Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 55.

czwartek, 24 lipiec 2014 19:50

REFORMA ZALEŻY OD NAS

Napisane przez 

Rozmowa z Krzysztofem Kawczyńskim, przewodniczącym Komitetu Ochrony Środowiska w Krajowej Izbie Gospodarczej

WŁODZIMIERZ KALETA: Jak ocenia Pan funkcjonowanie ustawy śmieciowej po roku? Co się udało, a co już dziś widać, że trzeba będzie zmienić?

KRZYSZTOF KAWCZYŃSKI: Gminy lepiej lub gorzej, w terminie – lub trochę po nim, przeprowadziły przetargi na wybór firm, mających odbierać odpady komunalne. Tyle tylko, że w nowej ustawie, tzw. śmieciowej, nie chodziło jedynie o zorganizowanie przetargów, ale przede wszystkim, mówiąc najogólniej, o zmianę systemu gospodarowania odpadami na racjonalny i bardziej proekologiczny, ukrócenie nielegalnych praktyk postępowania ze śmieciami, skierowanie ich zamiast do lasu – do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów (RIPOK), by mogły być w coraz większym stopniu przetwarzane i wykorzystywane ponownie, jako surowce wtórne w procesach recyklingu lub odzysku. Pod tym względem, powiedziałbym, ta wielka reforma wyszła nam połowicznie i dzisiaj możemy dyskutować, czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta.

Śmieci wciąż pełno w lesie...

Istotnie, „Lasy Państwowe” sygnalizują, że ilość śmieci w lasach wcale się nie zmniejszyła, zmienia się natomiast struktura tych śmieci. Obecnie więcej jest śmieci „specjalnych”, np. z działalności rzemieślniczej, remontów itd.

Jakie są tego przyczyny?

Wydaje się, że jedną z najważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest w dużej mierze to, że reforma gospodarki „śmieciowej” w wielu samorządach skończyła się w praktyce na samych przetargach. Gminy szukały firm oferujących jak najniższe ceny, które przejęłyby całą gospodarkę odpadami: odbierały śmieci i je transportowały, unieszkodliwiły, i jeszcze dały gminie jakiś papier, że zrobiły to tak, jak trzeba. I na tym, niestety, reforma się potknęła. W nowych rozwiązaniach nie chodziło bowiem jedynie o odbieranie i wywóz śmieci byle gdzie i byle tanio, ale przede wszystkim – o ich zagospodarowanie, i to zgodnie z wymogami i standardami UE. Tak się, niestety, nie dzieje. I dzisiaj wszyscy o tym wiedzą – no, może poza politykami, którzy odtrąbili jeszcze jeden sukces i po sprawie.

Trudno więc chyba będzie nam rozmawiać o innowacyjności w gospodarce odpadami?

Najłatwiej byłoby mówić o innowacyjności, jeśli chodzi o pomysły na przekręty i nieprawidłowości w tej gospodarce. Takim „innowacyjnym” pomysłem może być chociażby stosunkowo nowe zjawisko, ale szybko się rozwijające, dotyczące magazynowania odpadów jako sposobu ich zagospodarowania. Wykorzystuje się zapisy prawa pozwalające na długotrwałe magazynowanie odpadów bez żadnych opłat. Tworzą się specjalne firmy, które chętnie przyjmują odpady do magazynowania. W praktyce często odpady te są spakowane w bele i foliowane, a ich kody nie odzwierciedlają zawartości w środku. W niektórych przypadkach wszystko wyraźnie wskazuje, że podmiot magazynujący nie ma zamiaru ich przetwarzać i raczej zakończy działalność po pewnym okresie, gdy osiągnie zakładany dochód z tego procederu.

Ta „innowacyjność” sprowadza się też do wymyślania cudownych metod utylizacji odpadów za przysłowiową złotówkę. Przykładowo, śmieci zamiast do odpowiedniego zakładu przetwarzania, czy na składowisko, wędrują sobie na nielegalne „składowiska” typu stare żwirownie. Są też pomysły na quasi-kompostowanie, polegające na przykrywaniu śmieci brezentem czy folią z nadzieją, że jak one sobie tak poleżą ze dwa tygodnie, np. na podwórku, to cudownie zamienią się w pachnący kompost, który będziemy mogli wykorzystać na działce. To tak jednak nie działa. Powstające „komposty” nie są przydatne dla celów użyźniania gleby i w znacznej części są wykorzystywane do składowania (na cele rekultywacyjne składowisk) przy znacznie niższej opłacie marszałkowskiej. Brakuje warunków dla produkcji kompostów spełniających normy, a tworzy się za to fikcyjny system przetwarzania bioodpadów. Tych nieprawidłowości jest znacznie więcej.

Jest jakaś recepta by się ich pozbyć?

W Krajowej Izbie Gospodarczej, w środowisku eksperckim trwa dyskusja na ten temat. Wiem, że również zespół funkcjonujący przy ministrze środowiska przygotowuje propozycje do nowelizacji ustawy. W I kwartale 2014 r. przesłaliśmy ministrowi środowiska i przedstawicielom parlamentu propozycje KIG w zakresie najważniejszych zmian w nowej ustawie o utrzymaniu porządku i czystości w gminach z 1 lipca 2011 r. lub w aktach wykonawczych.

Jakie to zmiany?

Jest ich sporo. Trudno byłoby je wszystkie szczegółowo wymienić. Postulujemy m.in., by rozdzielić przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów. Łączny przetarg powinien być możliwy tylko w wyjątkowych i określonych przypadkach. Przetargi na odbiór odpadów powinny też być dostępne dla większej liczby operatorów, ale w specyfikacji byłby wymóg dostarczania odpadów do wskazanych przez gminę instalacji RIPOK z danego regionu gospodarki odpadami. Wnosimy też o doprecyzowanie w ustawie obowiązku prowadzenia w każdej gminie selektywnej zbiórki odpadów (wycofanie fakultatywności) oraz wskazanie w ustawie lub rozporządzeniu ministra środowiska standardów w zakresie zbiórki selektywnej odpadów komunalnych. Zwracamy również uwagę na uregulowanie procedur nadzoru i kontroli drogi odpadów do instalacji przetwarzania. Obecnie brakuje bowiem monitorowania przez gminy przewozu odpadów do RIPOK. Nie jest też weryfikowana ilość odbieranych odpadów oraz ich jakość. No i w końcu te nieszczęsne przetargi gminne oparte wyłącznie na najniższej cenie, często już w fazie wyboru oferty nierealnej i niewykonalnej.

Dlatego trudno dziś mówić o innowacyjności w zagospodarowywaniu odpadów w sensie nowych technologii. Reforma, jak na razie, nie pobudziła szczególnie samorządów do ich wprowadzania. Ci, co takie technologie mieli wcześniej, to je mają, ci którzy ich nie mieli, nie mają ich nadal i jeszcze długo ich nie wprowadzą, ponieważ dzisiaj inwestowanie w gospodarkę odpadami jest bardzo ryzykowne z punktu widzenia zwrotu kapitału. Rynek jest nieprzewidywalny i nasycony różnego rodzaju nieprawidłowościami. Są pewne pozytywne zmiany w technologiach do recyklingu odpadów i odzyskiwanych z nich surowców wtórnych. Tu można pochwalić się kilkoma nowoczesnymi instalacjami, np. do makulatury, ale te instalacje będą potrzebowały odpadów selektywnie zbieranych, czystych i w dużych ilościach, a dzisiaj rynek tego nie jest w stanie wygenerować, bo zbyt wolno rozwija się zbiórka selektywna.

Budujemy jednak spalarnie.

Jeśli chodzi o nowoczesne i innowacyjne technologie, to spalanie odpadów nie jest preferowane przez UE. Unia stawia przede wszystkim na ich przetwarzanie z przeznaczeniem do ponownego wykorzystania. Jak dotąd nie widać u nas specjalnie ruchu w zakresie wprowadzania nowych, innowacyjnych metod mających temu służyć. Natomiast przed kilku laty powstał krajowy program budowy sześciu dużych spalarni śmieci. Za rok inwestycje te powinny być gotowe. Będą mogły spalić z większym bądź mniejszym nakładem energii ok. milion ton zmieszanych odpadów. My natomiast mamy obecnie problem z ok. 4 mln ton palnych frakcji odpadów. Spalarnie zatem tego problemu nam nie rozwiążą.

Co w tej sytuacji? Budować kolejne?

Odpady możemy zagospodarować bardziej regionalnie i bardziej efektywnie bez budowy kolejnych wielkich i bardzo kosztownych spalarni. Te „dobre” odpady mogą zostać zamienione na ciepło w naszych mieszkaniach lub prąd elektryczny w naszych domach. Stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej jest następujące: zamiast koncentrować się na budowaniu kolejnych spalarni wielkich jak Huta Katowice, bardzo drogich i niemile przez UE widzianych, skoncentrować się trzeba na odzysku ciepła i energii z odpadów, ale w mniejszych elektrociepłowniach, gdzie w warunkach kogeneracji można dobudować w kotłowni blok na paliwo z odpadów, tzw. suchy RDF, czyli wykorzystać zamiast węgla zmielone wysokokaloryczne frakcje. To jest kierunek, który zdaniem KIG powinien być rozwijany, jest racjonalny i bardziej efektywny ekonomicznie niż wielkie obiekty spalarniane. Na razie jednak „w tym tunelu nie widać zielonego światła”.

A co z biogazem, z którym wiązano takie nadzieje, zwłaszcza w małych gminach i wiejskich?

Do produkcji biogazu również niezbędne są określone frakcje uzyskiwane z odpadów. Biogazownie, których trochę w kraju powstało, mają jednak problemy z pozyskaniem tych frakcji, dlatego pracują na małych obrotach. Brakuje biomasy. Biogazownie sygnalizują, że brakuje nie tylko dostatecznej liczby źródeł biomasy, np. plantacji wierzby przemysłowej, którą można by spalać, ale także np. gnojowicy. Trochę lepiej wychodzi nam recykling. To dlatego, że większość z nas w ramach systemów gminnych segreguje śmieci. Wzrosła też liczba firm, które te posegregowane odpady odbierają. Poprawa w tym zakresie widoczna jest wyraźnie także dlatego, że wcześniej recykling w naszym kraju był na bardzo niskim poziomie, ok. 5 proc wytwarzanych odpadów. Obecnie powinien wynosić ok. 20 proc, a osiągamy granice 10 proc. Mamy ambitne plany, by do 2020 r. wskaźnik ten wzrósł do 50 proc. Sadzę, że jeśli uda nam się osiągnąć 25 proc. – to będzie dobrze.

Dlaczego tak trudno nam dojść do standardów w przetwarzaniu odpadów osiągniętych choćby w państwach skandynawskich? Nie możemy od nich ściągnąć najnowocześniejszych, innowacyjnych rozwiązań, z których na pewno korzystają?

Różne kraje „starej” UE w różnym stopniu wykorzystują energię z odpadów, ale ważne jest to, że średnio około 35 proc. odpadów jest unieszkodliwiane poprzez odzysk energii w procesach termicznych. Najlepszym przykładem są państwa skandynawskie. Tyle tylko, że te kraje pracują konsekwentnie nad zasadami budowy systemu zbierania i przetwarzania odpadów od ponad dwudziestu lat. To nie jest program do załatwienia z dnia na dzień, przez hasło „rewolucja śmieciowa”. Ten proces musi trwać, trzeba zmienić nawyki i świadomość mieszkańców, konsekwentnie wdrażać racjonalne zasady postępowania z odpadami, a także filozofię naszego życia w celu ograniczania „produkcji odpadów” i ich unikania. My wciąż jesteśmy pod tym względem na początku drogi. Tymczasem przedsiębiorcy, którzy postępują uczciwie i biorą udział w grze na rynku odpadów, narzekają, że rynek ten jest nasycony najróżniejszymi patologiami. Administracja odpowiedzialna za kontrolę i nadzór nad rynkiem nie panuje nad sytuacją, nie kontroluje strumienia przepływu odpadów i nie wyciąga konsekwencji wobec osób i przedsiębiorców naruszających regulacje prawne w tym zakresie. I to jest rzeczywiście problem. Ale to nie jest problem złego prawa, tylko niekonsekwencji w jego wdrażaniu i egzekwowaniu.

W obowiązki KIG wpisana jest też edukacja społeczeństwa.

Świadomość społeczeństwa w tym zakresie wzrasta, ale nadal jest sporo do zrobienia. Świadomość przedsiębiorców, która jest pochodną świadomości społeczeństwa, chociażby z racji wielu obowiązków prawnych, rośnie szybciej. Liczymy na pomoc administracji rządowej, która powinna uczestniczyć w budowie świadomości obywateli na tych płaszczyznach, które mają bezpośredni wpływ na nasze środowisko i funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Moim zdaniem, powszechna edukacja społeczeństwa, w tym m.in. z wykorzystaniem mediów publicznych, jest  konieczna. Nie chodzi przy tym o jakieś profesorskie mądrości, ale przekazanie obywatelom paru prostych prawd i zasad, np. dlaczego segregacja śmieci jest tak ważna, jak to się powinno robić i jakie szkody przynosi nam wyrzucanie śmieci w lesie itp. Do tego dochodzi edukacja ekonomiczna. Jeżeli mając wybór mam zapłacić dwa razy więcej za śmieci niesegregowane, niż gdybym je segregował, to rachunek ekonomiczny sam się narzuca, bez specjalnej kalkulacji i edukacji ekologicznej. Lepiej płacić np. 20 niż 40 zł, ale wtedy ja muszę zadać sobie trochę trudu, żeby odpowiednio posegregować moje odpady, no ale dzisiaj nie ma nic za darmo.

Może opłaty za wywóz śmieci są zbyt wysokie?

Po tej całej „rewolucji śmieciowej” okazało się, że jest odwrotnie. Nasz „rynek odpadowy” był wyceniany na ok. 5 mld zł w 2012 r., czyli „przed rewolucją”. Szacowaliśmy, że po wprowadzeniu nowych zasad i opłat rynek powinien wzrosnąć o ok. 20 proc. Tak się jednak nie stało. Wartość tego rynku spadła obecnie o 40 proc. – do 3,3 mld zł. To świadczy, że samorządy masowo wybierały najtańsze oferty, konkurencja między firmami zajmującymi się odpadami doprowadziła do wyeliminowania z rynku wielu firm, a te, które pozostały, obecnie narzekają na nieopłacalność tej działalności, bo za pieniądze, jakie otrzymują od gmin, trudno legalnie zagospodarować odbierane odpady. No i w ten sposób mamy kolejne, po budowie autostrad za pół ceny, polskie doświadczenie budowy systemu gospodarowania odpadami – za pół ceny. A może UE to od nas kupi?

*

Powyższy artykuł został przygotowany na potrzeby wydawanego przez Fundację Promocji Gmin Polskich Biuletynu Eko-Gmina.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY