich to, co najniebezpieczniejsze – także zachowania aspołeczne, w tym przemoc.

Dziecko pozbawione wsparcia ze strony dorosłych, nie mające dobrego kontaktu z rodzicami, jest w stanie całkiem zmodyfikować swoje zachowania, tylko po to, by przypodobać się rówieśnikom. Czasem staje się uczestnikiem klasowej nagonki na inne dziecko, czasem jej prowodyrem, a czasem – kozłem ofiarnym. Jolanta Twardowska, zajmująca się w swej placówce socjoterapią, namawia zwłaszcza do czujności w pewnym okresie życia dziecka. – Bardzo niebezpieczny z psychologicznego punktu widzenia jest okres gimnazjalny – mówi.

Warto zatem uświadamiać rodzicom, że umniejszając wartość nauczyciela jako człowieka, umniejszają  wartość dorosłych jako autorytetów, także swoją. Ważne także, by rodzice mieli świadomość, że powierzchowny kontakt z dzieckiem, brak uwagi i czasu zwiększają ryzyko bezkrytycznego poddania się młodego człowieka złym wpływom. Jolanta Twardowska uczula na indywidualne podejście do dzieci, u których takie zachowania dają się zaobserwować, zaleca także zwykłą czujność, przejrzystość oczekiwań – i to, o co niekiedy najtrudniej: zwykłą przyjaźń i zrozumienie dla swojego dziecka. – Czym wcześniejsza interwencja, czym wcześniej podjęte działania naprawcze, tym większa szansa na pomoc – przekonuje.

– Agresja jest często symptomem bardzo złożonych problemów dziecka, które wymagają korekty – tłumaczy Twardowska. – Mogą to być deficyty w umiejętnościach społecznych, problemy emocjonalne, złe wzorce w domu rodzinnym, które dziecko powiela, za pomocą których próbuje porządkować swą rzeczywistość, nieświadome tego, że odbiegają one od wzorów postępowania właściwego – podsumowuje.

Ale też, według niej, dobrze poprowadzona terapia pedagogiczna i psychologiczna modyfikuje niewłaściwe, destrukcyjne zachowania. Ponad to agresja bywa symptomem złożonych zaburzeń. – Zdarza się, że inteligentne, dobrze rozwijające się dziecko rujnuje swą szkolną karierę, ponieważ nie radzi sobie z frustracją, złością, nudą lub innymi emocjami – mówi Twardowska. A szkoła nie radzi sobie z nim. Warto szukać wtedy porady u specjalistów, ustalić przyczynę i odpowiednio pokierować terapią. – Terapia to nie wstyd, a wyraz rodzicielskiej dojrzałości – apeluje. W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym Twardowska była współzałożycielką grupy wsparcia dla rodziców borykających się z trudami rodzicielstwa. To szczególnie cenna inicjatywa, ponieważ uświadamia rodzicom, że inni są w podobnej sytuacji, mają prawo do błędów jako rodzice – ponieważ rodzicielstwa nikt nas nie uczy.

Programy nadziei

Wiele gmin w ramach profilaktyki uzależnień realizuje programy skierowane do nauczycieli i rodziców, zahaczające o problematykę przemocy, takie jak: „Praca z dzieckiem trudnym wychowawczo, agresywnym, pochodzącym z rodziny alkoholowej”, czy „Odczuwaj, ufaj, mów”, „Współpraca szkół z policją w sytuacjach zagrożenia dzieci i młodzieży przestępczością i demoralizacją”, „Picie alkoholu i eksperymentowanie z innymi substancjami psychoaktywnymi przez dzieci i młodzież – reagowanie przez rodzica”.

Kamila Puławska zaznacza, że programy profilaktyczne skierowane do rodziców są szczególnie ważne, gdyż rodzice mają często nikłą świadomość zagrożeń, jakie wiążą się z uzależnieniami. – Do inicjacji alkoholowej wśród dzieci dochodzi najczęściej w obecności i za przyzwoleniem rodziców – alarmuje Kamila Puławska. – Trudno w to uwierzyć, ale rodzice z naszej gminy, co wiemy dzięki wspominanej już diagnozie, nie dostrzegają w piciu piwa zagrożenia dla dziecka, a przecież skutkiem takiego przyzwolenia może być zarówno wczesne uzależnienie, jak problemy z zachowaniem, także agresją – mówi.

Obie specjalistki tłumaczą także, że na krytyczne oceny NIK jest stanowczo za wcześnie. Programy profilaktyczne to element długiego procesu wychowawczego, którego skutki możemy ocenić dopiero po latach – dowodzą.

Przykłady? Gimnazjalista z Długosiodła, pytany o przemoc w szkole, opowiada własną historię. – Prawda jest taka, że znęcałem się nad jednym chłopakiem – mówi. – Potem mieliśmy zajęcia, na których rysowaliśmy portret ofiary i portret sprawcy, i wtedy okazało się, że to ja jestem ten słaby, że krzywdzę, by poczuć się lepiej. Teraz bardzo się tego wstydzę – kwituje. Rzuca to trochę inną perspektywę na skuteczność programów profilaktycznych. Dlatego za niezwykle cenne uważa się te programy, które angażują wyobraźnię i emocje dzieci. Ważne również jest kształcenie i uwrażliwianie nauczycieli, ponieważ powinni oni nadążać za zmianami i nabywać kompetencje, pozwalające rozpoznać i rozwiązać problemy.

Szkoła Wyższa im. Pawła Włodkowica w Płocku i wiele innych uczelni realizuje projekty treningowe dla nauczycieli w ramach programu unijnego „Kapitał ludzki”. Realizowany w 2013 roku projekt dotyczył postępowania w sytuacjach kryzysowych i był – zgodnie z nazwą – Treningiem Zastępowania Agresji. Należał do inicjatyw, które zrealizowano pod szyldem Akademii Profesjonalnego Pedagoga. Na pewno warto, by nauczyciele śledzili ofertę szkoleniową, a jest ona naprawdę szeroka.

Los kozła ofiarnego

Przemoc to nie tylko bicie, szturchanie czy wyzwiska. To także nękanie psychiczne, jakie miało miejsce w przypadku Antka. Dzieci nie siadały z nim w ławce, odsuwały od gier i zabaw, uporczywie powtarzały, że śmierdzi. Obgadywały go na Facebooku. Nauczyciele bagatelizowali problem, dopatrywali się winy w nim. – Miałam wrażenie pomieszania światów – opowiada matka Antka, której syn zaczął często chorować, wymiotować przed pójściem do szkoły.

Ich historia zakończyła się przeniesieniem chłopca do innej szkoły, ale czy to jest najlepsze rozwiązanie? Joanna Węgrzynowska ze Stowarzyszenia Bliżej Dziecka, prowadząca treningi z dziećmi, zdecydowanie zaprzecza. – Zmiana szkoły to rozwiązanie ostateczne, kiedy już wszystko inne zawiodło – podkreśla. – Wtedy całą rodzicielską uwagę trzeba skupić na tym, by dziecko wiedziało, że nie zmienia szkoły, bo jest słabe, bezwartościowe, poniosło porażkę. Porażkę ponosi system, pedagodzy, rodzice agresywnych dzieci. Ono nie. Ono ma prawo uczyć się w szkole, w której będzie traktowane z szacunkiem – kwituje z mocą. Węgrzynowska tłumaczy, że jest wiele strategii radzenia sobie z napastnikiem, których można nauczyć dziecko, jest wiele technik podnoszenia pewności siebie i atrakcyjności interpersonalnej. Ocenia, że około 40 proc. dzieci udaje się wyzwolić z roli kozła ofiarnego.

Co z pozostałymi? Samotna matka pięciorga dzieci zapytana o to, czy z jakichś powodów były one w szkole narażone na przemoc, nie ma złudzeń. – Moje dzieci były w gimnazjum dyskryminowane z powodu biedy. Koleżanki z zamożnych domów często im dokuczały i śmiały się, że moje córki kupują ubrania w lumpeksach – opowiada. Natomiast Jolanta Twardowska, zapytana o to czy są dzieci, które z jakichś przyczyn są szczególnie narażone na przemoc ze strony rówieśników, wyszczególnia nieśmiałość – która także powinna być dla rodziców sygnałem do podjęcia działań korekcyjnych, ponieważ wyraźnie przekłada się ona na jakość całego życia. A także nieporadność, nieumiejętność radzenia sobie dziecka w sytuacjach konfliktowych, zagrażających.

Ważne jest, by zarówno w ofierze, jak i sprawcy, widzieć przede wszystkim dziecko, które wymaga pomocy właściwej dla swojej osobowości, swoich problemów. – Rozwijajmy empatię i umiejętności społeczne naszych dzieci. I im, i nam będzie się wtedy żyło lepiej – apeluje Twardowska. – Pracowałam zarówno z dziećmi agresorami, jak i z dziećmi doświadczającymi agresji i jeśli chodzi o rodziców to widzę różnicę między tymi grupami – wspomina z kolei Węgrzynowska. – Rodzice dzieci agresywnych sami częściej wykazują się agresją, widać, że dziecko nauczyło się takiej postawy od nich. Ci rodzice niechętnie uczestniczą w szkoleniach, nie przychodzą, albo mówią, że nie widzą problemu. Bywa i tak, że są dumni z agresywnych zachowań dziecka sądząc, że „przynajmniej da sobie radę w życiu” lub, że „w życiu trzeba walczyć” – dodaje.

Według niej to rodzice kozłów ofiarnych są chętni do współpracy, empatyczni, chcą zdobywać nowe umiejętności. W świetle wypowiedzi cytowanej matki zgodzić się co do konieczności rozwijania empatii u dzieci po prostu musimy. – Problemy nie znikną, zawsze będą się pojawiać, ponieważ błędy, złe decyzje, zachowania ryzykowne są wpisane w nasze życie, a także w życie naszych dzieci. Ważne by umieć wyciągać wnioski, rozmawiać o problemach, nie zamiatać ich pod dywan – mówi psycholog.

Drogowskazy pośród krętych dróg

My, rodzice, powinniśmy zatem pracować nad komunikacją z młodymi ludźmi, wskazywać konsekwencje zachowań destrukcyjnych i przedstawiać atrakcyjne kierunki samorealizacji. Samymi sankcjami, karami nie zdziałamy nic – wszelka represja prowokuje do zamknięcia się w sobie, buntu. Na takim fundamencie nie zbudujemy relacji opartej na zaufaniu, bezpiecznej relacji. Pozytywne relacje z rodzicami, nauczycielami i rówieśnikami to drogowskazy. Warto je stawiać na krętych drogach, którymi chodzą nasze dzieci.

Programy profilaktyczne, choćby nowoczesne, dobrze zaplanowane i profesjonalnie przeprowadzone – nie rozwiążą wszystkich problemów, ale powinny inspirować do codziennej pedagogicznej pracy z dzieckiem i do zaangażowanego rodzicielstwa. Zachęcamy zatem do korzystania z usług Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, lub pracowni psychologicznych, do aktywnego kontaktu z pedagogiem szkolnym – nie tylko wtedy, gdy już zdarzy się coś złego.

Podsumowując zatem: skuteczność programów profilaktycznych zależy od trafnej diagnozy środowiska lokalnego. Raport NIK należy rozumieć jako sygnał alarmowy, zmuszający gminy i szkoły do przyjrzenia się stosowanym przez nie strategiom: czy nie działają na chybił-trafił, czy nie tracą funduszy, czasu i energii na programy nieadekwatne do potrzeb lokalnych – tylko dlatego, że dany projekt zrealizowano w innych gminach, albo dlatego, że jakiś projekt zrealizować wypada, ponieważ jest rekomendowany przez MEN. Poza tym postulat konieczności zaangażowania wszystkich ogniw systemu oświaty musi być traktowany priorytetowo: nauczyciele, pedagodzy powinni się dokształcać, rodzice aktywnie angażować  w proces wychowawczy i współpracować ze szkołą, a same szkoły – otwierać się na współpracę z instytucjami pozarządowymi, które realizują wartościowe programy profilaktyczne, dysponują wiedzą na temat deficytów społecznych z racji tego, że w tych obszarach pracują.

Samorządy z kolei powinny wspierać placówki oświatowe w ich staraniach o intensywność i trafność realizowanych programów profilaktycznych. Przemoc i agresja to patologie znajdujące odzwierciedlenie w policyjnych statystykach. W 2013 r. dzieci do 15. roku życia popełniły na terenie szkoły 120 tysięcy przestępstw odnotowanych przez policję. Według  Ośrodka Rozwoju Edukacji co czwarty uczeń szkoły podstawowej został co najmniej raz pobity, a co dziesiąty regularnie doświadcza przemocy. Raport ORE jest bliźniaczo podobny do dokumentu NIK. Trudno tu mówić o zbiegu okoliczności: przemoc w szkole jest faktem.

poniedziałek, 25 sierpień 2014 00:00

TA DRUGA RODZINA, TEN DRUGI DOM

Środowiskowe Domy Samopomocy przeciwko wykluczeniu społecznemu – diagnoza Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na Mazowszu.

Środowiskowe Domy Samopomocy zaczęły powstawać w Polsce w połowie lat 90. XX w. Stanowiły odpowiedź na trendy we współczesnej psychiatrii, która wskazuje na wiele korzyści opieki środowiskowej nad ludźmi chorymi psychicznie. Szpital jako instytucja, często w ich przypadku niezbędna, w chwilach nawrotu choroby jest jednak tylko instytucją – skoncentrowaną na medycznym aspekcie problemów zdrowotnych człowieka. W 1995 r., przy współpracy przedstawicieli Instytutu Psychiatrii i Neurologii, w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej stworzono koncepcję powołania i zorganizowania ŚDS, które już samą nazwą zdradzają, że są czymś więcej niż instytucją – i pokazują, że ich działanie opiera się na samopomocy uczestników. U podstaw ich funkcjonowania leży założenie, że nie można postrzegać człowieka tylko przez pryzmat jego choroby, ale holistycznie – tj. rozwijać, wspierać, chronić wszystkie aspekty jego funkcjonowania, a także motywować go i inspirować do korzystania z własnego potencjału.

Ludzie z zaburzeniami psychicznymi są społecznie napiętnowani, popadają w niełaskę – w kontekście psychologicznym jest to zbiór postaw wobec jednostki, skazujący ją na brak akceptacji. Przekładając to na codzienność: z chwilą, kiedy człowiek zachoruje psychicznie, dla jego otoczenia stopniowo zupełnie przestanie się liczyć, że przed epizodem schizofrenicznym był np. świetnym nauczycielem matematyki. – Piętno choroby psychicznej było równie destrukcyjne, jak samo doświadczenie hospitalizacji – wyznała jedna z pacjentek.

Na marginesie życia

Działania ŚDS typu A skierowane są do osób chorujących psychicznie, zwłaszcza tych doświadczających zaburzeń psychotycznych – takich, jak schizofrenia, zaburzenia schizotypowe, urojeniowe lub schizoafektywne. Liczne badania i praktyka wskazują na to, że pozaszpitalny, społeczny system wsparcia dla osób z problemami psychiatrycznymi to najefektywniejszy sposób udzielania im pomocy. Bazuje na wspólnocie, wzajemnej uwadze, rozwoju więzi społecznych i relacji pomiędzy uczestnikami, buduje motywację do aktywności i, co najistotniejsze, przeciwdziała izolacji i wykluczeniu społecznemu.

Choroba psychiczna skutkuje nie tylko poczuciem wyobcowania i osamotnieniem, utrudniając kontakty z innymi ludźmi. Osoby chorujące  przejawiają też niechęć do podejmowania jakichkolwiek aktywności, tracą wiarę we własne możliwości. Ważne zatem, by mogli znaleźć miejsce zapewniające poczucie bezpieczeństwa, w którym mogą dzielić się swoimi pomysłami, refleksjami, a także trenować codzienne czynności – często sprawiające im trudność.

Najważniejsze cele ŚDS typu A to doprowadzanie do zwiększania poczucia wartości uczestników i ich możliwości w kontaktach interpersonalnych. Nacisk kładzie się także na zwiększanie aktywności uczestników i rozwój ich zainteresowań oraz zdolności. Stąd różnorodność form artystycznych, na których bazują terapeuci – w ŚDS znajdziemy zarówno koła literackie, miłośników witrażu lub rzeźby, jak i warsztaty fotograficzne, grupy teatralne. A zatem wszystko to, co składa się na arteterapię – uznawaną za efektywną i skuteczną metodę wspomagającą inne formy terapii, wyzwalającą kreatywność i budującą poczucie sprawczości, samodyscyplinę, zaangażowanie.

Na przykład ŚDS „Słoneczny Dom”, zlokalizowany w warszawskim Ursusie redaguje od wielu lat czasopismo „Alternatywa”, w którym zamieszczane są artykuły, wiersze czy reportaże pisane przez uczestników tego Domu. Opieka psychologiczna w ŚDS ukierunkowana jest na wykształcenie umiejętności radzenia sobie z doświadczeniem choroby psychicznej. Uczestnicy ŚDS maja zapewnioną możliwość dzielenia się swoimi przeżyciami i poszukiwania rozwiązań, zapewnia im się szerokie wsparcie na wielu płaszczyznach funkcjonowania społecznego. Wykwalifikowany personel ŚDS w razie potrzeby dba o systematyczność zażywania leków, opłacania rachunków, organizuje logistycznie transport do Domu.

Osoby uczęszczające na zajęcia pozostają często pod kuratelą opieki społecznej, posiadają zasiłki, renty, które nie zawsze pozwalają na zaspakajanie wszystkich życiowych potrzeb, zwłaszcza gdy chodzi o osoby samotne, pozbawione wsparcia rodzinnego. Z myślą o nich ŚDS- y zapewniają posiłki – zwykle jest to śniadanie i obiad. Zajęcia terapeutyczne koncentrują się na osiąganiu przez uczestników optymalnego poziomu samodzielności, poprawie w sferze autoprezentacji, komunikacji, a także na umiejętności funkcjonowania w grupie. Ważne jest to, że w system pomocy poszczególnym uczestnikom angażuje się w miarę możliwości bliskich podopiecznego, dla których fakt pojawienia się choroby psychicznej w rodzinie jest nierzadko czymś stresującym. Wsparcie i wzajemną pomoc, integrowanie uczestników i ich rodzin, kreowanie pozytywnego, realnego wizerunku osób chorujących psychicznie należy uznać za cele nadrzędne całego systemu.

Zastępcza rodzina, właściwie – dom

Działania ŚDS regulują dwie ustawy: Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego z 19 sierpnia 1994 r. z późniejszymi zmianami, której artykuł 8 ust. 1 mówi o tym, że jednostki organizacyjne i inne podmioty działające na podstawie Ustawy o Pomocy Społecznej, w porozumieniu z zakładami psychiatrycznej opieki zdrowotnej organizują na obszarze swego działania oparcie społeczne dla osób, które z powodu choroby psychicznej lub upośledzenia umysłowego mają poważne trudności w życiu codziennym, zwłaszcza w kształtowaniu swoich stosunków z otoczeniem, w zakresie edukacji, zatrudnienia oraz w sprawach bytowych. A także Ustawa o Pomocy Społecznej z 12 marca 2004 r., której art. 18 stwierdza, że do zadań zleconych z zakresu administracji rządowej realizowanych przez gminę należy: prowadzenie i rozwój infrastruktury ŚDS dla osób z zaburzeniami psychicznymi.

Poszczególne ŚDS obejmują swoimi działaniami obszar powiatu, gminy lub dzielnicy. Wszelkie informacje na temat jego funkcjonowania i zasad naboru można otrzymać w OPS, w PCPR, w Poradni Zdrowia Psychicznego, na stacjonarnych oddziałach psychiatrycznych. Podsumowując zatem: ŚDS typu A to dzienne ośrodki wsparcia dla dorosłych osób z zaburzeniami psychicznymi prowadzone  przez samorządy jako zadanie zlecone z zakresu administracji rządowej, finansowane z budżetu Wojewody.

Co o swoim zaangażowaniu  w ŚDS mówią sami uczestnicy? – ŚDS jest dla mnie właściwie domem. Jego społeczność traktuję jako zastępczą rodzinę – mówi Witek, z powiatowego ŚDS w Wołominie. – Skierowanie do ŚDS było dla mnie szansą na życie w społeczności, w której znalazłem ciepło, zrozumienie, wsparcie. Mogę coś z siebie dać i brać coś dla siebie. Mam szansę na stabilizację stanu zdrowia i powrót do normalności – dodaje. Sekunduje mu Ania, z ŚDS w Warszawie, na ulicy Żytniej. – W tym domu znalazłam logiczne podejście do człowieka i jego problemów. Czuję, że nie jestem sama, że ktoś zna się na mojej chorobie. To jest to, czego potrzebuję. I mam to tutaj – podkreśla. Z kolei Zbyszek z ŚDS w Ostrołęce podkreśla, że to właśnie tam zaznał poczucia bezpieczeństwa i pogłębił swoje zainteresowania. Sławek z ŚDS w Wyszkowie zauważa, że ŚDS jest pierwszym w jego życiu miejscem, w którym nikt go nie nęka, nie wykorzystuje jego słabości. Przeciwnie, ma poczucie że jest we właściwym miejscu, w którym choroba nie jest już aż tak przytłaczającym ciężarem.

Zorganizowanie sprawnie działającego systemu lokalnego oparcia społecznego dla osób z zaburzeniami psychicznymi – to zadanie priorytetowe oraz wielkie wyzwanie dla wielu instytucji i organizacji działających w obszarze ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Nie sposób nie dostrzegać wagi zagadnienia, skoro problem zaburzeń psychicznych, zaburzeń zachowania, a także uzależnienia od alkoholu i innych substancji psychoaktywnych dotyczy 450 milionów mieszkańców świata.

Wyrazem zainteresowania tą sferą problemów społecznych na szczeblu międzynarodowym była tzw. Zielona Księga, czyli „Poprawa zdrowia psychicznego ludności. Strategia ochrony zdrowia psychicznego dla UE”. Dokument ten kładzie nacisk na profilaktykę, opiekę i leczenie, a także zapobieganie i upowszechnianie wiedzy na ten temat. W Polsce obowiązuje wspominana już Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego, która obecnie jest podstawą do systemowego działania w zakresie ochrony zdrowia i oparcia społecznego dla samorządu wojewódzkiego na Mazowszu. W szczególności należy też zwrócić uwagę na Rozporządzenie Rady Ministrów z 28 grudnia 2010 r., z którego wynikł obowiązek opracowania Wojewódzkiego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2011-2015. Za wdrażanie tego Programu odpowiedzialne jest Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej.

Diagnoza ekspertów

Obserwatorium Integracji Społecznej w ramach projektu „Koordynacja na rzecz aktywnej integracji”, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, dokonało diagnozy w tym zakresie. Przetaczane w Diagnozie dane z Centralnej Aplikacji Danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w roku 2011 wskazują na to, że w 144 gminach województwa mazowieckiego są świadczone usługi opiekuńcze dla osób z zaburzeniami psychicznymi w ich miejscu zamieszkania. Liczba rodzin objętych taką formą pomocy wynosi 1369.

ŚDS wpisują się w ten system i budują oparte na samopomocy wsparcie dla osób, które nie dają sobie rady w życiu codziennym. Jeśli napiszemy, że ich pracownicy niosą pomoc np. w sprawach urzędowych osobom z zaburzeniami psychicznymi, to do przeciętnego człowieka, którego tego rodzaju problemy nie dotyczą, raczej to nie przemówi. Posługujemy się więc na co dzień inną perspektywą.

Dlatego przytoczymy konkretny przykład: osoba cierpiąca na schizofrenię niekoniecznie musi sobie zdawać sprawę z tego, że wyrzucenie monitu od komornika, lub rachunku za światło nie załatwia sprawy, a wręcz przeciwnie – spiętrza problemy, ponieważ zadłużenie rośnie, niespłacanie długu owocuje sankcjami prawnymi lub, na przykład, eksmisją. O to należy zadbać i dopilnować formalności w przypadku takiego człowieka – po to, by uchronić go przed konsekwencjami, których sam nie jest w stanie przewidzieć. Niby drobiazg, a jednak z punktu widzenia takiej osoby, czy nawet jej rodziny, niezwykle istotny. To pokazuje jak wdrożenia systemowe przekładają się na realia życia i funkcjonowania osób w ów system zaangażowanych. Podobnie jest z dbałością o stosowanie leków czy regularne uczęszczanie do ŚDS – badania wykazują jednoznacznie, że z takie postępowanie z osobami chorymi znacznie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, minimalizuje ryzyko ponownej, zawsze traumatycznej, hospitalizacji.

ŚDS powinny być częścią strategii realizowanej przez powiat, mającej na celu zapewnienie osobom z zaburzeniami psychicznymi oparcia społecznego pozwalającego na zaspokojenie ich potrzeb życiowych, usamodzielnienie i  integrację. Za proces rehabilitacji uczestników Domu odpowiada zespół aktywizująco-wspierający, prowadząc zajęcia plastyczne, muzyczne, teatralne, sportowe, kulinarne, a także psychoedukację i inne formy aktywności. Program działania ŚDS uwzględnia wycieczki krajoznawcze, rajdy rowerowe, piesze, turnusy rehabilitacyjne, a także wyjazdy do kina, teatru czy na imprezy plenerowe.

Na terenie Mazowsza w 2011 r. funkcjonowało 25 ŚDS dla osób chorych psychicznie z 747 miejscami. Domy tego typu znajdują się w 14 powiatach: makowskim, mińskim, ostrołęckim, otwockim – aż po trzy tego typu placówki umieszczono w powiatach płockim, przysuskim, radomskim, siedleckim, węgrowskim, warszawskim zachodnim, wołomińskim, wyszkowskim. W samej stolicy zlokalizowanych jest 11 tego typu placówek. Uznać zatem można, że w tych powiatach zarówno zapisy Zielonej Księgi, jak i ustawodawstwa polskiego, wraz z diagnozowanym programem są realizowane.

Niestety, jednak aż w 22 powiatach Mazowsza ŚDS powołane nie zostały. Są to powiaty: białobrzeski, garwoliński, gostyniński, grodziski, grójecki, kozienicki, legionowski, łosicki, nowodworski, piaseczyński, przasnyski, pułtuski, siedlecki, szydłowiecki, sierpecki, zwoleński, żuromiński, żyrardowski. Podobnie przedstawia się sytuacja Domów Pomocy Społecznej dla osób chorych psychicznie, wymagających całodobowej opieki.  Brakuje ich w 24 powiatach. Są to powiaty: białobrzeski, garwoliński, grodziski, legionowski, lipski, łosicki, makowski, ostrołęcki grodzki, ostrowski, płoński, pruszkowski, przasnyski, przysuski, siedlecki grodzki, sierpecki, sochaczewski, sokołowski, szydłowiecki, warszawski zachodni, węgrowski, wołomiński, wyszkowski, żuromiński, żyrardowski.

Czy możemy zakładać, że statystyki i ryzyko chorób psychicznych tych powiatów nie dotyczą – czy raczej, że Program Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2011-2015 nie został tam jeszcze zrealizowany? Pozostało niewiele czasu by  zmienić taki stan rzeczy.

Dojrzałość społeczności lokalnej

Sposób udzielania pomocy osobom niepełnosprawnym można uważać za miarę dojrzałości społeczności lokalnej. Doświadczenia wielu krajów dowodzą, że środowiskowy system wsparcia osób chorych psychicznie jest niezwykle korzystny. Aktywny udział pacjenta/klienta w procesie terapii to antidotum na wyuczoną bezradność, utrwalaną w dużej instytucji psychiatrycznej. Zmienia się model biernego podporządkowania zaleceniom lekarza lub buntu – na współpracę. Chory dobrowolnie i świadomie uczestniczy w procesie leczenia, zdrowienia.

Do zasobów społecznych ochrony zdrowia psychicznego zaliczyć należy organizacje społeczne i stowarzyszenia pozarządowe, które swoją działalność koncentrują wokół tego zagadnienia, profilaktyki zaburzeń psychicznych i pomocy osobom z tego typu zaburzeniami. Z danych portalu organizacji pozarządowych wynika, że w województwie mazowieckim zarejestrowano 1174 organizacji pozarządowych, zajmujących się osobami niepełnosprawnymi – w tym tylko 87 (7,5 proc.) z nich zajmuje się także osobami chorymi psychicznie. Najwięcej takich organizacji jest w powiecie warszawskim – 45, a dalej – w powiecie radomskim (8) i płockim (6); po 4 w powiecie pruszkowskim, mińskim, otwockim; w powiecie wołomińskim – 3; w powiatach siedleckim, wyszkowskim, ciechanowskim, żyrardowskim i ostrołęckim – po 2; i po jednej w powiatach: piaseczyńskim, przasnyskim, ostrowskim. ŚDS są zazwyczaj otwarte na współpracę z nimi, gdyż wspólne działania owocują ciekawymi, kreatywnymi  projektami.

Wnioski, jakie płyną z diagnozy, a także wieloletnie doświadczenia samorządu województwa Mazowieckiego – Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej formułują się w następujący sposób: samorządy terytorialne wszystkich szczebli nie w pełni wykorzystują możliwości prawne, pozwalające na stworzenie nowoczesnego systemu pomocy i oparcia społecznego dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Wykorzystując wymieniane w artykule akty prawne i fakt lokalnego zapotrzebowania, należy podejmować działania zmierzające do stworzenia systemu oparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi, który opierałby się na zasadach partnerstwa i współpracy, a także wykazywał różnorodnością form oddziaływania. Podmiotem wszelkich działań powinien być człowiek chory. Wskazane jest realizowanie programów informacyjnych i integracyjnych dla ogółu mieszkańców województwa mazowieckiego i dla mieszkańców poszczególnych gmin.

Przykładem dobrych praktyk jest tu organizacja imprez czy spotkań, w których uczestniczą ludzie zdrowi i ci chorzy. Także działalność artystyczna – np. teatralna realizowana w ŚDS daje uczestnikom okazję do zaistnienia i oswojenia ludzi ze swoimi problemami. Grupa teatralna z ŚDS Soteria w Wyszkowie prezentuje swoje przedstawienia w miejskiej bibliotece, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, w szkołach różnego typu i świetlicach, a zatem aktywnie burzy stereotypy. Warto zatem wykorzystać potencjał samych uczestników do budowania systemu wsparcia adekwatnego do założeń Zielonej Księgi, czy Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego realizowanego przez samorząd Mazowsza.

Z „pani nauczycielki” – „wariatka”

Idea samopomocy to idea przekładająca się na praktykę. Pani Halina jest uczestniczką ŚDS, kobietą chorującą  psychicznie od wielu lat, poza tym schorowaną także z racji wieku. Kiedyś była nauczycielką matematyki, o czym nikt już w jej okolicy nie pamięta, ponadto – żoną, matką. Obecnie mieszka sama, a choroba skutecznie pozbawiła ją umiejętności dbania o siebie i ukochanego psiaka, jedynego towarzysza. Pani Halina jednak nadal porusza się samodzielnie, po ostatnim pobycie w szpitalu jej stan ustabilizował się, nie nęka jej już depresja i urojenia. Przywożona jest do ŚDS, gdzie może spędzić czas wśród ludzi, zjeść ciepły posiłek. Tutaj także dba się o to, by pani Halina miała zrobione zakupy, by ugotować jej w weekend posiłek i podać leki. Terapeuci i sprawniejsi uczestnicy ŚDS wspierają ją w tym. Personel na bieżąco kontroluje  stan jej zdrowia, samopoczucie, dysponuje jej środkami – by rachunki zostały zapłacone na czas, umawia wizyty u lekarzy. Uczestnicy ŚDS odwiedzają ją i pomagają, w sprzątaniu na przykład.

Gdyby do pani Haliny nikt nie zaglądał i nie dbał o jej sprawy, skazana byłaby na nieustanny pobyt w szpitalu, cierpiałaby w ciągłych nawrotach choroby. Pomimo wszelkich utrudnień pani Halina mieszka we własnym domu, ale co najsmutniejsze – dopiero od niedawna, dzięki mediacjom pracowników ŚDS, nie jest narażona na przykrości ze strony sąsiadów, którzy nie tylko nie pomagali, ale wręcz utrudniali jej życie. Łatwiej bowiem zrobić awanturę o to, że nie wyprowadzony na spacer pies szczeka, niż tego jedynego przyjaciela starszej pani wyprowadzić, skoro właścicielka nie jest w stanie zrobić tego sama. A także poinformować odpowiednią placówkę, że stan zdrowia ich podopiecznej znacznie się pogorszył i należy interweniować.

Zdecydowanie łatwiej wymyślać staruszce i straszyć ją policją, co w przypadku chorób psychicznych zaostrza przebieg choroby i potęguje stany lękowe. W tym miejscu należy przywołać postulat edukowania społeczeństwa i uwrażliwiania go na problem. Tu uwypukla się także znaczenie przynależności pani Haliny do społeczności ŚDS, która nie pozostała obojętna na trudną sytuację swej koleżanki, a także istotny element odpowiedzialności za uczestnika, którą bierze na siebie zespół terapeutyczny.

Ważnym spostrzeżeniem autorów przywoływanej tu diagnozy systemu wsparcia osób chorujących psychicznie jest fakt, że osoby te są narażone szczególnie na skrajną formę nietolerancji społecznej, jaką jest przemoc. Dlatego właśnie w trakcie realizacji „Wojewódzkiego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie na lata 2011-2016” powinna zostać uwzględniona problematyka przemocy wobec osób z zaburzeniami psychicznymi. Dotychczas jednak nie dostrzega się w przestrzeni publicznej zainteresowania nią, a przecież na powyższym przykładzie widać, jak niezwykle ważne jest wpajanie ludziom umiejętności społecznych, niezbędnych w kontaktach z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Tym, którzy uznają, że problem chorób psychicznych i ludzi nimi dotkniętych nie dotyczy jego gminy i jego samego, polecamy przyjrzeć się plakatowi z kampanii społecznej, który konkretyzuje zjawisko i uświadamia, że stoimy w szeregu, który podlega statystyce – co czwarty z nas ma, lub będzie miał, problemy ze zdrowiem psychicznym.

Cóż, pani Halina ponad dwadzieścia lat pracowała jako nauczyciel matematyki. Chorować zaczęła po śmierci pierworodnego syna, być może nie dźwignęła ciężaru tej tragedii. W swoim bloku dawno już przestano ją nazywać „panią nauczycielką”. Teraz jest nazywana „tą wariatką”.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:16

ABY MÓC BYĆ DZIELNYM W SWOIM WYSIŁKU…

Sport kojarzy się jednoznacznie – ze zdrowym, gibkim ciałem, gotowym do bicia rekordów, z morderczymi treningami i rywalizacją. A jednak są przestrzenie, w których poprzez sport inaczej definiuje się piękno, rywalizację, a braterstwo i przyjaźń wysuwają się na plan pierwszy. Przyjrzyjmy się sportowi osób niepełnosprawnych.

Stereotypowo nie kojarzymy niepełnosprawnych ze sportem, a jednak jest on dla nich niezwykle ważny – przy zachowaniu pierwotnej idei bycia dzielnym w wysiłku, zwyciężania, tyle że nie za cenę własnego zdrowia. A raczej – dla własnego zdrowia, dla bycia wśród ludzi, dla samej radości bycia z nimi.

Ta przestrzeń sportu wyraża się zarówno w skali makro-, choćby poprzez coraz bardziej prestiżowe Paraolimpiady, organizowane równolegle z Olimpiadami, jak i w skali mikro: w zaciszu powiatowych podwórek, gdzie systematycznie, od wielu lat, organizacje pożytku publicznego i starostwa popularyzują Powiatowe Olimpiady Osób Niepełnosprawnych. Są one dobitnym dowodem na to, jak ważny jest sport dla środowisk zajmujących się osobami niepełnosprawnymi oraz – jak wiele samorządy mogą uczynić, by osoby pokonujące własne ograniczenia mogły realizować to, co w sporcie najważniejsze: braterstwo, odwagę pokonywania własnych słabości, radość życia…

Niezbędny element życia

Przyjrzyjmy się polskiemu ustawodawstwu pod kątem sportu i niepełnosprawności. Zgodnie z art. 1 Ustawy z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej, jest ona częścią kultury narodowej, chronionej przez prawo. Obywatele, bez względu na wiek, płeć, wyznanie, rasę i – co najważniejsze w kontekście niniejszego artykułu – rodzaj niepełnosprawności, korzystają z równego prawa do różnych form kultury fizycznej. Prawa osób niepełnosprawnych gwarantuje Konstytucja RP, zawierając prawo do niedyskryminacji. Ustawa zasadnicza nakłada także na władze publiczne obowiązek zabezpieczenia egzystencji, przysposobienia do pracy i życia społecznego osób niepełnosprawnych.

Szczegółowo reguluje ten problem Ustawa z dn. 27 sierpnia 1997 o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz o zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. W ustawie tej możemy przeczytać, że rehabilitacja osób niepełnosprawnych                                          to zespół działań: organizacyjnych, leczniczych, psychologicznych, technicznych, szkoleniowych, edukacyjnych oraz społecznych, zmierzających do osiągnięcia, przy współudziale tych osób możliwie najwyższego poziomu ich funkcjonowania, jakości życia i integracji społecznej.

Na jakości życia i integracji społecznej zatrzymamy się na dłużej. Po co człowiek uprawia sport? Dla kondycji, zdrowia – to oczywiste. Ale także dlatego, że poprzez sport wchodzi w relacje społeczne, poszerza krąg znajomych, dzieląc z nimi swoje pasje; poprzez sport może się realizować; znajduje w nim odskocznię od monotonnej i stresującej codzienności; poprawia jakość życia.

Sport tak samo warunkuje jakość życia i poziom funkcjonowania społecznego w przypadku osób niepełnosprawnych, mając przy tym także wartość rehabilitacyjną i rewitalizacyjną. Specjaliści, zachęcając osoby niepełnosprawne do aktywności sportowej, wymieniają wiele korzyści zarówno dla kondycji fizycznej, jak i psychicznej. Nie da się zakwestionować antydepresyjnego działania sportu – a jak wiadomo, izolacja, poczucie bezsilności i trudność w zaakceptowaniu ułomności sprzyjają rozwojowi przytłaczającej, wyniszczającej choroby, jaką jest depresja.

W skali mikro i makro

Jak podaje literatura naukowa, w cywilizowanych społeczeństwach osoby niepełnosprawne stanowią ok. 16 proc. ogółu. Można roboczo przyjąć, że w Europie Zachodniej jedna na dziesięć osób jest osobą niepełnosprawną. Według danych Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 r. liczba osób niepełnosprawnych w Polsce wynosi ogółem 5,5 mln. To dla nich organizowane są rozmaitego rodzaju imprezy sportowe, w tym – na szczeblu powiatowym.

Powiatowe Olimpiady Osób Niepełnosprawnych dostarczają wielu pozytywnych przeżyć, są okazją do bycia razem, do zabawy i współzawodnictwa. Są świętem sportu, w którym zwycięstwo nie jest celem samym w sobie, a by zobaczyć na własne oczy, jak budujące są te imprezy dla ich uczestników – należy udać się na jedną z nich. Okazji nie brakuje, olimpiady organizowane są w wielu powiatach, m.in. wodzisławskim, złotoryjskim, wyszkowskim, kwidzyńskim, nakłowskim, tomaszowskim. W tych, i wielu innych, regionach Polski olimpiady dla osób niepełnosprawnych rozkwitają i angażują starostwa, instytucje kulturalno-oświatowe i stowarzyszenia, domy pomocy społecznej i wszelkie inne organizacje, które niosą pomoc osobom niepełnosprawnym. Nie sposób przecenić ich wychowawczej wartości – oswajania społeczeństwa z zagadnieniem tak skomplikowanym, jak niepełnosprawność.

Imprezy tego rodzaju pozwalają trenować osobom niepełnosprawnym autoprezentację, a ludzi zdrowych uwrażliwiają na ich problemy i zwyczajnie oswajają z tym, że za ułomnością kryje się człowiek zasługujący na szacunek, uwagę, zdolny do budowania relacji. Powiatowe Olimpiady odbywają się zazwyczaj w maju i czerwcu, angażują wolontariuszy, opiekunów, pedagogów, są okazją dla całych rodzin do zabawy i oderwania się od często męczącej codzienności. Długotrwała rehabilitacja bywa dla dziecka niepełnosprawnego nużąca, ale udział w Olimpiadzie – na której może ono zaprezentować efekty swych wysiłków, wzbudzić podziw – jest niezwykle motywujący, pokazuje dziecku sens wszelkich jego starań. Oto monotonne ćwiczenia zmieniają się w mistrzowski trening, a to skłania do aktywności i zaangażowania.

Ideę sportu niepełnosprawnych w makroskali ilustrują Olimpiady Specjalne przeznaczone dla osób niepełnosprawnych intelektualnie i Paraolimpiady. Z ich działalności czerpane są wzorce dla działań w wymiarze lokalnym. Historia Paraolimpiad sięga 1948 r. kiedy to w dniu otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie sir Ludwik Guttmann zorganizował zawody łucznicze na terenie szpitala w Stoke Mandeville. Wydarzenie to przyjmuje się za początek zorganizowanego, światowego uprawiania sportu przez osoby niepełnosprawne, które już w 1952 r. nabrało charakteru zawodów międzynarodowych. W 1960 r. odbyły się one po raz pierwszy w mieście olimpijskim – Rzymie – jako Olimpiada Niepełnosprawnych.

Polska od początku była intensywnie zaangażowana w ruch paraolimpijski. Nasi przedstawiciele zajmowali wysokie pozycje w zarządach i sekcjach międzynarodowych organizacji Sportu Inwalidów. W 1982 r., dzięki staraniom ludzi zrzeszonych w tych organizacjach, udało się stworzyć największą imprezę sportową dla ludzi niepełnosprawnych. Sport zaczęli uprawiać paraplegicy, następnie amputowani, niewidomi i niedowidzący, z czasem także osoby z porażeniem mózgowym i innymi schorzeniami. Na VI. Igrzyskach Paraolimpijskich w roku 1980, w holenderskim Arnhem, nasza ekipa zdobyła aż 177 medali, w tym 75 złotych, 50 srebrnych i 52 brązowe, co dało jej drugie miejsce w klasyfikacji medalowej.

Eksperci uważają, że były to ostatnie igrzyska nie mające jeszcze profesjonalnego charakteru. Jednak w 1989 r. w Duesseldorfie powstał Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski, pod egidą którego odbywały się już w pełni profesjonalne Letnie Igrzyska Paraolimpijskie w Barcelonie (1992), Atlancie (1996), Sydney (2000) oraz Igrzyska Zimowe w Albertville, Lillehammer, Nagano, Salt Lake City. Od igrzysk w Barcelonie podejmowane są próby zintegrowania sportu olimpijskiego z paraolimpijskim, czego wyrazem było zapalenie znicza olimpijskiego płonącą strzałą przez niepełnosprawnego łucznika Antonio Rebello. Warto zaznaczyć, że w przypadku Paraolimpiad kultywuje się tradycyjną symbolikę olimpijską, tj. zapalenie znicza, ślubowanie, medale. Mocno akcentowane są hasła braterstwa, przyjaźni i wzajemnej pomocy.

Z Pekinu, w którym Paraolimpiada odbyła się w 2008 roku, polska reprezentacja przywiozła 30 medali, w tym 5 złotych. Polskę reprezentowało 91 sportowców. Aż 4 medale: złoty, 2 srebrne i 1 brązowy, zdobyła 19-letnia pływaczka, Katarzyna Pawlik. Ogromny sukces odniosła także tenisistka stołowa Natalia Partyka, mistrzyni z Pekinu, Aten i Londynu. W Londynie startowały 162 państwa, a nasza reprezentacja wywalczyła 36 medali, w tym 14 złotych, co dało jej 9. miejsce w klasyfikacji medalowej. Jak to w sporcie jednak niekiedy bywa, Zimowe Igrzyska w Soczi nie przyniosły naszym reprezentantom medalu. Obecnie paraolimpijczycy szykują się już do Igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 r.

Paraolimpiady z wielką publicznością

Paraolimpiady są transmitowane przez wiodące stacje telewizyjne państw zachodnich, ale polska TV nie ma w zwyczaju transmitować Paraolimpiad. Polacy nie są z niepełnosprawnością nawet opatrzeni, i sport niepełnosprawnych postrzegają co najwyżej przez pryzmat sensacji – „nie ma ręki, a gra w ping-ponga”, „nie ma nóg, a biega”. Szczytem ignorancji są komentarze, że transmitowanie Paraolimpiad nie ma sensu, bo niepełnosprawni są nieestetyczni.

W Londynie na mecz koszykówki na wózkach bilety trzeba było zamawiać z trzymiesięcznym wyprzedzeniem, tymczasem u nas o sporcie osób niepełnosprawnych dziennikarze – a zatem i potencjalni kibice – nie wiedzą wiele. Jeśli w mediach wspomina się o dokonaniach polskich niepełnosprawnych sportowców, to raczej z przyzwoitości i bez merytorycznego pogłębienia. Rober Szaj, wiceprezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego twierdzi, że jesteśmy pod tym względem mentalnym zaściankiem, dzieli nas od Wielkiej Brytanii co najmniej 60 lat rozwoju świadomości społecznej. Nadal rozumujemy w kategoriach: odmienność, sensacja, getto.

Tym bardziej zatem trzeba docenić fakt istnienia Powiatowych Olimpiad dla Osób Niepełnosprawnych. Być może zabrzmi to brutalnie, ale okazuje się, że nie tylko dzieci upośledzone umysłowo najlepiej uczą się drogą bezpośredniego doświadczenia. To ludzie w pełni sprawni, prawidłowo funkcjonujący społecznie (w swym przekonaniu), mają najwięcej zaległości do odrobienia i być może wiedzę tę i świadomość zyskać mogą jedynie na drodze doświadczeń bezpośrednich.

Okazją ku temu są właśnie Powiatowe Olimpiady dla Osób Niepełnosprawnych, które bez problemu zyskują uwagę lokalnych mediów docierających do mieszkańców gmin i powiatów. Z kolei środowiska i samorządy, które w Olimpiadach tych dostrzegają sens i nie szczędzą starań, by co roku organizować te imprezy, zasługują niewątpliwie na szacunek – wszak przykład idzie z góry. Istotne jest to, by kłaść w tych wydarzeniach nacisk na integrację osób niepełnosprawnych i tych z niepełnosprawnością, by użyć słów Szaja – „nieopatrzonych”. By na imprezy te były zapraszane gimnazja i licea, w których uczą się dzieci zdrowe, poznające dopiero świat i kształtujące pogląd na niego. Ważne jest to chyba zwłaszcza teraz, gdy miejsce wrażliwości społecznej i relacji opartych na przyjaźni, zastępuje tzw. wyścig szczurów i źle pojmowany, „zdrowy egoizm”, nadający wartość tylko temu co piękne, opłacalne, popularne i bezproblemowe.

Komunikat z Wodzisławia

Wzorem takiej imprezy była zeszłoroczna Olimpiada Osób Niepełnosprawnych w Wodzisławiu Śląskim. Nie sposób odmówić słuszności wicestaroście powiatu wodzisławskiego – Dariuszowi Prusowi – który ceremonię otwarcia zawodów rozpoczął od słów: „Dzisiejsza Olimpiada jest imprezą szczególną, łączy wszystkich zainteresowanych, by przesłać ważny komunikat: jesteśmy i będziemy razem! (…) Wszyscy są równi, a każdy zawodnik jest zwycięzcą (…), kiedy patrzę na was, widzę, że sport wśród osób niepełnosprawnych cieszy się ogromną popularnością. Wiemy, że aktywność ruchowa ma pozytywny wpływ na organizm człowieka. Nie tylko kształtuje cechy samodzielności i zaradności życiowej, ale pomaga też w odzyskaniu wiary we własne siły”.

W imprezie wzięli udział: medalista Paraolimpiady w Atenach i Londynie – kulomiot Janusz Rokicki, trener kadry narodowej w kombinacji norweskiej – Jakub Michalczuk, medalista Mistrzostw Świata w boksie w 1974 r. – Zbigniew Kicka, a także młodzież i dzieci ze szkół powiatu, wolontariusze i oczywiście bohaterowie Olimpiady – sportowcy. Nie zabrakło także kibiców, którzy o imprezie usłyszeli lub przeczytali i postanowili przyjść, by się przekonać, czym jest Olimpiada Osób Niepełnosprawnych. Na pewno mogli wiele się nauczyć i zweryfikować swoje  poglądy.

W tym roku sezon Powiatowych Olimpiad dla Osób Niepełnosprawnych rozpoczął się 28 maja w Brańszczyku, w powiecie wyszkowskim. Urocza, zadbana gmina, położona nad Bugiem, może się poszczycić,  m.in. nowoczesną szkołą dla młodzieży o specjalnych potrzebach edukacyjnych, specjalistycznym przedszkolem i ciekawą ofertą agroturystyczną. Na jej terenie funkcjonują stowarzyszenia działające na rzecz osób niepełnosprawnych i wszechstronnego rozwoju gminy. W tym roku zorganizowana tam Olimpiada była drugim takim wydarzeniem. Organizatorami był ZSS w Brańszczyku, Powiatowy Ośrodek Kultury i Sportu w Wyszkowie, DPS w Brańszczyku, Proboszcz Parafii Brańszczyk, wójt gminy Brańszczyk, Stowarzyszenie Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Dla jednego uśmiechu”.

Interludium był uroczysty przemarsz z uczniami ZSS w Brańszczyku na czele. Nieśli oni ogień olimpijski, a także flagi Polski, Unii Europejskiej i powiatu wyszkowskiego. Po przybyciu na teren igrzysk, położony w pięknym parku należącym do DPS, uczniowie Zespołu Warsztatów Terapii Zajęciowej zaśpiewali hymn osób niepełnosprawnych. Słowa piosenki chwytają za serce i z tego powodu warto przytoczyć fragment: „Kulejącego widziano anioła, który po niebie swobodnie szybował. Wszystko się może zdarzyć – wołał – jeśli uwierzyć w siebie zdołasz. Niepełnosprawni – normalna sprawa, niepełnosprawni – normalna rzecz. Nie wszystkim dane zdrowie i sława, nie można w życiu wszystkiego mieć. Trudno bez skrzydeł orła udawać, choć być nim zawsze trzeba chcieć. Jesteśmy żywe sumienie bliźniego, gorszego Boga najlepsze dzieci”.

Potem uczestnicy II Olimpiady złożyli przysięgę: „Pragnę zwyciężyć, ale jeśli nie będę mógł zwyciężyć, niech będę dzielny w swym wysiłku”. Uroczystość otworzyli, wypuszczając gołębie przy dźwięku fanfar: starosta Powiatu wyszkowskiego Bogdan Pągowski, Ksiądz Kanonik Paweł Stachecki oraz wójt gminy Brańszczyk Mieczysław Pękul. Organizatorzy otrzymali w podziękowaniu za wieloletnią pomoc w organizacji Święta Niepełnosprawnych, które przez siedem lat poprzedzało organizację olimpiady, upominki i dyplomy z napisem: „Kto dla braci pracuje, ma moc za miliony”.

– Na każdej Olimpiadzie może znaleźć się zawodnik, który w przyszłości stanie na podium jako zwycięzca Paraolimpiady, gdyż właśnie w trakcie takiej imprezy odkryje, że chce i może zwyciężać, a sport jest tym, co daje mu siłę do życia i sprawia dużo radości – mówi Tomasz Kryniuk, pedagog i terapeuta, który pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi ruchowo i próbuje je zarażać miłością do sportu. – Ważne, aby taki przełom zauważyć, a potem odpowiednio pokierować dzieckiem, wesprzeć, zapisać do klubu, to może być dla niego sposób na życie, odskocznia, sposób na adaptację społeczną, a może droga na szczyt? – dodaje.

Nawet, jeśli żaden talent się nie objawi, to przecież wystarczającym sukcesem i czystym pięknem sportu osób niepełnosprawnych jest poczucie wspólnoty, radość z sukcesów własnych i czyichś, bycie dzielnym w swym wysiłku właśnie. Ważne jest także to, że są osoby, które w tym wymiarze pracują z poczuciem misji i idei, że są władze, które przychylnie zapatrują się na tego rodzaju działania, że w lokalnych społecznościach małymi krokami buduje się świadomość i wrażliwość społeczną. Kto wie? Może za kilka lat Polacy będą oczekiwać od publicznej telewizji, by w swej misji edukacyjnej uwzględniła także niezwykle emocjonujące Paraolimpiady, a argumenty o niskiej oglądalności i nieestetyczności sportu osób niepełnosprawnych pozostaną tylko w kronikach polskiej obyczajowości – jako martwy zapis wstydliwych czasów mroku i ignorancji.

W listopadzie 2013 r. w Wyszkowie odbył się Festiwal Radości Życia Osób z Niepełnosprawnościami – wydarzenie wyjątkowe, godne uwagi już choćby z racji idei, jaka mu przyświecała. Impreza była ukoronowaniem projektu Kalkulator Kosztów Zaniechania (KKZ), realizowanego przez Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej, SGH i Radomskie Centrum Przedsiębiorczości.

KKZ to projekt szkoleniowy skierowany do samorządowców, pracowników opieki społecznej, centrów pomocy rodzinie oraz do osób z organizacji pożytku publicznego. Jego głównym celem było wprowadzenie na Mazowszu innowacyjnego rozwiązania w obszarze polityki społecznej – analizy kosztów zaniechania działań, które aktywizują i wspierają osoby zagrożone wykluczeniem społecznym, w tym osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami.

Realizowana na Mazowszu polityka społeczna oceniona została przez badaczy problemu jako pasywna i zachowawcza, ukierunkowana na interwencję, a co za tym idzie – mało wydajna. Tymczasem koncepcja KKZ zakłada zmianę sposobu prowadzenia lokalnej polityki społecznej tak, by stała się ona efektywna, spójna w swych działaniach pomocowych, które powinny być oparte na aktywizacji i integracji osób potrzebujących wsparcia.

Według ustaleń realizatorów KKZ, prawie 100 samorządów gminnych i powiatowych na Mazowszu nie realizuje aktywnej polityki społecznej – mimo przeznaczonych na to funduszy z UE. Gmina Wyszków we współpracy z OPS i instytucjami pożytku publicznego wzięła udział w konkursie, a Jan Woźniak – prezes wyszkowskiego Stowarzyszenia Ważna Róża, działającego na rzecz osób niepełnosprawnych – wnioskował o otrzymanie środków unijnych na realizację tego celu.

Sam  pomysł na formę imprezy to efekt wspólnych działań przedstawicieli różnych instytucji pomocowych z terenu gminy, w tym: Stowarzyszenia Ważna Róża, Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, Warsztatów Terapii Zajęciowej, ŚDS Soteria dla osób z zaburzeniami psychicznymi, Polskiego Związku Niewidomych, grupy wsparcia dla osób chorych na stwardnienie rozsiane działającej przy OPS, a także Wyszkowskiej Wielobranżowej Spółdzielni Socjalnej „Szron”. Organizacje te reprezentowały różne obszary problemowe, z jakimi borykają się ludzie dotknięci niepełnosprawnością, i było to pierwsze przedsięwzięcie tego typu realizowane wspólnie przez tak różne instytucje.

Warto przyjrzeć się, jaki przebieg miał ten wyjątkowy Festiwal i jaki przekaz zawarły w nim  zaangażowane w jego organizację osoby z niepełnosprawnościami. Ich udział zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ właśnie aktywizacja i integracja osób zagrożonych wykluczeniem była ideą przyświecającą przedsięwzięciu. Od początku realizacji projektu towarzyszyło założenie, że osoby niepełnosprawne mają być jego twórcami, a nie konsumentami.

Zachwycający pokaz tańca integracyjnego

Zaskakująca była niewątpliwie artystyczna oś festiwalu, który odbył się w Wyszkowskim Ośrodku Kultury „Hutnik” i zgromadził liczną publiczność. Nie zabrakło tu ani sztuk plastycznych, ani tańca, muzyki czy teatru. Sam ten pomysł niósł ze sobą silny przekaz dla ludzi zdrowych i dość stereotypowo myślących o osobach niepełnosprawnych. Chodziło o to, by uzmysłowić ludziom, że sztuka nie jest obszarem zarezerwowanym wyłącznie dla osób zdrowych, że zdolność kreacji artystycznej wymyka się sztywnym ramom kompetencji  intelektualnych czy sprawności fizycznej. W dodatku jej tworzenie wnosi w świat twórcy i odbiorcy całą gamę emocji, których przeżywania nie warunkują zdrowie czy choroba, są w pełni demokratyczne, dostępne dla każdego zaangażowanego.

Najlepszym dowodem na to, jak bardzo artystyczna forma festiwalu uderzała w szablonowe myślenie o sztuce i niepełnosprawności, był zachwycający, zdumiewający, emanujący energią i radością występ tancerzy – aktualnych mistrzów świata i Europy w tańcu integracyjnym – Pawła Karpińskiego i Nadine Kinczel. Trudno było uwierzyć, że wózek inwalidzki może być rekwizytem w pięknym, tanecznym spektaklu, podczas gdy na co dzień jest narzędziem gwarantującym artyście możliwość poruszania się. Inspirujące i dodające wiary w siebie widowisko!

Nieco przewrotną atrakcją Festiwalu była zabawa przeznaczona dla osób odpowiadających w gminie za jakość życia jej mieszkańców, także tych niepełnosprawnych. Burmistrz Wyszkowa Grzegorz Nowosielski, starosta powiatu wyszkowskiego Bogdan Pągowski, dyrektor OPS Agnieszka Mróz i dyrektor PCPR Joanna Kurowska, na oczach publiczności mieli okazję doświadczyć, jak to jest być osobą niepełnosprawną – stąd podroż burmistrza i starosty na wózku inwalidzkim przez tor przeszkód w postaci krawężnika i kilku trudnych do ominięcia słupków. Jak zapewniał konstruktor toru, był on tylko namiastką prawdziwych torów przeszkód, jakie na co dzień muszą pokonywać osoby niepełnosprawne ruchowo. Często zwyczajnie przerasta to ich możliwości i czyni wiele miejsc w mieście  niedostępnymi. Czy włodarze spojrzą po takim doświadczeniu bardziej empatycznie na swoje plany renowacji i remontów, czy uwrażliwią się na problem osób poruszających się na wózkach czy o kulach, dając temu wyraz w konstrukcji budżetów? Na pewno jednak pokaz ten uświadomił problem ludziom w pełni sprawnym. – Po Festiwalu zwróciłam uwagę mojej dentystce, że wejście po krętych schodkach do jej gabinetu jest zwyczajnie niemożliwe dla osoby niepełnosprawnej i źle świadczy to o jej medycznej wyobraźni. Była zaskoczona. Kiedy ostatnio przechodziłam koło jej gabinetu trwały prace budowlane, powstanie tam podjazd. Czasem wystarczy skłonić ludzi do myślenia – opowiada 23-letnia studentka administracji, gość Festiwalu.

Kolejna artystyczna kreacja oparta na tańcu i muzyce została wykonana przed podopiecznych PSOUU i WTZ. Była to wzruszająca etiuda pt: „Jest jak kwiat”. Grupa wsparcia dla osób chorych na stwardnienie rozsiane, działająca przy OPS, zaprezentowała przejmujący film „The Kladko Family”, opowiadający o życiu z tą chorobą.

Wędrowiec, który szczęścia szukał

Organizatorzy docenili terapeutyczne, integrujące i aktywizujące właściwości teatru – dlatego też na Festiwalu można był zobaczyć aż dwa przedstawienia. Powstały one na warsztatach teatralnych, które odbywały się regularnie przez trzy miesiące poprzedzające Festiwal. Warsztaty te były okazją do spotkań z ludźmi, współpracy, nauki roli, gestów i innych elementów kreacji aktorskiej. Dały szansę na odkrycie swych zdolności i możliwości. Podopieczni Ważnej Róży wystąpili w adaptacji „Małego Księcia”, pt. „Pamiętniki Małego Księcia”. Zaskoczyli publiczność świetnym wczuciem się w role, sugestywnym oddaniem fabuły i puenty opowieści o małym chłopcu odwiedzającym planety zamieszkałe przez ludzi, którzy stracili z oczu to, co najważniejsze.

Z kolei przedstawienie pt. „Opowieść o Wędrowcu, który szczęścia szukał” było wspólnym dziełem zaangażowanych w projekt podopiecznych wszystkich uczestniczących w nim instytucji. Stanowiło kluczowy element prezentacji oparty na współpracy osób borykających się z różnymi niepełnosprawnościami. Współpraca ta okazała się nie tylko możliwa, ale wręcz bardzo owocna i przyniosła zdumiewające efekty. Temat przedstawienia wybrali sami uczestnicy warsztatów, a scenariusz powstał w oparciu o ich refleksje, spostrzeżenia. Zaskakiwać może fakt, że uczestnicy warsztatów, osoby często bardzo chore, borykające się z licznymi ograniczeniami i trudną codziennością, postanowiły opowiedzieć światu o… szczęściu, jego różnych obliczach i poszukiwaniu go wbrew wszystkiemu. Tekst baśni zaprezentowanej przez aktorów zawierał w sobie dydaktyczny przekaz i skłaniał do namysłu.

„Nie buduj murów, buduj mosty” – rzekła do Wędrowca jedna z Wróżek, a Smok Dwugłowy grany przez komiczny duet dodaje, że „źle tylko ten czyni, kto nie chce wyjść ze swej jaskini”. Celem baśni było zwrócenie uwagi na to, że ani egoizm, ani brak akceptacji życia takim, jakie jest, ani wrogość i rezygnacja nie prowadzą do szczęścia, że trzeba się wyzbyć obaw, otworzyć na ludzi, czerpać radość z drobiazgów („bo to z nich życie się składa, z nich piękna opowieść się układa”). Zachód słońca i uśmiech przyjaznego człowieka – w przaśnej codzienności nie dostrzegamy prostego szczęścia, „bo gdy już szczęście mamy, to go nie widzimy i nie doceniamy. I kolejnego szczęścia szukamy. W biegu, w pośpiechu, w nadmiarze – nie pamiętamy, jaki cud otrzymaliśmy w darze”.

Przekaz baśni skierowany był do osób z niepełnosprawnościami – by nie zamykały się i nie rezygnowały z aktywności dla siebie dostępnych. Mimo gorzkich i trudnych doświadczeń, nie powinny tracić nadziei na to, że są ludzie, którzy rozumieją ich specyficzną sytuację i problemy, a ich  pomoc może być tak profesjonalna, jak  serdeczna. W scenariuszu znalazły się także komunikaty skierowane do ludzi zdrowych – że ich stosunek do słabszych i nieobojętność przekładają się bezpośrednio na jakość i wartość życia, że mogą być komuś potrzebni, przyczynić się do poprawy losu drugiego człowieka, że powinni otworzyć oczy na to co dzieje się w ich okolicy, „bo choć różne mamy charaktery, słabości i mocne strony – do jednej gramy bramki” – jak oświadczył zrezygnowanemu Wędrowcowi szacowny Druid.

W baśni padły także słowa „szczęście to hart ducha, który w trudnych czasach może być tarczą, bo nigdy nie wiesz, jaką dolą wyroki losu cię obarczą”. I nad tym zdaniem należałoby się zastanowić, ponieważ zwykle trudno zdać sobie sprawę z tego, jak dzielni są ludzie dotknięci niepełnosprawnością i jak wielu wyzwaniom muszą sprostać zarówno oni, jak i ich rodziny. Taką właśnie treść, odczucia i refleksje postanowiły przekazać widzom osoby uczestniczące w realizacji projektu. Ta premiera  przerosła najśmielsze oczekiwania – zarówno aktorów, jak i publiczności, która nagrodziła spektakl  wielkimi brawami.

Wszystkie smutki Sławka

Jednym z długotrwałych efektów, jakie udało się osiągnąć dzięki Festiwalowi, jest kontynuacja teatralnej pasji przez podopiecznych ŚDS Soteria. Do tych, którzy brali udział w projekcie, dołączyli nowi uczestnicy, gdyż Festiwal pokazał im, że teatr może być świetną zabawą i sposobem na urozmaicenie codzienności. Warto zatem posłuchać, jak wyglądał Festiwal Radości Życia z perspektywy osoby, która wzięła na siebie ciężar wielkiego wyzwania, jakim zapewne była główna rola w spektaklu.

Odtwórcą roli Wędrowca był Sławek Łabędowicz, uczestnik Soterii. Sławek ma 25 lat i  zmaga się z chorobą, która utrudnia mu kontakt i komunikację z ludźmi, ale pytany o swój stosunek do niej odpowiada, że każdego dnia uczy się z nią żyć. Musi dawać radę i stara się pokonywać własne słabości – dlatego zdecydował się na udział w projekcie, i dlatego też nadal uczestniczy w zajęciach teatralnych. Uważa, że zarówno nauka roli, próby, ćwiczenia, poszukiwanie optymalnej interpretacji tekstu dodają mu pewności siebie, a każdy publiczny występ i uznanie publiczności rekompensują mu tremę i obawy, które przeżywa. Zapytany o współpracę z innymi osobami niepełnosprawnymi w trakcie przygotowań „Opowieści o wędrowcu” stanowczo podkreśla, że akceptacja i zrozumienie są warunkiem udanej współpracy, a także – że czuł się odpowiedzialny za swoich towarzyszy. Wiedział, że mogą być potknięcia, że ktoś się może pogubić, a zatem zadbał o to, by być przygotowanym na każdą sytuację. Jednocześnie nie wątpił, że każdy aktor na scenie spisze się świetnie i podniesie poprzeczkę własnych możliwości.

Sławek, zapytany o swoje codzienne doświadczenia z ludźmi, denerwuje się. – Jeśli ktoś chce się ze mnie śmiać, to niech najpierw przeżyje to, co ja, a potem drwi – mówi. Nie wnikając głębiej w jego osobiste przeżycia, możemy się domyślać, że nie raz przyszło mu doświadczać czyjejś ignorancji, a może nawet okrucieństwa. Stygmat choroby psychicznej i ogromna niewiedza, a także brak wyobraźni czy wrażliwości przeciętnego Kowalskiego, czyni osoby dotknięte zaburzeniami psychicznymi szczególnie narażonymi na wykluczenie społeczne. Panuje przekonanie, że depresja jest fanaberią, na schizofrenię cierpią ludzie słabi lub głupi, albo że choroba psychiczna jest wymysłem  pacjenta lub żądnych zysku psychiatrów. Ponadto wychodzimy z założenia, że osoba chora psychicznie jest groźna dla otoczenia, leniwa lub cwana – znalazła wygodny sposób na życie, udaje lub nie potrafi „wziąć się w garść”.

W badaniach socjologicznych aż 67% ankietowanych wyraża się o ludziach chorych pejoratywnie – per „wariat”, „świrus”, „nieobliczalny”, „głupek”. Aż 12% badanych opowiada się za ich izolacją. Ludzie zapominają, że choroba psychiczna nie jest kwestią wiary i przekonań, ale kwestią wiedzy opartej na badaniach naukowych. Tymczasem negatywnemu stosunkowi do chorych towarzyszy  brak kontaktu z nimi – aż 68% respondentów deklaruje, że nie zna żadnej chorej psychicznie osoby i tylko 6% zakłada możliwość współegzystencji. W rankingu chorób budzących największy lęk, choroby psychiczne wyprzedzają narkomanię, nowotwory i alkoholizm.

A nie chodzi przecież o sytuacje wyjątkowe. Według statystyk, na schizofrenię zapada 1% populacji w krajach wysoko rozwiniętych – w Polsce zatem można mówić o 400 tysiącach osób dotkniętych tą chorobą. Schizofrenia charakteryzuje się miedzy innymi osłabieniem funkcjonowania społecznego, niezdolnością do dbania o siebie i zaspakajania swych potrzeb, wiąże się z obniżonym nastrojem i stan ten odbiega daleko od satyrycznych wizerunków uśmiechniętych facetów w kapeluszu Napoleona. Takie spłaszczanie i deformowanie zagadnienia, jakim jest choroba psychiczna, wyrządza wiele szkody osobom naprawdę cierpiącym. W niczym także nie poprawia ich społecznej sytuacji swoista moda na depresje i zespoły lęków, która rozplenia się w Internecie, czyniąc choćby dostępnym dla każdego Kwestionariusz Depresji Becka i gromadząc na forach zastępy osób rozpoznających u siebie różne symptomy. Prowadzi to do bagatelizowania problemów osób naprawdę nękanych zaburzeniami umysłowymi. Społeczeństwo nie ma świadomości tego, czym jest choroba psychiczna, jak trudno się z nią żyje i że zarówno diagnoza, jak i dobór leków to nie zabawa, a walka o życie i jego jakość.

Jako Wędrowiec Sławek spisał się świetnie, jego zdjęcia obiegły lokalną prasę. Pytany o wrażenia z tamtego dnia mówi, że pierwszy raz w życiu czuł ulgę i wielkie spełnienie, był z siebie dumny. Dlatego teraz skrycie marzy, że jeszcze będzie miał okazję wystąpić w tej roli na jakiejś scenie. Ponieważ teatroterapia weszła na stałe do oferty terapeutycznej ŚDS Soteria, Sławek ma szansę wraz ze swoją grupą występować w różnych wcieleniach i twierdzi, że wszystkie role tworzy w oparciu o własne życie, że dzięki pracy nad rolą poznaje lepiej samego siebie i ludzi. Nie stresuje się już, bo wie, że jest dużo czasu na ćwiczenia, naukę – i trochę mu żal, że niektórzy boją się spróbować swoich sił, brakuje im wiary we własne możliwości. Jest pewny, że w teatrze jest miejsce dla każdego. W spektaklu o Wędrowcu na pewno utożsamiał się z granym przez siebie bohaterem, zwłaszcza gdy ten uskarżał się na monotonię i rutynę – bo to one właśnie  doskwierają Sławkowi najbardziej. – A teatr, zarówno próby, jak i występy, tę rutynę łamią. Są swoistą odskocznią, poruszają wyobraźnię i stawiają cele do zrealizowania. Dają okazję do poznawania nowych osób, do zaprezentowania swoich umiejętności i udowodnienia, że my, artyści niepełnosprawni, mamy zdolności, pasje, że potrafimy zrealizować przedstawienie, które bawi, daje do myślenia, zapada w pamięć – podsumowuje Sławek.

Teoria kontra praktyka

Przypomnijmy, że we wrześniu 2012 r. prezydent Bronisław Komorowski ratyfikował Konwencję Praw Osób Niepełnosprawnych, która gwarantuje im równe traktowanie i możliwość uczestniczenia we wszystkich sferach życia społecznego, politycznego i kulturalnego. Przy tej okazji prezydent chwalił ogromny postęp w mentalności społecznej, uwrażliwienie na potrzeby osób z dysfunkcjami, wzrost świadomości co do szczególnej sytuacji takich osób i ich bliskich.

Stoi to, niestety, w jaskrawej sprzeczności z marcowymi protestami rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie, którzy zmuszeni są walczyć o zabezpieczenie socjalne swych rodzin.  Przywoływana Konwencja zakłada bezwarunkowe prawo osób niepełnosprawnych do otrzymywania wsparcia w realizacji wszystkich potrzeb – także kulturalnych, edukacyjnych, społecznych. Dokument ten otwiera nowe możliwości dla organizacji pozarządowych działających na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

Miejmy nadzieję, że Festiwal był pierwszym, ale nie ostatnim wydarzeniem aktywizującym i integrującym osoby z tak różnych grup problemowych, otwierającym ich środowiska na całą społeczność. Wszystkim zainteresowanym, którzy chętnie ponownie wzięliby udział w podobnym przedsięwzięciu, pozostaje tylko mieć nadzieję, że uczniowie KKZ z Mazowsza pilnie odrobili lekcje.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY