Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 52.

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

Maj 2013

Maj 2013 (17)

poniedziałek, 27 maj 2013 14:05

O CHOROBACH TOCZĄCYCH SAMORZĄDY

Napisane przez

Najważniejsze problemy polskich jednostek samorządowych, programowanie perspektywy finansowej UE na lata 2014-2020 oraz wyzwania, które czekają władze lokalne w przyszłości – to niektóre z tematów, jakie były dyskutowane w trakcie zorganizowanego 16 maja przez klub parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego Forum Samorządowego.

W spotkaniu uczestniczyli m.in. najważniejsi politycy PSL, w tym szef ugrupowania i wicepremier Janusz Piechociński oraz były marszałek Sejmu Józef Zych, przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a także specjaliści m.in. z Uniwersytetu Łazarskiego, Związku Powiatów Polskich, Związku Gmin Wiejskich RP oraz Komitetu Regionów.

- Życzę, aby ta konferencja przyniosła nam efekty w postaci przekonania się do pewnych działań i jednocześnie zasięgnięcia wiedzy na temat tego, co nas w przyszłości czeka. Szczególnie, jeśli chodzi o problemy ekonomiczne i finansowe samorządów – mówił, otwierając forum, Józef Zych. Według niego, należy rozmawiać o realnych problemach i wyzwaniach, jakie stoją przed samorządami lokalnymi – a Polskie Stronnictwo Ludowe ma być tą formacją, która chce wskazywać realne problemy i koncentrować się na ich rozwiązywaniu.

Pełny tekst artykułu w najnowszym wydaniu magazynu „Gmina”. Zapraszamy do lektury!

poniedziałek, 27 maj 2013 14:01

Trudna sztuka nagradzania

Napisane przez

Każdy nagradzanym być lubi, zwłaszcza wówczas, gdy nagrodę stanowią pieniądze. Ważna jest przy tym oczywiście ich ilość, ale bez wątpienia cieszy także, a może przede wszystkim, sam fakt otrzymania nagrody. Z punktu widzenia nagradzającego sprawa wygląda zapewne nieco inaczej. Nawet jeśli przyznając nagrodę czyni to z przyjemnością równą tej, jaką odczuwa nagradzany, chce poprzez ten akt coś osiągnąć. Często wręczający nagrodę mówi, iż poprzez jej przyznanie „daje wyraz” czegoś lub czemuś, co uważa za szczególnie ważne – uznania, podzięki, zasług, wysokiej oceny i czego tam jeszcze. W relacjach pracodawca – pracownik, czy szerzej, zwierzchnik – podwładny sprawa jest stosunkowo prosta. Nagroda albo jest formą podziękowania za wzorowo wykonywaną pracę, albo służy motywowaniu do jej wykonywania, albo jedno i drugie, co wydaje się sytuacją najczęstszą. Wydaje się to wszystko oczywiste i proste, jak przysłowiowa budowa cepa. Jednakże bywa też inaczej.

Ponieważ nagrody, zwłaszcza pieniężne, dostaje niewielu, cała reszta jest wyjątkowo wyczulona kto, jaką kwotą, za co i przez kogo jest nagradzany. Pół biedy, jeśli sprawa dotyczy pracowników firmy, bowiem niezależnie od stopnia emocji ma ona wymiar niewielki. Zdecydowanie inaczej jest, gdy odnosi się do urzędników państwowych i samorządowych oraz gdy uczestniczą w niej osoby publiczne, sprawujące władzę, zajmujące prominentne stanowiska bądź pełniące takowe funkcje. I to niezależnie od tego, czy to oni dają, czy też otrzymują nagrody. Zainteresowanie, towarzyszące zwykle nagradzaniu otrzymuje wówczas stosowną podbudowę „ideologiczną”, która jest w stanie pomieścić każdy, nawet najbardziej absurdalny argument. Zrozumiała skądinąd ciekawość szybciutko staje się podejrzliwością, a bezinteresowna zawiść i prosta zazdrość przybierają postać cnót obywatelskich. Bywa też jeszcze gorzej, gdy pojawia się pokusa wykorzystania tego wszystkiego w rozgrywkach personalnych, a jest już całkiem źle, gdy z sytuacji takich czyni się instrument gry politycznej.   

Przykłady? Proszę bardzo. Nie tak dawno byliśmy świadkami dziwacznego spektaklu, związanego z nagrodami członków Prezydium Sejmu, jaki zafundowali nam posłowie klubu Ruchu Palikota. Co i raz podobne polowania odbywają się na niższych szczeblach władzy, co i raz kolejni sprawiedliwi próbują rozliczać, ile to publicznych pieniędzy jest rozdawanych (czytaj „trwonionych”) na nagrody dla urzędników oraz innych osób, które władza publiczna czy samorządowa uzna za stosowne nagrodzić. Nagradzający gęsto się tłumaczy, nagradzany zamiast się cieszyć jest wściekły, że nagrodę przyjął, nierzadko też pozbywa się „gorącego kartofla”, przekazując stanowiące nagrodę pieniądze na jakiś zbożny cel. W efekcie – ktoś coś zyskuje, ktoś inny coś traci, przy czym same pieniądze stanowiące nagrodę są tu najmniej ważne, podobnie zresztą jak sam akt nagradzania. Oczywiście nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale, że tak bywa. Podejrzewam, że niestety dosyć często.

Nie wiem, jaka jest na to wszystko rada. Oczywiście można kolejne osoby, sprawujące funkcje publiczne ustawowo pozbawić prawa do otrzymywania nagród pieniężnych, można eskalować klimat podejrzliwości wobec nagradzanych urzędników, brać pod lupę „przyznawanie nagród w samorządach”. Wątpię jednak, aby przyniosło to zamierzony efekt. Tak, jak wielu innych problemów, także tego nie załatwi się poprzez ustawowe zakazy, rygorystyczne uchwały czy drobiazgowo rozpisane regulaminy przyznawania nagród. Czym więcej tu będzie reglamentacji, tym szybciej przekroczy ona granice absurdu. Bo niby dlaczego wójt, burmistrz czy prezydent miasta nie mogą otrzymywać nagród za wzorowe wypełnianie swoich funkcji? Dlaczego przyznanie i wzięcie nagrody przez funkcjonariusza publicznego to czyn z definicji podejrzany i wstydliwy?

W każdej sytuacji, niezależnie od takich czy innych „polityk”, rozmaitych gier i gierek, obowiązywać powinien zdrowy rozsądek. Mnie podpowiada on, że za dobrą, dobrze wykonaną pracę należy nagradzać, za niedbalstwo, lenistwo i głupotę karać. Jest to „oczywista oczywistość”, niezależnie od tego, kogo dotyczy, na jakim stanowisku ten ktoś jest zatrudniony i z jakich pieniędzy opłacany. Pewnie potrzebne są tu jakieś przepisy. Ale przede wszystkim należy postępować i zachowywać się przyzwoicie, według kilku prostych, nieskomplikowanych zasad o znaczeniu ponadpolitycznym i ponadczasowym, zarówno gdy się nagradza, jak i gdy nagrody się przyjmuje. Dawać wówczas, gdy się należą, przyjmować, gdy się na nie zasłużyło. Trudne? Nawet bardzo. Ale możliwe.

poniedziałek, 27 maj 2013 13:58

DEKLARACJE – KOLEJNY ZAKRĘT ŚMIECIOWEJ REWOLUCJI

Napisane przez

Jak Polska długa i szeroka urzędy rozsyłają do mieszkańców deklaracje śmieciowe. Proces nie odbywa się jednak bezproblemowo – bywa, że mieszkańcy nie spieszą się z wypełnianiem i przekazywaniem urzędnikom formularzy. Inni narzekają na konieczność ujawnienia danych, które dalece wykraczają poza informacje konieczne dla sprawnego działania systemu. Gdy do tego dołożyć kampanię informacyjną, której daleko do intensywności, wydaje się, że polska rewolucja śmieciowa wchodzi w kolejny chaotyczny etap realizacji.

Nad wszystkimi, którzy nadmiernie zwlekają z wypełnieniem deklaracji wisi miecz Damoklesa: czekają ich mandaty, podwyższone opłaty za wywóz odpadów, a nawet – odmowa opróżniania ich pojemników na śmieci. Problem dotyczy w szczególności dużych miast, takich jak Warszawa, Toruń czy Bielsko-Biała. Tamtejsi urzędnicy będą na własną rękę decydować, jakiej wysokości i za ile osób naliczyć opłaty. W analogicznej sytuacji Gdańszczanie będą otrzymywać mandaty, których wysokość może sięgać nawet 2800 złotych, a w Rudzie Śląskiej urzędnicy odmówią realizacji wywozu śmieci.

Deklaracje jak dokumenty skarbowe

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest traktowanie deklaracji śmieciowych w sposób identyczny z dokumentami skarbowymi. Osoby, które nie dostarczą w terminie deklaracji, popełnią wykroczenie skarbowe. A wbrew pozorom, rzecz może dotyczyć dziesiątek tysięcy Polaków – według informacji urzędu miejskiego w Olsztynie, w terminie „wyrobiła się” mniej niż połowa mieszkańców. Do końca kwietnia do ratusza spłynęło przeszło 6 tysięcy deklaracji, w których znalazły się informacje dotyczące 60 tysięcy osób. Problem w tym, że w mieście żyje 175 tysięcy osób, co oznacza, że „zadeklarowała” się właściwie co trzecia.

W tym przypadku urzędnicy wykazali się tolerancją – lub obawą przed konfliktem z lokalną społecznością – i przedłużyli termin składania deklaracji na maj. – Złożona ilość deklaracji nie jest imponująca. Dlatego, mimo że z końcem kwietnia mija termin ich składania, będziemy te deklaracje przyjmować jeszcze w pierwszych dniach maja – precyzował Bartosz Kamiński z urzędu miasta. Postanowiono też nieco ułatwić składanie deklaracji: poza samym ratuszem mieszkańcy mogli przekazać dokumenty również w biurze obsługi klienta, jakie działa w jednym z olsztyńskich hipermarketów, a ostatecznie – wysłać je pocztą.

Pełny tekst artykułu w najnowszym wydaniu magazynu „Gmina”. Zapraszamy do lektury!

Strona 2 z 2

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY