Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

piątek, 22 luty 2013 20:43

INWESTYCJA W BOKS

Napisane przez 

Dzielnica domków jednorodzinnych na uboczu, zielone płoty, zadbane podwórka i gdzieniegdzie prześwitujące dalej pola. W takiej okolicy mało kto spodziewa się klubu bokserskiego. I pewnie nikt by nie wiedział o jego istnieniu, gdyby nie wielki szyld przed jednym z budynków. „Champion Wołomin” w niczym nie przypomina jednak błyszczących, wymuskanych sieciowych klubów fitness. Kojarzy się raczej z amerykańskimi Boxing Gyms, znanymi z filmów o Rockym Balboa: zapach potu, połatane taśmą worki treningowe, wysłużone rękawice i hełmy upchnięte na regale przy jednej ze ścian.

Mimo spartańskich warunków na sali „Championa” codziennie o 18.00 rozgrzewa się około 30 młodych chłopców w wieku od 12 do 18 lat. Skąd taka popularność? Powód jest prozaiczny: „Champion” to jedna z nielicznych istniejących jeszcze w Polsce sekcji bokserskich, gdzie młodzi ludzie do osiągnięcia pełnoletniości trenują za darmo. – Dla jednego rodzica 10 złotych to majątek, a dla drugiego 100 – to nic. Tyle, że dziecko tego pierwszego właśnie może mieć talent – mówi nam Paweł Babicki, założyciel i trener „Championa Wołomin”. – W ten sposób automatycznie zamyka się droga dla tych, których na trenowanie nie stać – dodaje. Jednak na taki sposób działania klub może sobie pozwolić tylko dzięki pieniądzom z gminy – „Champion” to organizacyjnie część OSIR-u Wołomin.

Oderwać ludzi od DVD i komputera

Jednak tylko nieliczne mniejsze gminy w Polsce decydują się na finansowanie jakichkolwiek zajęć sportowych dla swoich mieszkańców, nie mówiąc już o boksie. Koszt rocznego funkcjonowania jednej sekcji sportowej to około 50 tysięcy złotych. Gminy zaś najczęściej mają pilniejsze wydatki niż zapewnienie ruchu swoim obywatelom. Z drugiej strony prawda jest jednak taka, że młodzi ludzie coraz rzadziej uprawiają sport, a ostatni medal olimpijski – akurat w boksie – Polak (Wojciech Bartnik) zdobył w 1992 roku w Barcelonie.

- Żyjemy w takich czasach, gdzie jest mnóstwo sposobów spędzania wolnego czasu ciekawszych niż ciężki trening. Można pójść do kina, włączyć sobie DVD, czy odpalić grę na komputerze. Nie ma znaczenia, czy ktoś mieszka na wsi, czy w mieście. Na treningu nie dość, że się spocisz, złapiesz zadyszkę, to jeszcze możesz oberwać po mordzie – uważa Babicki. – A oprócz tego młodzi ludzie nie mają gdzie sobie wyrobić kondycji i koordynacji ruchowej.

To jest problem, który zaczyna się w domu – rodzice coraz rzadziej dbają o to, żeby ich dzieci uprawiały jakiś sport. Jak wygląda WF w szkole każdy wie. A nawet jak trafi się nauczyciel, który wymaga i uczy – to zaraz są skargi, że dzieci są spocone, że zmęczone itd. W efekcie dzieciaki, które jednak trafiają do mnie czasami są tak zaniedbane „ruchowo”, że musimy spędzić z nimi nawet parę lat, żeby wyrobić podstawową koordynację oraz kondycję i móc zacząć naukę techniki – wylicza trener.

Bez amatorów nie ma zawodowców

Wówczas bywa już jednak za późno. Młodzi ludzie wkraczający w dorosłe życie nie są w stanie pogodzić pracy, treningów i wyjazdów na zawody. – Z boksu raczej nie da się żyć. Nawet zawodowi pięściarze w Polsce zarabiają bardzo źle. Jak któryś – rzadko – ma stypendium, to może liczyć na około 1000-1500 złotych. A i tak, żeby zostać zawodowcem, to najpierw trzeba być amatorem i pokonać wszystkie przeszkody, o których mówiłem wcześniej – stwierdza Babicki. – Bez dobrej bazy amatorskiego boksu, nie ma dobrych zawodowych pięściarzy. To oczywiste. Tylko, żeby ludzie chcieli uprawiać boks na poziomie amatorskim, trzeba im przede wszystkim stworzyć warunki i jakoś do tego zachęcić i zatrzymać przy tym sporcie. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie chodzi mi o robienie jakiejś reklamy, czy obchodzenie się z zawodnikami jak z porcelaną. Chodzi o zupełnie przyziemne sprawy. Póki ktoś jest nastolatkiem, to najczęściej nie musi się martwić o to jak zapewnić sobie byt. Ale potem musi pracować. Nie da się pogodzić pracy, treningów i wyjazdów na zawody. To jest właśnie sedno drugiego problemu: brak jakiegoś systemu chociażby skromnych stypendiów dla bokserów-amatorów – uważa założyciel „Championa Wołomin”.

Żeby zaś znalazły się pieniądze, muszą być wyniki. Błędne koło się zamyka. W czasach PRL-u dobrzy bokserzy-amatorzy mieli po prostu fikcyjne etaty w fabrykach, czy biurach. Przychodzili tam tylko po wypłaty, a ich prawdziwa praca, to był trening i walki. To był już jednak zaawansowany poziom. Wszystko zaczynało się od darmowych sekcji sportowych zarówno takich jak słynna warszawska Gwardia, która nota bene jest obecnie na skraju likwidacji, jak i kluby w rodzaju „Championa Wołomin”. Z masy zgłaszających się i trenujących można było wyłonić więcej potencjalnych mistrzów.

Zdaniem Babickiego inwestycja w boks i bardziej generalnie – w sport – już na poziomie mniejszych gmin opłaca się nie tylko pod względem prestiżu. – To nie jest oczywiście inwestycja, która przynosi pieniądze. Ale oprócz prestiżu przynosi zdrowie mieszkańcom. Skoro już przy tym jesteśmy – przecież nie każdy musi trenować po to, żeby walczyć na zawodach. Boks, to jeden z najlepszych sportów ogólnorozwojowych, który dodatkowo znakomicie wyrabia charakter. Jeśli stworzy się młodym ludziom odpowiednie warunki i da alternatywę wobec komputera i telewizora, to na pewno część z nich z tej opcji skorzysta. A w przyszłości pewnie zdecyduje się pozostać w gminie, która stwarza takie warunki życia swoim mieszkańcom – uważa Babicki.

 

NIK krytykuje samorządy. Za sport

To że gminy dosyć obojętnie podchodzą do działalności sportowej na swoim terenie, to nie jedyny problem. Tam, gdzie decydują się ją wesprzeć, bardzo często pojawiają się problemy z właściwym finansowaniem. Opublikowany jesienią ubiegłego roku raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia wątpliwości: nieprawidłowości są tu na porządku dziennym.

Finansowanie sportu w gminach i zlecanie zadań klubom sportowym odbywa się według niejasnych zasad, sport wyczynowy jest dotowany niezgodnie z prawem, a wydawane przez kluby środki nie są należycie nadzorowane – konkludują swoje opracowanie inspektorzy NIK.

Zgodnie z prawem sport rekreacyjny można wspierać poprzez dotacje. Sport wyczynowy podlega jednak innym zasadom: w tym przypadku gminy mogą fundować stypendia i nagrody dla zawodników oraz trenerów. I tu pojawia się problem – większość gmin narusza te reguły, udzielając dotacji na kluby zajmujące się sportem wyczynowym. 95 proc. dotacji dla klubów przyznano w otwartych konkursach ofert, resztę – na podstawie wniosków składanych przez same kluby. W ofertach i wnioskach kontrolerzy doszukali się jednak luk: braku wymaganych danych, niezgodności ze stanem faktycznym, nieprawidłowości przy ocenie ofert.

Również kluby sportowe mają swoje grzechy na sumieniu. Jak stwierdziła NIK, ponad 70 proc. z nich nie przestrzegało zapisów zawartych w umowach. Otrzymane pieniądze wydawano niezgodnie z warunkami zawartymi w umowach, na inne cele niż zgłoszono, a kluby nie rozliczały się z nich właściwie. Np. w zawodach, dofinansowywanych z samorządowych środków, brała udział mniejsza liczba zawodników niż zapowiadano, albo skracano czas ich trwania. Na dodatek, kluby źle szacowały planowane koszty i przychody z organizacji imprez sportowych, zaniżając je. NIK wytknęła taką sytuację szczególnie OŚ AZS Poznań, który osiągnął zysk trzykrotnie przekraczający wysokość dotacji – innymi słowy, poradziłby sobie z powodzeniem bez samorządowej dotacji.

Więcej w tej kategorii: « INNOWACJE W ROLNICTWIE

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY