Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 60.

niedziela, 25 sierpień 2013 17:10

SZEŚĆ KLUCZOWYCH BŁĘDÓW HANNY GRONKIEWICZ-WALTZ

Napisane przez 

Jeszcze trzy lata temu Hannę Gronkiewicz-Waltz na fotelu prezydenta miasta dobrze oceniało 68 proc. warszawiaków. Dziś jest to już tylko 38 proc, a liczba negatywnych ocen wzrosła odpowiednio z 21 do 48 proc.

Spadek popularności długo był powolny i rozłożony w czasie. Dopiero pod koniec zeszłego roku wykresy popularności Barometru Warszawskiego tąpnęły na tyle, że opozycja zaczęła mówić o referendum. Oto sześć powodów spadku popularności prezydent Warszawy.

1. Podwyżka cen biletów

Z całej listy zarzutów, jaką opozycja formułuje pod adresem Hanny Gronkiewicz-Waltz, to właśnie rosnące ceny biletów najbardziej przemawiają do opinii publicznej i zjednują zwolenników idei referendum.

Podniesienie opłat zdominowana przez Platformę Obywatelską Rada Warszawy przyjęła już w 2011 r., ale podwyżki rozłożone były na trzy tury. Po raz pierwszy ceny wzrosły w sierpniu 2011 roku, ale masowe protesty przyniosła dopiero bardziej dotkliwa podwyżka z 1 stycznia 2013 roku (trzeci raz ceny wzrosną 1 stycznia 2014 r.). Podrożały wszystkie bilety – w tym okresowe, które warszawiacy muszą uwzględniać w domowych budżetach. I tak na przykład bilet kwartalny normalny zdrożał z 196 zł (jeszcze w 2011 r.) do 250 zł dziś – a od stycznia jeszcze podrożeje – do 280 zł.

Już ostatnią zimą zaczęły się protesty, a mniej znane lokalne inicjatywy, rozpoczęły zbieranie podpisów przeciwko podwyżce. Nie pomogły tłumaczenia, że Warszawa miała jedne z najtańszych biletów w Polsce – a jednocześnie najlepszą komunikację. Podwyżek nie było tu od lat, bo poprzednie władze bały się je wprowadzać. Mimo tego sukcesywnie wymieniany jest tabor (nowe tramwaje Swingi, nowe autobusy), miliardy miasto wydaje też na budowę metra. Przeciwnicy też mają swoje argumenty: Zarząd Transportu Miejskiego zmienia rozkłady jazdy, tnie wygodne połączenia, a w autobusach często latem wysiada klimatyzacja, a zimą ogrzewanie.

Powszechne niezadowolenie społeczne zwietrzyła i postanowiła zagospodarować Warszawska Wspólnota Samorządowa, której lideruje Piotr Guział, burmistrz Ursynowa.

„W związku ze szkodliwymi decyzjami ratusza i radnych PO, bulwersującymi warszawiaków i sięgającymi coraz głębiej do ich kieszeni, kierując się troską o stan miasta, nad którym – jak coraz bardziej widać – urzędnicy i radni tracą kontrolę, żądamy wycofania się ratusza z chybionej polityki niszczącej komfort życia w stolicy i drenującej kieszenie jej mieszkańców, dając coraz mniej w zamian” – pisał jeszcze w kwietniu Piotr Guział w liście otwartym do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wtedy jeszcze mało kto zwracał na to uwagę.

2. Ustawa śmieciowa

Fala niechęci do prezydent wezbrała, gdy po raz kolejny sięgnęła do kieszeni mieszkańców – a konkretnie, gdy poznali oni założenia reformy w systemie gospodarowania śmieciami. Same zmiany od 1 lipca dotyczą całego kraju i wymusiła je ogólnopolska ustawa, ale sposób ich wprowadzenia w Warszawie to już zadanie lokalnych urzędników.

Według pierwszych przyjętych stawek opłaty za wywóz śmieci miały wzrosnąć niemal wszystkim, a zaproponowane stawki były jednymi z najwyższych w Polsce. Najbardziej poszkodowani byliby mieszkańcy domów jednorodzinnych, gdzie stawka miała wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt złotych. Trzyosobowa rodzina miałaby płacić  89 zł miesięcznie, samotna osoba – 44,5 zł.

Wyliczenia, na podstawie których ustalono stawki, zostały utajnione. Mimo powszechnego oburzenia, prezydent Warszawy i politycy Platformy szli w zaparte – twierdząc, że to najniższe z możliwych opłat w sytuacji, gdy system ma działać sprawnie. Zdanie zmienili dopiero w czerwcu – i okazało się, że jednak można obniżyć opłaty! Według nowych stawek, osoba samotna, mieszkająca w domku płaci 30 zł, trzyosobowa rodzina – 60 zł. Obniżono też stawki w budownictwie wielorodzinnym.

To jednak nie rozwiązało kryzysu śmieciowego, bo pojawił się nowy problem. Firmy zajmujące się wywozem śmieci podważyły warunki przetargu, faworyzujące miejską spółkę MPO. Protest uznała Krajowa Izba Odwoławcza i nakazała zmianę warunków. W rezultacie Warszawa nie była gotowa do wprowadzenia nowej ustawy zgodnie z planem, 1 lipca. Stolica tego dnia nie zamieniła się w zasypany tonami śmieci drugi Neapol tylko dlatego, że wprowadzono rozwiązania przejściowe. Niesmak jednak pozostał. Nie pomogło nawet, że przez całe zamieszanie stanowisko stracił odpowiedzialny za gospodarkę odpadami wiceprezydent Jarosław Kochaniak.

3. Awaria na budowie metra i zamknięcie tunelu Wisłostrady

Awarie się zdarzają, w tej nikt nie zginął, ani nie został ranny. Ale wodna soczewka podmyła nie tylko tunel Wisłostrady, ale też zaufanie do prezydent miasta. Ziemia tąpnęła w sierpniu 2012 r., podczas drążenia łącznika między dwoma częściami przyszłej stacji metra na Powiślu. Do wykopu wlały się masy błota z nienaniesionego wcześniej na mapy zbiornika. Robotnicy uciekli, przysypało tylko sprzęt. Gorzej, że do awarii doszło akurat pod dnem tunelu Wisłostrady, czyli niezwykle ważnego połączenia komunikacyjnego między północną a południową częścią miasta. Jezdnie trzeba było zamknąć, miasto stanęło w gigantycznym korku, a badania geologiczne wykazały, że utknie w nim na długie miesiące.

Choć do dziś nie wiadomo, kto zawinił (wykonawca twierdzi, że nikt – to po prostu wypadek), fala krytyki wylała się na władze miasta. W internecie posypały się żarty, łączące zalanie wykopu ze słynnym zatopieniem Stadionu Narodowego podczas meczu reprezentacji Polski z Anglią. Choć tamta wpadka nie była przez nią zawiniona (stadionem administruje spółka rządowa), to wodne żarty przylgnęły do prezydent miasta. Ze wzmożoną siłą wróciły jeszcze w czerwcu tego roku, gdy podczas burzy deszcz zatopił Trasę AK, co pokazały media w całym kraju.

4. Plac Defilad wciąż pusty, roszczenia

To zarzut, który nie pojawił się nagle, ale wypłynął z większą siłą na ogólnej fali krytyki.

Z zagospodarowaniem ścisłego centrum stolicy, czyli okolic Pałacu Kultury, zmaga się każda władza od początku zmian ustrojowych. Gronkiewicz-Waltz zaczęła odważnie: usunęła kupców ze szpetnego blaszaka, czym rozbudziła jeszcze nadzieje warszawiaków. Jednak czym dalej, tym więcej ujawniało się przeszkód. Zerwano umowę  z Christianem Kerezem, zwycięzcą konkursu na projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a miasto będzie dochodziło swoich racji w sądzie. Nawet jeśli wygra, to warszawiacy wciąż na co dzień widzą pusty wygon pod Pałacem Kultury.

W dodatku okazało się, że plac Defilad jest naszpikowany roszczeniami byłych właścicieli. To z resztą problem, który też miała rozwiązać Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wiele osób miało nadzieję, że skoro miastem rządzi wiceprzewodnicząca partii rządzącej, to wreszcie uda się przygotować i uchwalić ustawę reprywatyzacyjną. Nic takiego się nie stało, a handlarze roszczeniami upominają się już nawet o szkolne boiska w Śródmieściu.

5. Za dużo inwestycji czy ich brak?

To zarzut najbardziej kontrowersyjny, bo jeszcze nigdy po ‘89 roku w Warszawie nie budowano aż tak wiele. Ekipa Gronkiewicz-Waltz dokończyła pierwszą linię metra i – mimo wpadek – w miarę sprawnie buduje centralny odcinek drugiej linii. Powstał Most Północny, remontowane jest mnóstwo dróg, rozbudowano oczyszczalnię Czajka.

Opozycja zarzuca jednak ratuszowi, że w dwóch kampaniach wyborczych prezydent obiecywała jeszcze więcej. – Waltz nie wywiązała się z obietnic wyborczych, zarówno tych składanych w 2006 r., jak i tych z 2010 r. Jako prezydent Warszawy sprawnie wydaje pieniądze, ale nie można powiedzieć, że podczas jej kadencji warszawiacy zyskali. Nie rządzi lecz tylko zarządza miastem i nie można powiedzieć, że robi to, co im obiecała w sposób dobry, skoro nic nie następuje na czas. Nie zrealizowała z sukcesem żadnych swoich własnych projektów – oceniał niedawno w portalu Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej Czesław Bielecki, kandydat PiS na fotel prezydenta miasta w ostatnich wyborach w stolicy.

Prawdą jest, że sporo z wielu obiecanych inwestycji nic nie wyszło, a inne się spóźniają. Sformułowanie „inwestycyjna rzeź Pragi” niemalże weszło już do języka potocznego – bo w obliczu kryzysu jednym ruchem zrezygnowano z kilku strategicznych inwestycji w najbardziej zaniedbanych dzielnicach stolicy. Opozycja najczęściej wykrzykuje jednak hasło „Szpital Południowy”. Placówka od lat planowana jest na Ursynowie, ale z powodu kłopotów z lokalizacją cała południowa część Warszawy wciąż nie ma własnego szpitala. A pamiętać trzeba, że to właśnie tu rządzi główny pomysłodawca odwołania pani prezydent – Piotr Guział.

6. Kiepski PR

Burmistrz Ursynowa zarzuca ekipie Gronkiewicz-Waltz, że zamiast rządzić zajmuje się PR-em, tymczasem zdaniem ekspertów, to do niedawna była najsłabsza strona prezydent Warszawy. Jakby uśpiona wyborczymi sukcesami, na długie tygodnie przestawała dawać o sobie znać. Po awarii w tunelu Wisłostrady kierowcy długo musieli czekać na informację, co się właściwe stało. Podobnie było z ustawą śmieciową, gdy do końca nie było wiadomo, jakie stawki będą w Warszawie. Czasami ta pewność siebie przeradzała się wręcz w arogancję, gdy Rada Warszawy nie uznała konsultacji społecznych w sprawie nazwy mostu Północnego i wbrew radzie dzielnicy Białołęka oraz mieszkańcom nadała mu imię Marii Skłodowskiej-Curie.

Na brak dialogu głośno narzekały też różnego rodzaju organizacje NGO, których hasło – „Miasto to nie firma” – trafnie oddaje sposób rządzenia Warszawą przez ekipę Gronkiewicz-Waltz.

Akurat w tym punkcie prezydent mogła się poprawić. I właśnie jesteśmy tego świadkami: od początku lata trwa medialna ofensywa. Wyrazistym symbolem zmiany jest konto prezydent na Twitterze, które – nieużywane od dnia ogłoszenia wyniku wyborów – teraz ożyło. Bardzo aktywny stał się też profil Hanny Gronkiewicz-Waltz na Facebooku. Ona sama niemal codziennie pojawia się w mediach, odwiedza warszawiaków w domach, wizytuje szkoły, spółdzielnie, budowy – słowem pokazuje się wszędzie tam, gdzie mogą ją dostrzec mieszkańcy. Złośliwi mówią o „efekcie referendum”, ale sama prezydent przyznaje, że kontakt z mieszkańcami nie był jej mocna stroną. – Ta komunikacja rzeczywiście powinna być częstsza. Staram się wykonywać wszystko jak najbardziej rzetelnie, logicznie, racjonalnie. Myślę, że moją słabością jest to, że ja nie zawsze do końca tłumaczę, dlaczego jest tak, a nie inaczej – mówiła niedawno Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z TVN24.

Na ile uda jej się nadrobić stracony czas, przekonamy się pewnie na jesieni lub w zimie. To najbardziej prawdopodobny moment przeprowadzenia referendum.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY