Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

poniedziałek, 04 listopad 2013 21:34

NUREK ZBIERA OWOCE REWOLUCJI

Napisane przez 

Rewolucja śmieciowa ma niespodziewanych zwycięzców. Nie są to jednak mieszkańcy, którzy mniej płacą za odpady. Największymi wygranymi są bezdomni i drobni złodzieje. To w ich ręce trafiają mozolnie posegregowane przez lokatorów kilogramy puszek i makulatury.

Scenariusz zazwyczaj wygląda podobnie. Wcześnie rano, zanim jeszcze przyjedzie śmieciarka, pod wypełnione makulaturą czy puszkami kontenery podjeżdża niewielki furgon. Wysiada z niego kilku mężczyzn i błyskawicznie ładuje odpady. Chwile później auto odjeżdża, a po aluminium czy makulaturze nie ma już śladu. Proceder śmieciowej kradzieży dotyczy głównie miast i miasteczek, gdzie na osiedlach wystawione są pojemniki do segregacji. A śmieciowi złodzieje mają z czego wybierać.

Zbieracze zainteresowali się tymi odpadami, odkąd weszły w życie przepisy nakazujące mieszkańcom ich sortowanie. W miastach mieszkańcy osiedli wyrzucają śmieci zazwyczaj do zbiorczych kontenerów oznaczonych odpowiednim kolorem i symbolem. Żeby je wybrać, najczęściej wystarczy przechylić pojemnik.

Pieniądze leżą na ulicy. Dosłownie

Sytuacja – na pozór śmieszna – może stać się jednak dużym problemem dla gmin. Bo w myśl nowych przepisów to one są właścicielami odpadów i muszą rozliczać się z prowadzonej gospodarki śmieciowej. Chodzi o liczbę odebranych surowców wtórych w stosunku do pozostałych opadów. Jeżeli ich zakontraktowana ilość nie będzie się zgadzać, samorząd zapłaci karę.

W Szczecinie takich pojemników są setki. Ustawiono je na każdym osiedlu. – Oczywiście zdarzają się takie sytuacje. Sam dwa razy widziałem, jak tacy panowie wyjmowali makulaturę i puszki z pojemników na segregację. Zabierają tyle, ile mogą udźwignąć – mówił w rozmowie z lokalnymi mediami Marek Jakubowski, wiceprezes MPO Szczecin. Sam proceder nasila się szczególnie wtedy, gdy rosną ceny surowców w skupach.

O ile w Szczecinie odpady kradną drobni złodzieje, o tyle w Jeleniej Górze proceder ten przyjął bardziej zorganizowany charakter. Grzegorz Demuth, kierownik działu wywozu i oczyszczania w MPGK, kilkakrotnie miał sygnały o kradzieżach od swoich pracowników. Na widok śmieciarki, złodzieje zawsze szybko odjeżdżają. – Sygnałów o podbierającym nam makulaturę, jasnym busie, mieliśmy już kilka – informuje Demuth.

Wszystko wskazuje na to, że osoby zamieszane w ten proceder zwietrzyły okazję do łatwego zarobku. A zysk z takiego procederu jest naprawdę niezły: w skupie za każdy kilogram makulatury można dostać 25 groszy. To niewiele, ale gdy dostarczy się ich setki kilogramów, to już niezły zarobek. Jeszcze lepiej wyglądają ceny puszek. Kilogram to nawet 3,50 złotych. Łatwo więc policzyć, że za dziesięć kilo można dostać 35 złotych. Z punktu widzenia zbieracza, pieniądze leżą dosłownie na ulicy.

Światło, kamera!... Śmieci!

– Codziennie przychodzą do nas dziesiątki osób. Jedni dorabiają w ten sposób do emerytury czy renty, inni po prostu zbierają na alkohol – mówi nam pracownik jednego ze skupów w Jeleniej Górze. O nietypowym problemie wie już miejscowa policja, która przyznaje, że do tej pory częściej zdarzały się przypadki podrzucania odpadów, a nie ich podbierania. Problem w tym, że jednorazowa wartość skradzionych śmieci jest trudna do oszacowania, a bez tego policja nie może wszcząć postępowania. Jednak nawet jeżeli to się uda, to i tak sytuacja nie jest prosta: bo przestępstwo to kradzież na kwotę wyższą niż 250 złotych. Czyli, aby je popełnić jednorazowo, trzeba by ukraść tonę makulatury… Wystarczy więc kraść jej na każdym z osiedli na przykład po 50 kilogramów.

– Pracownicy firm zbierających śmieci podejrzewają, że ktoś im je podbiera. W całej sprawie chodzi o to, żeby określić wartość skradzionych przedmiotów. Jeśli pokrzywdzony podmiot będzie w stanie określić, jaka była to kwota, wówczas będziemy mogli wszcząć postępowanie. Szczególnie, jeśli będzie chodzić o sumę przekraczającą 250 złotych. Jest to nowe zjawisko, dlatego będziemy musieli się zmierzyć z tym problemem i wypracować jakieś jedno rozwiązanie – mówi w rozmowie z Magazynem Samorządowym „GMINA” podinspektor Edyta Bargowska z Komendy Miejskiej w Jeleniej Górze.

Jednorazowa kradzież to niewielka strata, jednak – gdy oszacować ilość wszystkich znikających śmieci – pieniądze robią się naprawdę poważne. Według prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Jeleniej Górze Włodzimierza Stasiaka, w skali roku może to być nawet 600 tysięcy złotych. Dodatkowo przeszukujący pojemniki na odpady zwykle zostawiają po sobie bałagan, który później trzeba posprzątać. Władzie miasta zapewniają, że tam, gdzie jest to możliwe, przesuną pojemniki na śmieci w zasięg miejskiego monitoringu. Liczą że w ten sposób zniechęcą potencjalnych złodziei.

Przyjadą, potną, zniosą. Pełny serwis

Posegregowane znikające śmieci to nie tylko problem dużych miast. Podobny proceder rozkwitł też w mniejszych miejscowościach. Przykładem może być Brzesko w województwie małopolskim. – Śmieci są dobrze posegregowane i czyste, ponieważ to się kontroluje – mówi Katarzyna Pacewicz-Pyrek, przewodnicząca osiedla Brzezowieckie w Brzesku. Jak przyznaje Janusz Filip, prezes Brzeskich Zakładów Komunalnych, czasami firma nie ma co zbierać. – Zdarza się, że kosze na metal są zupełnie puste – mówi. Najczęściej, zamiast wyrzucać stal i inne metale, mieszkańcy oddają je quasi-firmom śmieciowym, które chętnie je odbiorą, a nawet same potną i zniosą z piętra.

Firmy śmieciowe nie mają problemu ze sprzedażą metali, szkła, butelek z plastiku i makulatury. Bardzo trudno natomiast znaleźć im nabywców na zużytą folię, samochodowe opony i plastikowe opakowania po produktach spożywczych, na przykład po jogurtach.

Podobnie ma się sytuacja w Strzelcach Opolskich. Tu śmieci najczęściej znikają z kontenerów na Osiedlu Piastów Śląskich. Zbieracze podjeżdżają wózkami i szybko ładują do nich całą zawartość, a potem jadą do pobliskiego skupu makulatury czy plastiku. W sumie chodzi o niebagatelną ilość odpadów: mieszkańcy Strzelec Opolskich i okolicznych wsi miesięcznie segregują blisko 80 ton surowców wtórnych. Henryk Nowakowski, prezes przedsiębiorstwa komunalnego, szacuje, że do tej pory zbieracze byli w stanie wywieźć na wózkach nawet dwie tony metali.

Śmieci? Elektrośmieci to dopiero problem!

To, że posegregowane i umyte śmieci to prawdziwa gratka dla złodziei, wiedzą już te gminy, które na selektywną zbiórkę postawiły jeszcze przed wejściem w życie ustawy śmieciowej. Ze znikającymi odpadami od pewnego czasu walczy już Międzylesie na Dolnym Śląsku.

– Zawsze tak było, że śmieci segregowane podkradano. My na tym tracimy, ponieważ mamy mniejsze dochody. Z całą pewnością zawsze był kradziony złom i aluminium – mówi w rozmowie z Magazynem Samorządowym „GMINA” Tomasz Korczak, burmistrz Międzylesia. Jednak, jak twierdzi, większym problemem dla gmin jest „podkradanie” elektrośmieci. Mechanizm jest prosty. – Pan Kowalski rejestruje firmę, która zbiera elektrośmieci. Przychodzi do szkoły publicznej i proponuje, że kupi tej szkole telewizor, jeśli pani dyrektor zorganizuje akcję, polegająca na zbieraniu starych sprzętów RTV. W szkole organizowana jest zbiórka, a przedsiębiorca zarabia, sprzedając je innym firmom. Zatem z naszego rynku znikają elektrośmieści. Jednak, paradoksalnie, dla nas jest to ogromny problem ponieważ nie możemy osiągnąć wymaganego wskaźnika zebrania elektrośmieci – przez co możemy zapłacić karę – podkreśla Korczak.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY