Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 55.

czwartek, 24 lipiec 2014 20:04

NAJWAŻNIEJSZE WYZWANIA WCIĄŻ PRZED NAMI

Napisane przez 

Rozmowa z dr Markiem Goleniem, adiunktem Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie

WŁODZIMERZ KALETA: Jak po roku obowiązywania nowej ustawy „śmieciowej” oceniłby Pan efekty i skuteczność przejęcia przez samorządy władztwa nad gospodarowaniem odpadami?

MAREK GOLEŃ: Różnie. Gmin w Polsce mamy około 2,5 tysiąca, ich struktura jest bardzo zróżnicowana. Niektóre samorządy dobrze się do nowych wymogów prawa przygotowały, inne nie. Są gminy, które świetnie realizują założenia ustawy, ale są też i takie, w których zmiany w zakresie gospodarowania odpadami są słabo widoczne. Ujawniły się też kłopoty z przedsiębiorcami, którzy rezygnują ze zleceń: przykład Warszawy, która długo nie mogła rozstrzygnąć przetargu na firmę wywożącą śmieci, jest najbardziej jaskrawy, ale nie jedyny.

Jak zawsze chodzi o pieniądze...

To niewątpliwie m. in. efekt zaniżania firmom stawek za wywóz śmieci. W wielu gminach, gdzie wygrywali najtańsi, robi się obecnie korekty i po wyborach ceny za usługi śmieciowe – dotychczas często populistyczne – zostaną tam najprawdopodobniej podniesione. Natomiast te gminy, które przyjęły stawki racjonalne, albo ostrożnościowe, obniżają opłaty. Stawki są również obniżane w gminach, które chcą się przypodobać wyborcom.

Dla sprawnego sprawowania kontroli nad odpadami równie ważne są nowoczesne rozwiązania, innowacje, które pozwolą na maksymalne wykorzystanie śmieci do uzyskiwania surowców wtórnych czy produktów, które można wykorzystać do bardziej oszczędnego i „czystego” ogrzewania czy oświetlenia mieszkań, nie mówiąc już o wpływie proekologicznych technologii na poprawę czystości środowiska.

Większość gmin wprowadziła standardowy sposób gospodarowania odpadami, czyli priorytetem w zbiórce odpadów są niskie koszty funkcjonowania firm, które wygrały przetarg na odbieranie i gospodarowanie odpadami jednocześnie. I w tym tkwi poważny problem. Gmina, która chce te koszty obniżyć, nie kontroluje firmy wybranej według „najniższej ceny”. Stąd częste przypadki „ryczałtowych rozliczeń” bez wnikania w masę odbieranych odpadów i realizację właściwego zagospodarowania odpadów oraz przestrzegania hierarchii postępowania z odpadami, zła jakość specyfikacji przetargowych, brak faktycznej kontroli gmin w zakresie postępowania z odpadami po ich odbiorze od mieszkańców, w tym sposobu ich zagospodarowania. To tylko niektóre problemy wynikające ze sprzeczności interesów finansowych gminy z ujawnianiem nieprawidłowości.

Również niektórzy wykonawcy na różne sposoby, niekoniecznie zgodne z prawem, starają się takie koszty ograniczać. I to jest podstawowa „innowacyjność” w gospodarowaniu przez gminy odpadami, która jest najczęściej stosowana: przerzucenie swoich obowiązków w tym zakresie na firmę i pozostawienie jej z problemami, z jednoczesnym brakiem kontroli i nadzoru co do tego, co się z odpadami zebranymi od obywateli dzieje. Brakuje też przestrzegania wymagań i standardów na poziomie gospodarstw domowych. W gminach w zakresie zbierania odpadów obowiązują różne systemy, brak standaryzacji, brak obowiązku selektywnej zbiórki, a jeśli już się ją prowadzi, to jest ona zła. Nawet kolorystyka pojemników i worków dowolna. Ponieważ brakuje PSZOK-ów gminnych, odpady „suche” i „mokre”, a nawet odpady niebezpieczne, umieszczane są w pojemnikach przeznaczonych na zmieszane odpady. Brak też pracy z mieszkańcami w tym zakresie, w tym powszechnych i skutecznych kampanii informacyjnych i edukacyjnych.

Nie ma to nic wspólnego z gospodarowaniem odpadami w sposób, który obowiązuje w UE. Tak więc mimo, iż na papierze sytuacja wygląda dobrze, w wielu gminach, generalnie rzecz biorąc, niewiele się w zbieraniu i selekcji śmieci zmienia. Wiele gmin – tych lepszych, działających zgodnie z unijną hierarchią postępowania z odpadami, które niestety są w mniejszości – wprowadza różne innowacje i podąża za modelem unijnym. Tam rzeczywiście można zaobserwować innowacyjne sposoby, zarówno odbierania odpadów, jak i ich zagospodarowania. Sposobów postępowania jest wiele, ponieważ nie mamy zunifikowanego systemu postępowania, każda gmina może to robić po swojemu. Nie ma ujednoliconych standardów i w związku z tym sytuacja w JST jest bardzo różnorodna.

Gospodarka odpadami, powiedział Pan, jest zanarchizowana. Co to konkretnie oznacza?

Każda gmina uchwala swój własny regulamin utrzymania czystości, który ustawowo nie jest do końca doprecyzowany. Brakuje w ustawie przepisów, które określałyby na czym ma polegać zbieranie odpadów czy selektywne zbieranie odpadów. W ramach interpretacji tych przepisów przez Ministerstwo Środowiska określono, że selektywnie trzeba wprawdzie zbierać siedem frakcji: papier, tworzywa sztuczne, metal, szkło w dwóch frakcjach, odpady komunalne i odpady zmieszane, ale nie koniecznie u źródła, co byłoby skądinąd nieuzasadnione ekonomicznie.

Skoro więc nie ma w ustawie jasnych przepisów, jakie frakcje mają być zbierane u źródła, to gminy stosują te przepisy na różne sposoby, według własnych dowolnych i różnych interpretacji. Jedne zbierają ich mniej, inne więcej. Czyż nie jest to przykład na zanarchizowany system? Ponieważ nie zbieramy odpadów w sposób jednakowy we wszystkich gminach, więc każda z nich ma własny, niewielki zazwyczaj, strumień tych odpadów. Takie małe strumienie są również mało warte. Sytuacja na rynku surowców wtórnych wygląda obecnie tak, że jeżeli odpady mają być dużo warte, to po pierwsze muszą być one czyste, a po drugie – musi ich być dużo w krótkim okresie.

Firmy uczestniczące obrocie muszą mieć stały dopływ tych surowców, by organizować ekonomiczny transport. Są to podstawowe sprawy związane z segregacją odpadów, natomiast segregacja ma służyć temu, by zagospodarować te odpady zgodnie z unijną hierarchią, na której czele jest unikanie składowania odpadów, ale w drugiej kolejności ich ponowne użycie. W trzeciej kolejności przetwarzanie ich na inne surowce wtórne. Temu służy segregacja, chociaż mam wrażenie, że w realnej gospodarce segregacja ma służyć głównie spełnieniu norm rozporządzenia, które wyznacza konkretne tony każdej gminie w ciągu roku. Czasami zdarza się, że odpady posegregowane wcale nie są przetwarzane na surowce wtórne, a służą do obliczania tych norm. Są to wiec innowacje nieformalne, które nie mają nic wspólnego z celem działań, które nas obowiązują w UE.

A w tych dobrych gminach? Jakimi ciekawymi, nowatorskimi pomysłami mogą się pochwalić?

Jeśli chodzi o innowacje w gospodarce odpadami, to rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest system „śledzenia” odpadów za pomocą elektronicznych systemów monitorowania ich strumienia. System ten zakłada m.in. obowiązkowe umieszczenie GPS w pojazdach odbierających śmieci. Zgodnie z rozporządzeniem o utrzymaniu czystości wszystkie pojazdy w kraju, które odbierają odpady komunalne, muszą być wyposażone w GPS. Jeśli ten elektroniczny system nadzoru zostanie wprzęgnięty w rozwiniętą bazę informacyjną, razem na przykład z umiejscowieniem pojemników rozstawionych po gminie, które również są oznaczone, czyli oczipowane (np. za pomocą systemu RFID), to można dość ściśle śledzić gminny strumień odpadów. Dodatkowo śmieciarki mogą być wyposażone w system ważenia śmieci. To też ciekawa innowacja, na którą decyduje się część gmin. System taki pozwala gminie zorientować się, ile do śmieciarki weszło odpadów, a potem w punkcie ich przeładunku, deponowania, wiadomo ile ich jest. Tym samym lepsza jest kontrola nad strumieniem odpadów. System śledzenia poprzez GPS i RFID jest coraz częściej stosowany w gminach i dobrze służy temu, by eliminować szarą strefę z gospodarki odpadami. Jest to oczywiście możliwe tylko wtedy, gdy gmina chce ściśle kontrolować swojego wykonawcę usług.

Dużo mamy takich gmin?

Sporo. Najlepszym przykładem takiej gminy jest Płońsk, gdzie od lat funkcjonuje spółka komunalna PGK, która ma własny zakład zagospodarowania odpadów, pojazdy, które wszystkie są, oczywiście, opomiarowane i tam strumień odpadów jest ściśle kontrolowany. Burmistrz Płońska, razem z prezesem swojego przedsiębiorstwa, prezentują swoje dokonania na różnych konferencjach. Coraz częściej słyszę o przetargach na systemy do monitorowania odpadów. Powstaje pytanie, czy kupowane są po to, by służyły do powszechnego monitorowania, by gmina miała wysoką jakość usług oraz lepiej kontrolować wędrówkę strumienia odpadów.

Jeśli już mamy kontrolowany strumień odpadów, to wiemy też, gdzie one trafiają i czy spływają tam, gdzie powinny.

W tym zakresie innowacyjnych rozwiązań raczej nie ma. Podstawowa metoda dotycząca zebranych od mieszkańców z selektywnej zbiórki odpadów jest taka, że trzeba je ponownie, w drugim etapie, posortować w zakładach przetwarzania odpadów, gdzie frakcje są doczyszczane, a potem pakowane i sprzedawane do recyklingu. Jeśli są czyste, to maja wysoką wartość. Jeśli niedoczyszczone, to niską.

Jeśli chodzi o zagospodarowanie odpadów zmieszanych, to w kraju dominuje metoda mechaniczno-biologicznego przetwarzania. Są to technologie, które mają ustabilizowany standard działania, chociaż pojawiają się pewnego rodzaju innowacje, jak np. taka, że biologiczną stabilizację prowadzi się w rękawach z tworzyw sztucznych, co ma na celu przede wszystkim obniżenie kosztów. Pewną innowacją organizacyjną jest budowa spalarni w zakładzie poznańskim, która odbywa się metodą partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co wciąż jest rzadko spotykane w Polsce. Ale to tylko innowacja organizacyjno-finansowa. Taki model gotów byłbym uznać za innowacyjny, chociaż ja programu spalarniowego w Polsce nie pochwalam – oszczędniejszym podejściem byłoby dostosowanie istniejącej infrastruktury ciepłowniczej do spalania odpadów.

Spośród różnorodnych systemów przetwarzania odpadów ten etap, w hierarchii postępowania z odpadami, jest na przedostatniej pozycji, tuż przed składowaniem. A więc hierarchię zagospodarowywania odpadów realizujemy jakby od końca. Najpierw opanowaliśmy infrastrukturę składowania, teraz się bierzemy za infrastrukturę spalania. To jest niewątpliwie pewien krok naprzód, ale z pewnością niezadowalający.

Najważniejsze z innowacji, które należałoby w gminach z pewnością upowszechnić, to innowacje w sposobie zbierania odpadów. Tu przykładem dobrych praktyk jest gmina Nakło nad Notecią, która w zagospodarowaniu odpadów zdecydowała się iść niestandardową ścieżką i rozpisała przetarg wyłącznie na odbieranie odpadów. Natomiast zagospodarowaniem odpadów zajmuje się we własnym zakresie, w ramach własnych możliwości w trybie zamówienia in-house. Jest to gmina miejsko-wiejska. Połowa mieszkańców gminy mieszka w blokowiskach, połowa w zabudowie niskiej, w której prowadzony jest system zbiórki odpadów w systemie workowym. W tym systemie segregowania mieszkańcy otrzymują kilka worków na kilka frakcji. Jest też pojemnik na odpady mieszane.

Ciekawą natomiast innowację zastosowano w systemie blokowym zbierania śmieci. W gminie są budynki kilkukondygnacyjne w zabudowie średniej, ale zwartej – i w tych blokowiskach utworzono punkty mini-segregacji. Na osiedlach postawiono 10 miniPSZOK-ów, które obsługują ok. 50 proc. gminy. Jest to podobne rozwiązanie do stosowanego z powodzeniem od kilku lat w Płocku. Natomiast wprowadzona w Nakle zmiana organizacyjna polega na tym, że te miniPSZOK-i zajmują się przyjmowaniem tylko odpadów surowcowych oraz niebezpiecznych, takich jak odpady AGD, baterie, świetlówki, leki, farby, rozpuszczalniki.

Natomiast do niezamkniętych altan śmietnikowych trafiają odpady mieszane czy też mokre. Strumień odpadów mokrych idzie na międzygminny zakład mechaniczno-biologicznego przetwarzania (RIPOK). Natomiast selektywnie zbierane odpady, tzw. surowcowe, miasto zagospodarowuje we własnym zakresie na terenie własnego centralnego PSZOK-u wybudowanego wraz ze stacją przeładunku odpadów zmieszanych (zagospodarowuje odpady selektywnie zbierane), gdzie pracują ludzie sortujący odpady z posesji o niskiej zabudowie. Odpady z mini PSZOK-ów osiedlowych są już wcześniej przesortowane i w centrali są tylko belowane i pakowane na frakcje handlowe.

Co to są te PSZOK-i?

PSZOK-i to Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Według ustawy są obowiązkowe. Każda gmina ma zapewnić swoim mieszkańcom dostęp do nich, w ustawie jest mowa o tym, że dostęp ma być łatwy, tymczasem, żeby to było łatwe, to musi być przed domem i tak naprawdę to tylko miniPSZOK-i spełniają to kryterium. Większość gmin buduje PSZOK-i, które tego kryterium nie spełniają, bo są usytuowane na peryferiach miasta. Trzeba do nich dojechać specjalnie samochodem. W ustawie PSZOK-i zostały wymyślone głównie jako sposób na rozwiązanie problemów związanych z odpadami problematycznymi, takimi jak opony, meble, sprzęt AGD, RTV, chemikalia. Takiej infrastruktury nie da się postawić na osiedlach, muszą to być obiekty zbiorcze, jeden na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy mieszkańców.

Mini PSZOK-i w Nakle nie obsługują odpadów wielkogabarytowych, ale stoją na osiedlach i jest do nich łatwy dostęp. Pełnią zatem inną funkcję, nieprzewidzianą w ustawie, ale wykorzystano definicję ustawową, żeby móc zgodnie z prawem te obiekty wybudować. Przeważnie jest to kontener w którym pracują ludzie, rozmiarami 5 na 6 metrów – a najważniejsze jest to, że stoi po prostu pod blokiem. To innowacja warta dobrej prasy. System funkcjonuje już od kilku miesięcy i umożliwia bardzo dobrze zorganizowaną zbiórkę odpadów surowcowych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca zbieranych jest ich ponad 20 kg. Ilość zebranych odpadów w miniPSZOKach per capita w 2012 r. wyniosła 9,8 kg, prosta prognoza dla okresu całorocznego (x2) – 19,6 kg, ok. 10 proc. odpadów wytwarzanych w blokowiskach (ok. 200 kg rocznie per capita). To ok. 6,2 proc. strumienia odpadów komunalnych wytwarzanego przez statystycznego Polaka według GUS.

W Nakle mają również inne ciekawe rozwiązanie, jeśli chodzi o zbieranie informacji o śmieciach. Odpady, które każdy mieszkaniec przynosi do miniPSZOK-u, są ważone, a przynoszący je dostaje kwitek, na którym jest informacja o masie odpadów, data oraz godzina ich przyjęcia. Informacje te trafiają również do gminy, która dokładnie zna wielkość strumienia odpadów przechodzących przez mini PSZOK-i, dzięki czemu może dobrze zarządzać personelem je obsługującym.

Wie np. kiedy i gdzie w danych godzinach przychodzi najwięcej mieszkańców ze śmieciami i może w newralgicznym czasie oddelegować dodatkowego pracownika do sortowania odpadów. Jest to wyjątkowo dobre i innowacyjne rozwiązanie w zakresie zbiórki odpadów, dzięki któremu udało się pokonać powszechny problem dyscypliny segregacji odpadów w zabudowie blokowej. Bez tych miniPSZOK-ów nie dałoby się tego dokonać. Mieszkańcy bloków nie chcą najczęściej sortować odpadów i wyrzucają je, jak leci, do pojemników mieszanych.

To zresztą nie jedyna innowacja, jeśli chodzi o zbieranie odpadów. Coraz częściej różne, czasem bardzo interesujące, rozwiązania stosują miasta. Przykładowo w Warszawie model docelowej segregacji polega na tym, że wszędzie tam, gdzie właściciel nieruchomości deklaruje segregację, mają się pojawić pojemniki na selektywną segregację odpadów. Pojemników mają być trzy rodzaje: największy na odpady zmieszane, na szkło i pozostałe odpady surowcowe, jak metal, papier i na tworzywa sztuczne. Efektywność takiej segregacji jest na pewno niższa niż to ma miejsce w Nakle nad Notecią, ale jest to jakiś pomysł warty wzięcia pod uwagę przy wypracowywaniu docelowego sposobu działania pod tym względem. Aby zobaczyć, jakie będą efekty wprowadzenia tego rozwiązania, będziemy musieli trochę poczekać, ponieważ pomysł jest dopiero wdrażany.

Będzie można niektóre frakcje tych odpadów przetworzyć bez problemów np. na biogaz?

Jeśli chodzi o biogaz z odpadów komunalnych, gdybyśmy chcieli zobaczyć, jak to może wyglądać, to trzeba pojechać do Szwecji albo Norwegii. Szczególnie ciekawa jest Norwegia, która ma tak dużo gazu na Morzu Północnym, a mimo to śmieciarki jeżdżą na biogaz z odpadów komunalnych. W Polsce na razie przepisy nie pozwalają na to, żeby do biogazowni wrzucić odpady komunalne. Żeby to można było zrobić, odpad komunalny musi być frakcjonowany inaczej, niż to jest stosowane powszechnie w Polsce. Żeby zrobić biogaz z odpadów komunalnych, trzeba wyodrębnić czystą biomasę, czyli czyste odpady kuchenne. Takie rzeczy robi się w nielicznych gminach w Polsce. Żeby taką biogazownię zorganizować, to z punktu widzenia ekonomiki technologii trzeba by tych odpadów kuchennych zebrać i zgromadzić od minimum 200 tysięcy ludzi, czyli przynajmniej z kilkudziesięciu tysięcy gospodarstw domowych. Takich odważnych gmin, które chciałyby mieć własną biogazownię na odpady komunalne na razie nie ma.

Ale w wielu gminach w zbiórce odpadów wyodrębnia się frakcje kuchenną?

Tak jest np. w Płocku, gdzie zastosowano rozwiązanie z mini sortowniami odpadów i cały czas sortuje się frakcję kuchenną. Tym systemem w mieście objętych jest ok. 6 tysięcy mieszkańców. Czysta biomasa, która powstaje w minisortowniach, jedzie do kompostowania do zakładu, który się tym zajmuje. Nie znam u nas żadnej gminy, która robi to zgodnie z modelem skandynawskim. W wielu naszych gminach zbiera się wprawdzie biomasę, ale tylko tę tzw. ogrodową, czyli odpady zielone. Odpady kuchenne lądują w odpadach mieszanych. Nie jest to na pewno skandynawski model segregacji odpadów. Biogazu ze śmieci na razie w Polsce nie ma i, szczerze mówiąc, nie widzę perspektyw, by był on w przyszłości. Do takiego modelu trzeba by wdrożyć miniPSZOK-i w modelu płockim ich funkcjonowania na szeroką skalę i to przynajmniej w kilkusettysięcznym mieście.

Nie uda się nam wdrożyć segregacji u źródła, zwłaszcza w blokach, bez upowszechnienia miniPSZOK-ów, które – oprócz segregacji odpadów surowcowych – zajmowałyby się również segregacją biomasy. Innowacyjny w kraju pod tym względem model zbierania odpadów od wielu lat z powodzeniem działa w Płocku. Niestety, prowadzony jest na małą skalę.

A jak gminy radzą sobie z recyklingiem?

Recykling został zepchnięty do sektora prywatnego i chyba nawet jest to słuszne rozwiązanie, jednak na razie za słabo wspierane przez system opłat produktowych. Nie śledzę, czy mamy możliwość pochwalić się jakimiś nowatorskimi rozwiązaniami w tym zakresie. Głównymi powodami niskiego postępu technologicznego są bariery wejścia, w tym zwłaszcza bariery kapitałowe, ale przede wszystkim – ogromne ryzyko związane z nieustannymi zmianami w prawie. Przykładem jest przetwarzanie tworzyw sztucznych na paliwa konwencjonalne – nie ma chętnych, by chcieli w tę dziedzinę zainwestować. Wiem o tym z doświadczenia, bo sam próbuję wdrożyć nowatorską technologię w tym zakresie.

Cóż to za wynalazek?

W drobnych szczegółach opracowaliśmy i opatentowaliśmy technologię przetwarzania zanieczyszczonych i zmieszanych poliolefin na płynne paliwa konwencjonalne – typu parafina, benzyna czy olej opałowy. Technologia zwana jest pirolizą tworzyw sztucznych, czy też depolimeryzacją tworzyw sztucznych, która polega na rozbijaniu łańcuchów węglowodorowych na krótsze. Otrzymujemy kilka frakcji płynnych paliw, które spełniają bardzo wysokie normy jakości. Jest to ciekawa technologia, która ma wysoki bilans energetyczny – na 1000 kg tworzyw sztucznych włożonych do aparatury uzyskuje się ok. 800 kg paliw płynnych, które można zamienić na energię elektryczną i cieplną w generatorach prądotwórczych. Pierwsze wdrożenie tej technologii kosztuje w tej chwili około 5 mln zł, a oczekiwany zwrot z inwestycji wynosi maksymalnie trzy lata od podjęcia działań. Szukamy inwestora, który zechce zaryzykować w tej branży.

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY